Aktualności » Rodowity Lechista w Wiśle Płock
4-09-2014r.

Po dwóch ofensywnych graczach, Piotrze Ruszkulu i Dimitarze Ilievie, płocką Wisłę zasilił zawodnik z formacji defensywnej. Maciej Kostrzewa może grać zarówno na pozycji defensywnego pomocnika, jak i środkowego obrońcy. Na której pozycji czuje się lepiej? Jak wpasował się w zespół Wisły i jakie cele stawia sobie na obecny sezon?

 

- Czas Wisły: Jesteś wychowankiem Lechii Gdańsk. W jakim wieku pierwszy raz pojawiłeś się na treningu gdańskiego zespołu?

- Maciej Kostrzewa: Swoją karierę zaczynałem w Lechii. Gdy miałem osiem lat mój ojciec pierwszy raz zaprowadził mnie na trening do trenera Gładysza, wspaniałego wychowawcy młodzieży. Miałem przyjemność trenować pod jego skrzydłami przez jedenaście lat. Następnie przeszedłem przez wszystkie szczeble w Lechii. Grałem w Młodej Ekstraklasie, rezerwach klubu i w końcu w pierwszym zespole gdańskiego zespołu. Udało mi się zrealizować marzenie, którym był debiut i gra w Ekstraklasie. Sytuacja tak się jednak potoczyła, że nastąpiły duże zmiany w Lechii i trzeba było szukać sobie nowego klubu.
 

- Czas Wisły: Pozostając jeszcze przy Twoich latach dziecięcych. Kto był Twoim piłkarskim idolem i czy jest piłkarz, na którym się wzorujesz?

- Maciej: Wiadomo jak to jest na początku, większość dzieciaków patrzy się głównie na ofensywnych zawodników. Dla mnie największym piłkarskim idolem był Zinedine Zidane. Po boisku poruszał się z niesamowitą gracją i posiadał wspaniałe umiejętności piłkarskie. Myślę, że dziś nie ma już takich zawodników, o podobnej charakterystyce. W późniejszych latach, gdy moje zadania boiskowe skupiły się już bardziej na defensywie, bardzo imponował mi Claude Makelele, który na pozycji defensywnego pomocnika doszedł wręcz do perfekcji. Wiadomo, uczestniczył trochę mniej w rozegraniu, był mniej kreatywny, ale w środku pola wykonywał swoje zadania defensywne naprawdę znakomicie.

 

- Czas Wisły: Wspomniałeś, że to Twój tato zaprowadził Cię na trening Lechii. Czy była to tylko decyzja Twoich rodziców, czy może sam od małego interesowałeś się tym sportem i apelowałeś, że chcesz zostać piłkarzem?

- Maciej: Oczywiście od najmłodszych lat przejawiałem spore zainteresowanie piłką, jednak sam oczywiście nie mogłem jeszcze podjąć takich decyzji, żeby zacząć trenować w klubie piłkarskim. Moja rodzina czasem żartobliwie się spiera, kto zainteresował mnie tym sportem. Mama twierdzi, że to ona zaszczepiła we mnie miłość do piłki wyganiając mnie i tatę z domu, żebyśmy pokopali razem piłkę na boisku. Ale rzeczywiście to tata zaprowadził mnie na pierwszy trening, za co jestem mu do dzisiaj bardzo wdzięczny. Moi rodzice przez wszystkie lata bardzo mocno mnie wspierali w uprawianiu sportu. Mama jednocześnie kładła duży nacisk na to, bym nie zapomniał o edukacji i za to również jestem ogromnie wdzięczny, bo udało mi się też zdobyć wykształcenie.
 

- Czas Wisły: Czy przyjście z ekstraklasowej Lechii Gdańsk do pierwszoligowej Wisły Płock nie było dla Ciebie regresem?

- Maciej: Myślę, że nie jest to regres. W Gdańsku nie byłem podstawowym zawodnikiem zespołu. Meczów, które rozegrałem nie było wprawdzie mało, czasem wchodziłem z ławki, czasem grałem od początku spotkania w pierwszym składzie, jednak nie mogę powiedzieć, że byłem podstawowym zawodnikiem. W Wiśle, póki co, występuję w każdym meczu. Z tego względu jest to duży plus dla mojego rozwoju. Gram więcej, łapię więcej doświadczenia i bardzo się z tego faktu cieszę. Poza tym Wisła Płock nie jest zespołem z 1 ligi, który o nic nie walczy. Stanowimy jakąś siłę i walczymy o wysokie cele.

 

- Czas Wisły: Chyba nie miałeś większych problemów z zaaklimatyzowaniem się w zespole. Gra u nas dwóch Twoich kolegów z Lechii – Łukasz Kacprzycki i Wojciech Zyska.

