Specjalnie dla osób, które nie miały okazji przeczytać wywiadu z naszym zawodnikiem Marcinem Kwiatkowskim publikujemy rozmowę na naszej stronie internetowej. Wywiad ukazał się w ostatnim numerze Czasu Wisły. Zapraszamy do lektury.

Imię i nazwisko: Marcin Kwiatkowski; Data i miejsce urodzenia: 7 listopada 1991, Płock; Wzrost / waga: 179 cm / 76 kg; Pozycja: bramkarz; Pseudonim: Kwiatek; Poprzednie kluby: wychowanek; Ulubiony polski zespół piłkarski: Wisła Płock; Klub zagraniczny: Arsenal Londyn; Trzy najmocniejsze ligi według Marcina: angielska, hiszpańska, niemiecka; Piłkarski idol: Artur Boruc; Kolor: niebieski; Owoc: pomarańcz; Kuchnia: włoska; Marka samochodu: Audi; Wymarzone miejsce na wakacje: Lazurowe Wybrzeże; Muzyka: każdy rodzaj
Książę Rzeszowa
Trzech golkiperów na wysokim poziomie - Seweryn Kiełpin, Bartosz Koniecki, Marcin Kwiatkowski – sztab szkoleniowy Wisły Płock nie musi się martwić o obsadę w bramce Nafciarzy. Każdy z nich zrobiłby absolutnie wszystko, by zatrzymać piłkę zmierzającą do naszej bramki i uratować zespół przed utratą gola. Dziś rozmawialiśmy z Marcinem „Kwiatkiem” Kwiatkowskim, wychowankiem Wisły i wielkim fanem Jérémiego Janota.
Czas Wisły: Skąd pseudonim Książę Rzeszowa?
Marcin Kwiatkowski: Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy się cofnąć do czasu, kiedy Wisła występowała jeszcze w drugiej lidze. Czekałem na tę chwilę bardzo długo. Wiadomo, że dla wychowanka klubu marzeniem jest debiut w pierwszym zespole. Tak się złożyło, że kontuzji doznał Seweryn Kiełpin. Szkoleniowiec stanął wtedy przed wyborem – albo ja, albo Janek Barański. Ostatecznie trener postawił na mnie. Rozegrałem niezłe zawody, Wisła wygrała. To było coś pięknego.
Czas: Rozumiem, że przydomek jest związany z Twoją dobrą postawą w tamtym meczu. Graliście wtedy z rzeszowską Stalą.
Marcin: Był to dobry mecz w moim wykonaniu, ale nie ma co przesadzać. Najważniejsze, że wygraliśmy. Tym bardziej, że był to dla nas moment kluczowy. W Płocku przegraliśmy z Pelikanem Łowicz, zespół był w lekkim dołku i potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. Udało się, to był mecz na przełamanie. Zaliczyłem udany debiut, stąd chyba ten przydomek – o szczegóły trzeba pytać Marcina Krzywickiego, bo to jego pomysł.
Czas: W Wiśle trenujesz już przeszło 14 lat. Od jakiegoś czasu jesteś etatowym, trzecim bramkarzem pierwszego zespołu. Nie jest to dla Ciebie demotywujące, że jednak jesteś tym trzecim, a nie pierwszym z kolei?
Marcin: Czuję się w tej drużynie bardzo dobrze. To, że jestem trzecim bramkarzem nie oznacza, że wychodzę na trening i odstaję poziomem od chłopaków. Daję z siebie wszystko, wiedzą o tym koledzy z drużyny, również trenerzy. Jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy dotychczas i o jakie cele walczymy. Wiele osób mówiło mi, żebym może dał sobie z tym spokój, jednak ja jestem z tą drużyną na dobre i na złe i jestem z tego dumny.
Czas: Kiedy pierwszy raz pojawiłeś się na naszym stadionie?
Marcin: Doskonale pamiętam ten moment. Któregoś dnia mój kolega jechał właśnie na trening na stadion Wisły. Stał na przystanku autobusowym, podszedłem i zapytałem gdzie jedzie. Odpowiedział, że zapisał się na treningi w Wiśle Płock i właśnie udaje się na stadion. Zapytał mnie czy może nie chcę pojechać z nim. Bez zastanowienia wsiadłem z nim do autobusu. Od tamtej pory nieprzerwanie jestem w tym klubie. To jest mój drugi dom.
