Wiele lat czekaliśmy na ligowe zwycięstwo z klubem z Bełchatowa. Dziś zadanie przed Wisłą było szczególnie trudne, bo po przegranej z najsłabszym zespołem, przyszło się nam zderzyć z liderem i głównym kandydatem do awansu.
Zawodnicy obu ekip stworzyli w niedzielne południe znakomite widowisko. Niezwykłe zwroty akcji, fantastyczne okazje do zdobycia bramek, parady bramkarzy i głośny doping, tak można w skrócie opisać dzisiejsze spotkanie.
Od początku meczu oba zespoły nastawiały się na atak i dochodziły do sytuacji bramkowych. Pierwsi dobrą okazję mieli goście, kiedy to Mateusz Mak zagrał prostopadle do Michała Renusza, a ten przerzucił piłkę nad Sewerynem Kiełpinem. Na szczęście w bramce był Paweł Magdoń, który zdołał wybić piłkę.
W 17. minucie nasi zawodnicy przeprowadzili fantastyczną akcję. Długi rajd zaliczył Krzysztof Janus, który minął jak tyczki kilku obrońców i przytomnym strzałem, po rykoszecie pokonał Arkadiusza Malarza.
Po stracie bramki goście ruszyli do ataku stwarzając sobie po stałych fragmentach kilka niezłych sytuacji, ale za każdym razem na posterunku był znakomity dziś Seweryn Kiełpin.
Drugą połowę lepiej rozpoczęła Wisła, która starała się jak najbardziej oddalić grę od swojego pola karnego, szukając okazji do zdobycia kolejnego gola. Udało się to szybko, bo już w 52. minucie po strzale Marcina Krzywickiego, ale sędzia dopatrzył się problematycznego spalonego.
Chwilę później Krzywy miał kolejną fantastyczną okazję, ale piłka przeleciała kilkanaście centymetrów od słupka.
Atak GKSu i kontry Wisły - tak doczyła się gra do ostatniego gwizdka, ale największe emocje zawodnicy pozostawili kibicom i telewidzom na ostatnie minuty.
5 minut przed końcem za zagranie ręką w Marcina Flisa sędzia podyktował rzut karny. W tym momencie powinniśmy już uspokoić emocje i "zakończyć" to spotkanie, ale strzał Janusza Dziedzica z "jedenastki" był niecelny.
I horror rozpoczął się dopiero później, kiedy to goście stworzyli najlepsze okazje do zdobycia wyrównującego gola, ale Kiełpin popisał się kolejnymi fantastycznymi interwencjami, a raz po jedynym błędzie w tym meczu wspomogła go poprzeczka.
Myliłby się jednak ten, kto myślał, że Wisła rozpaczliwie się broniła, bo jeszcze Dziedzic wychodził sam na sam z bramkarzem gości...!
Ostatecznie to bardzo dobre piłkarskie widowisko zakończyło się zasłużonym zwycięstwem Wisły.
Po raz kolejny nasi zawodnicy pokazali, że z faworytami grają zdecydowanie lepiej niż z zespołami z dołu tabeli i po przykrej porażce w Jaworznie pokonali bełchatowskiego kandydata do Ekstraklasy.
Zwycięstwo z liderem to już jednak historia, bo kolejny mecz już w najbliższą niedzielę o godz. 12.15, a rywalem Wisły na stadionie im. Kazimierza Górskiego będzie Flota Świnoujście.
BĄDŹCIE Z NAMI!
Wisła Płock – GKS Bełchatów 1:0 (1:0)
1:0 Krzysztof Janus 17 (bez asysty)
Wisła: 87. Seweryn Kiełpin – 20. Cezary Stefańczyk, 23. Paweł Magdoń, 5. Bartłomiej Sielewski, 16. Fabian Hiszpański – 4. Jacek Góralski, 25. Filip Burkhardt (67. 18. Piotr Wlazło), – 8. Paweł Kaczmarek (90. 13. Tomasz Grudzień), 10. Janusz Dziedzic, 7. Krzysztof Janus – 11. Marcin Krzywicki (76. 9. Łukasz Sekulski).
W rezerwie pozostali: 93. Daniel Szczepankiewicz, 2. Grzegorz Wawrzyński, 14. Marko Radić, 24. Łukasz Nadolski.
GKS: 1. Arkadiusz Malarz – 17. Adrian Basta, 24. Maciej Wilusz, 5. Paweł Baranowski, 94. Marcin Flis – 3. Grzegorz Baran, 20. Patryk Rachwał (70. 4. Damian Szymański), 30. Kamil Wacławczyk, 16. Mateusz Mak (86. 45. Bartłomiej Bartosiak) – 26. Michał Renusz (46. 8. Andreja Prokić), 9. Michał Mak.
W rezerwie pozostali: 77. Damian Podleśny, 19. Kamil Poźniak, 25. Piotr Witasik, 46. Mateusz Szymorek.
Sędzia: Sebastian Tarnowski (Wrocław)
Żółte kartki: Krzywicki, Sielewski – Wacławczyk, Baranowski,
Widzów: 2.500