W sobotę o godz. 16. rozpocznie się w Łodzi 21. mecz ligowy Wisły z Widzewem.
Nie będzie to wydarzenie tak bardzo elektryzujące, jak większość dotychczasowych pojedynków nafciarzy z RTS, tym bardziej, że w meczu nie wezmą udziału nasi kibice. Należy się jednak spodziewać się niezwykle zaciętego meczu, gdyż jest on bardzo ważny dla obu ekip - Wisła będzie chciała poprawić nadszarpniętą w spotkaniu z Arką reputację, natomiast gospodarze - spadkowicz z Ekstraklasy muszą zacząć zdobywać punkty, bo ich sytuacja robi się bardzo nieciekawa.
Przyglądając się historii kontaktów z Widzewem warto wspomnieć o licznym gronie piłkarzy, którzy bronili barw zarówno Wisły, jak i naszych sobotnich rywali.
Jako pierwszy łódzki kierunek obrał latem 1982 r. Tadeusz Świątek - jeden z najlepszych piłkarzy w historii naszego Klubu, współautor pierwszych międzynarodowych sukcesów Widzewa. Następny, 10 lat później był Bogdan Jóźwiak, ale zarówno on, jaki i Krzysztof Wachaczyk kariery w Łodzi nie zrobili. W 1995 r. do Widzewa przeniósł się Rafał Siadaczka, który stał się ulubieńcem fanów RTSu i faworytem Franciszka Smudy.
Wisła w zamian za swoich najlepszych graczy otrzymywała od Widzewa niechcianych tam zawodników. W ramach rozliczenia za Jóźwiaka do Płocka trafili Jarosław Cecherz, Krzysztof Wewiór i Mariusz Pawelec, ale ich gra w naszych barwach niewiele wniosła. Zupełnie inaczej było z Radosławem Kowalczykiem, Wojciechem Małochą i Dariuszem Podolskim, którzy „zesłani” na Ł34 w wymianie za Siadaczkę stali się pierwszoplanowymi graczami nafciarzy, decydując przez długi czas o obliczu naszego zespołu.
Później nic nie wyszło z kontynuowania w Wiśle kariery przez ex-widzewiaka Sławomira Gulę, ale już Paweł Miąszkiewicz, kursujący przez kilka sezonów pomiędzy Płockiem i Łodzią, jest niezwykle miło wspominany zarówno w Wiśle, jak i w Widzewie.
W XX wieku sytuacja zmieniła się – to Wisła pozbywała się niechcianych piłkarzy, a Widzew skwapliwie ich przygarniał. Tak było m.in. z Przemysławem Boldtem, Pawłem Kapsą, Piotrem Mosórem, Jerzym Podbrożnym, czy Sławomirem Nazarukiem. Nieźle radził sobie w Łodzi Artur Wyczałkowski, ale prawdziwą gwiazdą Widzewa stał się inny nasz wychowanek - Bartłomiej Grzelak. Kariery w Widzewie nie zrobił natomiast Łukasz Grzeszczyk, sprzedany po rundzie jesiennej 2008 r.
Obecnie Wisłę z Widzewem łączą ex-łodzianie Bartosz Kaniecki i Piotr Wlazło, a także Patryk Stępiński, młody obrońca, który przeniósł się niedawno do Płocka. Jeszcze kilka dni temu szkoleniowcem Widzewa był Włodzimierz Tylak - figurujący wiosną 2009 r. przez dwa miesiące jako prowadzący Wisłę, choć jak sam przyznawał.. trenerem był ktoś inny.
Jeśli chodzi o historię potyczek Wisły z Widzewem, to mimo, iż do pierwszej konfrontacji z zespołem z ówczesnej Al. Armii Czerwonej doszło już 20.09.1970 r. (III liga), to później oba kluby rozdzieliła na prawie 25 lat przepaść. Łodzianie grali o najwyższe stawki i kraju i Europie, natomiast my balansowaliśmy między II, a III ligą.
Bilans dotychczas rozegranych meczów sobotnich rywali jest zdecydowanie korzystniejszy dla Widzewa, który wygrał jedenaście spotkań, w pięciu zwyciężyła Wisła, a czterokrotnie były remis (bramki 26:36).
O meczach z Widzewem rozegranych w Płocku powspominamy przy okazji wiosennego rewanżu, natomiast dziś skoncentrujemy się pojedynkach, do których doszło w Łodzi.
Po raz pierwszy do Łodzi na Widzew pojechaliśmy 9. maja 1971 r., doznając tam porażki 1:4 (honorowe trafienie Szczepana Targowskiego).
Kolejny pojedynek miał już miejsce w Ekstraklasie - 10. maja 1995 r. ulegliśmy łodzianom 0:2, ale po meczu wynik zweryfikowano na walkower 0:3, gdyż w naszym zespole wystąpił Paweł Kędzierski, który powinien pauzować za kartki.
Później przyszły kolejne porażki: w 1998 r. 0:3, w 2000 r. 3:4 i 2:3, w 2003 r. 0:1 i w 2004 r. 1:2. Dopiero 14. kwietnia 2007 r. udało się Wiśle wywieźć z Widzewa pierwszy w historii punkt (0:0).
Naszej ostatniej ligowej wizyty na Widzewie - z jesieni 2009 r. również nie wspominamy dobrze, gdyż polegliśmy tam w zasadzie bez walki 0:3.
Wyjazdowa historia widzewska nie jest więc niestety chwalebna. Z dziesięciu potyczek przy dzisiejszej Al. Piłsudskiego, gospodarze wygrali aż osiem, a dwie kończyły się remisami (bramki 24:9).
Widzewa na jego stadionie nigdy nie udało się nam pokonać (poza sparingami), ale wierzymy, że ekipa Marcina Kaczmarka, jak ma to w zwyczaju - przełamie kolejną klubową niemoc.
O tym, że walcząc do końca także na Widzewie można zdobywać punkty przekonaliśmy się jesienią 2008 r., kiedy to w doliczonym czasie, do bramki spokojnie prowadzącego 2:0 Widzewa trafili Kamil Majkowski i Adrian Mierzejewski i były to ostatnie punkty, jakie dotychczas udało nam się na łodzianach zdobyć.
