Szóstym w okresie przygotowawczym rywalem naszego zespołu był dziś Zawisza.
Toczony, w zdecydowanie lepszych jak rok temu warunkach mecz był bardzo ciekawym widowiskiem.
Jeden z głównych kandydatów do awansu do Ekstraklasy okazał się dla Wisły wymagającym rywalem, ale nasz zespół zaprezentował się nad Brdą bardzo dobrze.
Pierwsza połowa była wyrównana. Każda ze stron stworzyła kilka klarownych sytuacji, ale bramkarze byli dziś dobrze dysponowani.
Prowadzenie Zawiszy dał Daniel Mąka, który popisał się doskonałym uderzeniem z ok. 20 metrów, po rzucie wolnym podyktowanym za problematyczny faul Jacka Góralskiego na Wahanie Gevorgyanie.
W odpowiedzi stworzyliśmy kilka doskonałych okazji do wyrównania, m.in. Marcin Krzywicki przegrał sam - na - sam z bramkarzem gospodarzy, później strzelał w słupek, a Filip Burkhardt uderzył z dystansu w poprzeczkę. Tuż przed przerwą Bartłomiej Sielewski był ewidentnie faulowany tuż przed bramką Zawiszy (co przyznawali nawet kibice gospodarzy), ale niepierwszą i niestety nieostatnią krzywdzącą nas decyzję podjął bydgoski sędzia z Ekstraklasy Adam Lyczmański, który nie odgwizdał jedenastki.
Druga połowa to już przewaga Wisły, udokumentowana golem zdobytym po fenomenalnym uderzeniu z przewrotki Janusza Dziedzica. Sędziowie byli jednak i tym razem "na posterunku" odgwizdując... spalony i wywołując nasze zdenerwowanie, a śmiech ze strony licznie zgromadzonych bydgoskich fanów.
Warto dodać, że chwilę wcześniej, rozgrywający znakomite zawody Fabian Hiszpański zakręcił obrońcą Zawiszy, po czym został w narożniku pola karnego przez niego kopnięty. Jedenastka? Tak się wszystkim wydawało, innego jednak zdania był arbiter, który "przesunął" całe zdarzenie o metr, odgwizdując rzut wolny.
To przykre, że w relacji po meczu sparingowym większość czasu poświęcamy sędziowaniu, ale nie możemy przemilczeć uwag o pracy sędziego, który wg. nas wypaczył wynik meczu i skrzywdził nasz zespół.
Wisła dążyła mimo wszystko za wszelką cenę do wyrównania i w końcówce już mocno się odkryła, co wykorzystali gospodarze, przeprowadzając ładną kontrę, po której dobrze broniący Mateusz Struski (chwilę wcześniej powstrzymał Michała Masłowskiego) przegrał pojedynek jeden na jednego z Tomaszem Ostalczykiem.
Zawisza, zwłaszcza do przerwy grał dobrze, szybko i pomysłowo, aktywne było szczególnie lewe skrzydło bydgoszczan, gdzie szaleli Jacek Popek i Gevorgyan, którego pojedynki z niezwykle ambitnie walczącym Góralskim mogły się podobać.
To był jeden z naszych najlepszych meczów w okresie przygotowawczym, a wynik, który w sumie jest mało istotny, zupełnie nie oddaje tego, co działo się na boisku.
Zespół, co bardzo cieszy, absolutnie nie odstawał od mających wielkie ambicje gospodarzy, a trenerzy mają kolejny, dobry materiał do dalszej pracy.
Zawisza Bydgoszcz - Wisła Płock 2:0 (1:0)
1:0 Daniel Mąka 25. (wolny)
2:0 Tomasz Ostalczyk 89.
Zawisza: Kaczmarek - Ciechanowski, Strąk, Skrzyński, Popek - Gevorgyan, Hermes, Drygas, Wójcicki, D. Mąka - Leśniewski.
Zagrali także: Gisbert, M. Mąka, Petasz, Ostalczyk, Bijev, Masłowski.
Wisła: Kiełpin (46. Struski) - Nadolski (46. Zembrowski), Magdoń, Radić, Mysona - Sielewski (75. Adamczyk), Góralski - Janus, Burkhardt (60. Sekulski), Hiszpański - Krzywicki (46. Dziedzic).
Przeprowadzoną przez nas transmisję live z tego spotkania można zobaczyć tutaj.
SPONSOREM RELACJI Z BYDGOSZCZY BYŁ PARTNER WISŁY PŁOCK - FIRMA TRANS-SPRZĘT.




