Maciej Kostrzewa, z którym miałem okazję przeprowadzić wywiad do poprzedniego numeru Czasu Wisły w letnim okienku transferowym przeniósł się do nas z Lechii Gdańsk. Okazało się, że nie jest on jedynym gdańskim wzmocnieniem Wisły Płock w tym sezonie. Wojciech Zyska, utalentowany defensywny pomocnik po dwóch latach gry na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Lechii również zdecydował się wzmocnić nasz zespół.
- Czas Wisły: Zacznijmy może od najprostszego pytania, czyli od daty i miejsca twojego urodzenia. Następnie prosiłbym Cię również o krótkie streszczenie Twojej dotychczasowej kariery piłkarskiej.
- Wojciech Zyska: Urodziłem się 8 stycznia 1994 roku w miejscowości Sztum. Będąc w drugiej klasie szkoły podstawowej trenowałem w grupie młodzieżowej miejscowej Olimpii u trenera Cierlickiego. Zdaję sobie sprawę, że to nazwisko nikomu nic nie mówi, jednak ja bardzo dużo temu panu zawdzięczam, stąd nie mogło go tutaj zabraknąć. Seniorską piłką zająłem się w wieku 15 lat, również w Olimpii Sztum. Tam rozpocząłem pierwsze profesjonalne treningi i sparingi. Niestety nie mogłem jeszcze występować w meczach ligowych ze względu na mój wiek, przepisy na to nie pozwalały. Gdy tylko skończyłem 16 lat rozpocząłem przygodę z piłką „na serio”, grając w Olimpii w czwartej lidze. Po 1,5 roku gry w Sztumie zostałem wypożyczony do Gryfu Tczew na pół roku. Następnie dwa sezony występowałem w Lechii Gdańsk, z której przeniosłem się do Wisły Płock.
- Czas Wisły: Jak na tak młody wiek masz rozegraną imponującą liczbę spotkań w Ekstraklasie. Czy trener Lechii od Ciebie zaczynał wybór pierwszej jedenastki?
- Wojciech: Nie do końca. W niektórych meczach trener Probierz wystawiał mnie w pierwszej jedenastce, szczególnie po przygotowaniach zimowych. Zagrałem dwa spotkania w nowej rundzie w wyjściowym składzie, niestety w spotkaniu z Zawiszą nabawiłem się kontuzji, po której miałem chwilę przerwy. Łącznie rozegrałem mniej więcej 15 meczów w Ekstraklasie.
- Czas Wisły: Wychodzi na to, że dobrze czułeś się w Lechii. Co w takim razie przywiało Cię do Płocka?
- Wojciech: Do Płocka przywiał mnie głód gry w piłkę. Chciałem grać w większym wymiarze czasowym. W Lechii obecnie sporo się zmieniło. Pojawili się nowi właściciele, klub przeprowadza bardzo dużo transferów. Miejmy nadzieję, że to wszystko idzie tam ku dobremu. Jestem im wdzięczny za szansę, którą od nich otrzymałem i możliwość bycia kapitanem w ekstraklasowym zespole.
- Czas Wisły: Co wiedziałeś o zespole z Płocka zanim zdecydowałeś się na transfer?
- Wojciech: Wiedziałem, że jest to klub z historią i tradycjami. Występowali tu znakomici piłkarze, klub osiągał dobre wyniki. Jeśli chodzi o obecną sytuację to na bieżąco informował mnie Łukasz Kacprzycki, który zachwalał i polecał mi Wisłę.
- Czas Wisły: Ostatnio miałem okazję przeprowadzać podobny wywiad z Twoim kolegą Maciejem Kostrzewą. Podobno trzymacie się razem i często spędzacie wolny czas. Co lubisz robić poza spotkaniami z kolegami i czy miałeś już okazję na pierwszą wizję lokalną naszego miasta?
- Wojciech: Oczywiście, razem z Maciejem i Łukaszem często spędzamy wolny czas. Dotychczas mieszkała tutaj ze mną moja dziewczyna. Mieliśmy okazję zwiedzić Płock, często spacerowaliśmy po starym mieście, odwiedziliśmy ZOO czy kino. Bardzo przypadły nam do gustu szczególnie tereny nadwiślańskie. Niestety z początkiem września moja dziewczyna musiała wracać do Gdańska. Teraz skupiam się już tylko na treningach.
- Czas Wisły: Do naszego zespołu zawitał ostatnio jeszcze jeden zawodnik z Lechii. Mowa o Bartoszu Kanieckim.
- Wojciech: Myślę, że jest to bardzo dobry bramkarz. Grając w Ekstraklasie prezentował się wyśmienicie, niestety zdarzało mu się łapać pechowe kontuzje. Na przykład w meczu z Podbeskidziem złamał rękę, co uniemożliwiło mu powrót na boisko przed dłuższy czas. Po wznowieniu treningów trener Probierz wystawiał go w pierwszej jedenastce… aż do meczu z Wisłą Kraków, gdzie zerwał mięsień czworogłowy. Niewątpliwie jest to bardzo dobry bramkarz, z potencjałem i sporym doświadczeniem.
- Czas Wisły: W mojej ocenie poziom sportowy pierwszej ligi ostatnimi czasy poszedł w górę. Wydaje mi się, że nie ma już tak ogromnego przeskoku pomiędzy naszą ligą a Ekstraklasą, poziomy nieco się wyrównały. Jako, że przyszedłeś do nas właśnie z najwyższej klasy rozgrywkowej w naszym kraju, czy mógłbyś się ustosunkować do mojej oceny?
- Wojciech: Zgadzam się z Tobą. Ja również uważam, że poziom pierwszej ligi jest porównywalny do Ekstraklasy. Często mamy okazję się o tym przekonać przykładowo w meczach o Puchar Polski, gdzie drużyny pierwszoligowe potrafią wygrywać z ekstraklasowymi. Kolejnym przykładem może być chociażby pierwszoligowy byt spadkowicza Zagłębia Lubin. Pierwszoligowa Wisła Płock bez kompleksów wyszła na murawę i pokonała pewnie byłego Ekstraklasowicza.
- Czas Wisły: Poprzedni sezon kończyliśmy na siódmym miejscu. Był to bardzo dobry wynik, patrząc na to, że byliśmy beniaminkiem. Czy w tym sezonie możemy zakończyć nasze zmagania na wyższych lokatach?
- Wojciech: Nie kopiemy piłki do przodu na aferę. Preferujemy kombinacyjną grę, mamy silny skład. Znowu wrócę do meczu z Zagłębiem, gdzie na trudnym terenie w dobrym stylu strzelamy trzy gole. To nie jest przypadek. Wydaje mi się, że z takim potencjałem spokojnie możemy powalczyć o najwyższe lokaty.
- Czas Wisły: Dziękuję za rozmowę.
Z Wojciechem Zyską rozmawiał Michał Łada