- Maciej: Łukasza i Wojtka znałem już wcześniej. Mieliśmy przyjemność ze sobą współpracować w Lechii. Z Łukaszem znam się trochę dłużej, z Wojtkiem trochę krócej, jednak obaj są moimi dobrymi kolegami. Cenię bardzo wysoko ich umiejętności piłkarskie, również ich charakter. Wojtek niestety ostatnio nie łapie się do kadry, ale myślę, że jest to kwestia czasu, ponieważ jego umiejętności są bardzo wysokie i dają mu szansę gry w pierwszym zespole. Łukasz udowadnia, że ma naprawdę duży potencjał. Jego wkład w meczu z Zagłębiem był nieoceniony. Wywalczył nam rzut karny, potem sam strzelił pięknego gola. Podobnie prezentował się też przeciw zespołowi z Głogowa. Oby tak dalej. Mam nadzieję, że nam trzem uda się na stałe zadomowić w drużynie i wspólnie będziemy stanowić o sile Wisły Płock.

 

- Czas Wisły: Twoją nominalną pozycją jest defensywny pomocnik. Miałeś okazję grać w dwóch meczach Wisły na środku obrony. Mając to porównanie – na której pozycji czujesz się lepiej?

- Maciej: Wydaje mi się, że to był taki pomysł, żebym przyszedł do Wisły jako środkowy obrońca. W Lechii na szesnaście oficjalnych meczów rozegrałem tylko dwa na tej pozycji, resztę na defensywnej pomocy. Stąd dużo doświadczenia jako obrońca nie zdobyłem. Myślę, że ten eksperyment ze środkiem obrony mimo wszystko nie wypalił. Nie czułem się tam zbyt pewnie, zabrakło tego doświadczenia. Ale jak widać po ostatnich spotkaniach na pozycji defensywnego pomocnika czuję się zdecydowanie lepiej.
 

- Czas Wisły: Jak czujesz się w Płocku?

- Maciej: W Płocku towarzyszy mi moja dziewczyna, Magda. Jeśli mamy trochę czasu, żeby gdzieś wyjść to najczęściej wybieramy kino, stare miasto czy tereny nad Wisłą. Jeśli mam trochę czasu tylko dla siebie, to idziemy razem z Łukaszem Kacprzyckim lub z Wojtkiem Zyską na ping-ponga. Lubię też poczytać dobrą książkę. Od czasu do czasu pogram też w jakieś gry na komputerze. Na pewno się nie nudzę, potrafię zorganizować sobie czas. Płock jest bardzo interesującym miastem ze sporą ilością atrakcji. Podoba mi się tutaj.
 

- Czas Wisły: Jak ocenił byś potencjał zespołu Wisły Płock? Nikt oficjalnie nie powiedział, że naszym celem jest awans, jednak patrząc na naszą grę można stwierdzić, że mamy na to szanse.
- Maciej: Myślę, że jest to dobre podejście. Nikt oficjalnie nie ogłosił, że możemy powalczyć o awans. Wtedy na pewno zwiększyła by się presja i rywale inaczej by do nas podchodzili. W mojej ocenie taka sytuacja jest idealna, kiedy po cichu z tylnego siedzenia udowadniamy, że nie można nas lekceważyć. Myślę, że potencjał zespołu Wisły jest naprawdę duży. Zaczęliśmy wprawdzie od falstartu, ale wszystko powoli wraca na właściwe tory. Przydał się nam zimny prysznic, żeby wziąć się w garść i skupić się na poprawie naszej gry.

 

- Czas Wisły: Czy masz swoich faworytów do awansu do Ekstraklasy?

- Maciej: Jeszcze niedawno wskazałbym zdecydowanie na Zagłębie Lubin, jednak w meczu z nami, przyznam, że bardzo mnie zawiedli. Nie pokazali nic specjalnego. Mimo wszystko myślę, że skład jakim dysponują, szeroka kadra i zasoby budżetowe dają im realne szanse, żeby być głównym kandydatem do awansu. W walce o awans może się też liczyć Olimpia Grudziądz czy Termalica. Są też inne zespoły, które mogą włączyć się do walki. Należy pamiętać, że nie ma zespołów nie do ogrania, o czym może świadczyć nasz mecz ze wspomnianym Zagłębiem. W każdym meczu stać nas na zdobycie trzech punktów i myślę, że my również możemy się po cichu włączyć do walki o upragnioną Ekstraklasę.
 

 

                                                                                                                              Z Maciejem Kostrzewą rozmawiał Michał Łada