Aktualności » Statua Wolności w pięknym Płocku
22-12-2014r.

Już za kilka dni do wspólnej Wigilinej kolacji zasiądą trzy pokolenia rodziny Kaczmarków. Gospodarzami tegorocznej wieczerzy będą Magda i Marcin, czyli trener piłkarzy Wisły wraz z małżonką. W roli seniora wystąpi natomiast ojciec Marcina Bogusław, swego czasu również trener Nafciarzy. Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia poprosiliśmy starszego z Panów Kaczmarków o opinię na temat obecnej sytuacji Wisełki, a także rodzinnych zwyczajów bożonarodzeniowych. 

 

 

- Wisła Płock: Czy obserwuje Pan na bieżąco sytuację Wisły Płock?

 

- Bogusław Kaczmarek: Zaliczam się do trenerów, którzy żyją z piłki i dla piłki. W związku z tym interesuję się wszystkim co wiąże się z futbolem. Swego czasu to właśnie z Wisły ściągnąłem Sebastiana Milę do Groclinu i Ricardinho do Lechii co dowodzi, że na bieżąco śledzę i oceniam sytuację w każdym klubie, w tym oczywiście w Wiśle. Ale, chociaż może zaskoczę kibiców, nie oglądam meczów Wisły. Nie umiałbym, z powodu zbyt silnych emocji, spokojnie wytrzymać przed telewizorem. Za to moja małżonka, jako najwierniejszy kibica syna, nie opuszcza ani chwili transmisji telewizyjnej lub internetowej. Dzięki niej wynik znam na bieżąco. 

 

- Wisła: Czy syn już doświadczony, ale jeszcze młody szkoleniowiec zasięga Pańskich opinii na temat swoich drużyn? A może Pan samodzielnie podpowiada mu jakieś rozwiązania.

 

- Bobo Kaczmarek: Marcin jest niezależny jak Statua Wolności. Idzie własną drogą i jak widać robi to skutecznie. W ciągu dziesięciu lat pracy jako trener tak naprawdę nie poniósł porażki. Z jego pracy zadowoleni byli włodarze Pogoni Szczecin, Lechii Gdańsk i Olimpii Grudziądz. Sądząc po wynikach, w Wiśle jest podobnie. Nie sądzę by wobec powyższych argumentów jakakolwiek podpowiedź była z mojej strony potrzebna. Poza tym Marcin jest z drużyną codziennie, uczestniczy w każdym mikrocyklu treningowym, świetnie zna i rozumie relacje personalne w zespole, a że jest dobrym obserwatorem, więc z pewnością najlepiej wie, czego w danej chwili ekipa potrzebuje. Sugerowałem jedynie Marcinowi zaangażowanie wspólnie z płockimi trenerami w rozwój szkolenia młodzieży na potrzeby Wisły i podobno ten proces właściwie się rozkręca, co mnie jako wieloletniego szkoleniowca młodzieży, cieszy niezmiernie. Na więcej podpowiedzi sobie nie pozwalam. 

 

- Wisła: Potrafiłby Pan jednoznacznie stwierdzić, że jest dumny z syna, i czego życzyłby Pan Marcinowi w jego dalszej karierze trenerskiej?

 

- Bobo Kaczmarek: Oczywiście jestem. Przede wszystkim z naprawdę bardzo dobrych wyników osiąganych przez jego zespoły, ale również dlatego, że z pietyzmem stara się zachować niezależność, suwerenność. Ta postawa i oczywiście wiedza pozwalają mu pozostać na krzywej rosnącej. Nie ulega również watpliwości, że prowadzone przez Marcina ekipy notowały systematyczny progres. Podświadomie obawiam się porażki, bowiem w zawodzie trenera nie ma świętości, lekcja pokory czeka każdego, Jose Mourinho, Adama Nawałkę, czy Marcina Kaczmarka. Życzeń miałbym wiele. Chciałbym, by Marcin nadal pracował w tak dobrej jak obecnie atmosferze, bez presji osiągania wyniku szybko i za wszelką cenę, bowiem takie rozwiązania w piłce są sporadyczne i krótkotrwałe. Warunkiem prawdziwego sukcesu jest cierpliwość i żelazna konsekwencja, na co, jak widzę, może w Wiśle liczyć. Niezwykle ważną umiejętnością w naszym zawodzie jest budowa "team behind the team", jak niedawno zauważył Louis van Gaal. Czyli perfekcyjnego, rozumiejącego się i oddanego wspólnemu celowi sztabu współpracowników. Piotrek Soczewka i Adam Majewski to nie tylko wspaniali piłkarze, ale naprawdę fajni, inteligentni faceci, pozytywnym szaleńcem jest Maciek Bagrowski, więc wsparcie całej ławki trenerskiej Marcin ma znakomite. Pozostaje więc życzyć uporu w realizacji celu i odporności na ewentualne potknięcia. Przy okazji chciałbym klubowi życzyć ekstraklasy, bowiem Płock, przepięknie położone nadwiślańskie miasto, zasługuje na grę w najwyższej lidze. 

 

- Wisła: Niebawem cała rodzina Kaczmarków zasiądzie przy wigilijnym stole. Czy w trakcie świąt uda się uciec od futbolu?

 

- Bobo Kaczmarek: Jesteśmy skazani na sport. Teść Marcina również grał w piłkę. Mój wnuk już trenuje, synowa była dziennikarzem sportowym. Uniknięcie rozmów o futbolu nie jest więc możliwe. Ale staramy się zawsze nadać tym szczególnym świętom rodzinny oraz nieco podniosły charakter. Tematy piłkarskie będą dominować raczej w "kuluarach", a nie przy stole wigilijnym. Reasumując, rodzina przede wszystkim, ale piłka swoje miejsce znajdzie.

 

- Wisła: Czy w myśl porzekadła, że "ciągnie wilka do lasu", nie myśli Pan o powrocie na ławkę trenerską?

 

- Bobo Kaczmarek: Chociaż w ciągu minionego półtora roku propozycji nie brakowało to już nie widzę się w tym zawodzie. Niektórych rzeczy nie chciałbym, niektórych nie muszę, a niektórych nie mógłbym robić. Ale nadal udzielam się jako trener-nauczyciel, co zresztą było cechą mojej pracy przez lata. Jestem zaangażowany w gdański projekt "Top talent", w ramach którego treningiem piłkarskim objętych jest trzydziestu wyjątkowo zdolnych chłopców w wieku od jedenastu do szesnastu lat. Niedawno udzielałem wykładów z zakresu psychologii sportu w Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu. Na ławce trenerskiej spędziłem mniej więcej pięćset meczów ligowych i kolejnych kilkaset jako trener młodzieży. Oczywiście przeżyte w roli szkoleniowca emocje są niepowtarzalne, ale obecna rola pedagoga również daje satysfakcję, chociaż poziom adrenaliny jest wyraźnie niższy.

 

- Wisła: Dziękujemy za rozmowę.

 

- Bobo Kaczmarek: Również dziękuję i życzę wszystkim pracownikom klubu oraz kibicom z okazji Bożego Narodzenia przede wszystkim zdrowia, bowiem ono warunkuje pomyślność w innych dziedzinach.