Czas: A jak to się stało, że znalazłeś się w pierwszym zespole?
Marcin: Zima. Śnieg padał wtedy nieprzerwanie. Trenerem Wisły był Jan Złomańczuk. Pierwszy zespół odbywał trening na boisku ze sztuczną murawą, notabene całkowicie zasypanym śniegiem. Rozgrywali gierki taktyczne, potrzebowali też czterech bramkarzy. Zostałem poinformowany, że mam się stawić na boisku treningowym i trenować z nimi.. To był mój pierwszy trening z zespołem Wisły. Po bodajże dwóch miesiącach znów trafiłem do pierwszej drużyny, ponieważ kontuzji doznał Arkadiusz Melon. Trenowałem z nimi przez miesiąc, po czym wróciłem do drugiego zespołu. Na dobre zagościłem w pierwszej drużynie, kiedy stanowisko szkoleniowca objął Mieczysław Broniszewski. Bramkarzami byli wtedy Krzysztof Kamiński oraz Mateusz Bąk. Drugi z nich doznał kontuzji podczas meczu i nie mógł trenować przez dwa tygodnie. Ja miałem go tymczasowo zastąpić. Trener Broniszewski zaprosił mnie wtedy na rozmowę, stwierdził, że jest zadowolony z mojej postawy i chciałby, żebym trenował w pierwszej drużynie jako trzeci bramkarz. Od tamtej pory nie opuściłem pierwszego zespołu.
Czas: Bronisz też niebiesko-biało-niebieskich barw w II zespole Wisły. Jak postrzegają Cię koledzy z drugiej drużyny?
Marcin: Jestem tam najstarszy, a rola bramkarza na boisku polega też na dawaniu wskazówek drużynie. Staram się przez cały mecz wspomagać ich, dawać cenne rady. Na co dzień trenuję z pierwszym zespołem, więc doświadczenie mam delikatnie większe. Dzięki temu potrafię im pomóc w wielu sytuacjach.
Czas: Podobnież przynosisz szczęście Wiśle Płock w meczach wyjazdowych.
Marcin: O to trzeba zapytać kolegów z drużyny, jednak faktem jest, że zawsze kiedy udaję się na mecz wyjazdowy z pierwszym zespołem, Wisła wygrywa.
Czas: Gdybyś nie został piłkarzem to…?
Marcin: Ciężko na to pytanie odpowiedzieć, nie miałem jakiś sprecyzowanych planów. Mogę natomiast powiedzieć, co chciałbym robić po zakończeniu mojej piłkarskiej kariery. Marzy mi się praca jako trener. Jestem właśnie w trakcie robienia kursu dla trenerów bramkarzy. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować ten cel.
Czas: Mówisz bramkarz – widzisz rosłego i potężnego zawodnika. Ty nie należysz do tych najwyższych w drużynie. Czy ma to przełożenie na grę?
Marcin: Wiadomo, że bramkarz wysoki ma zazwyczaj większy zasięg ramion, co pozwala mu na wyłapanie trudnych i mocnych strzałów. Z drugiej strony ciężej jest mu się położyć na ziemi, mniejszy bramkarz zrobi to dużo szybciej. Jestem zdania, że niżsi bramkarze również mogą wykonywać dobrze swoją pracę. Są szybcy, zwinni, bardziej dynamiczni. Było kilku takich bramkarzy, jak chociażby Grégory Coupe. Miał tylko 180 cm wzrostu, a potrafił bronić lepiej, niż większość wielkoludów. Zawsze imponował mi Jérémie Janot. Bramkarz mający jedynie 172 cm wzrostu, a wyczyniający w bramce cuda. Nie można zapomnieć o takich zawodnikach jak Fabien Barthez czy Víctor Valdés, którzy również do najwyższych nie należą. Niższy wcale nie oznacza, że gorszy.
Czas: Wzorujesz się na którymś z nich?
Marcin: Moim idolem zawsze był wspomniany Jérémie Janot. Poza tym zawsze imponowała mi gra Artura Boruca i Ikera Casillasa.
Czas: Dziękuję za rozmowę.
Z Marcinem Kwiatkowskim rozmawiał Michał Łada.