Aktualności » Z obozu rywala - Sandecja Nowy Sącz
4-09-2015r.

Sandecja Nowy Sącz spisuje się na początku tego sezonu zaskakująco dobrze. Warto przypomnieć, że nasi sobotni rywale utrzymali się przecież w zeszłym sezonie w lidze, tylko dzięki degradacji Floty Świnoujście.


Na tę chwilę Sandecja zajmuje 6. miejsce w tabeli z taką samą ilością punktów, co Wisła. Nasi najbliżsi przeciwnicy zremisowali na początku sezonu 2:2 ze Stomilem Olsztyn, po czym zaliczyli dwa zwycięstwa z rzędu - 3:1 z Chojniczanką Chojnice i 3:2 z Dolcanem Ząbki. Choć od dwóch spotkań nie wygrali, to jednak wciąż nie zaznali w tym sezonie goryczy porażki. Po wspomnianych triumfach przyszedł czas najpierw na remis 1:1 z Chrobrym Głogów, a następnie z faworyzowanym Zawiszą Bydgoszcz 2:2.

 

Ze spadkowiczem z Ekstraklasy „Biało-Czarni” grali na wyjeździe. Od pierwszego gwizdka spotkanie było dość wyrównane, ale z czasem do głosu zaczęła dochodzić głównie Sandecja. Dwa razy wykazać się musiał bowiem Sapela - najpierw po wrzucie z autu uprzedził Małkowskiego, a potem obronił strzał tego samego piłkarza. Po paru mniej groźnych atakach w końcu znakomitą okazję do strzelenia bramki miał Dudzic, ale po koronkowej akcji sądeczan ostatniej chwili niebezpieczeństwo zażegnał Kamil Drygas. W końcu jednak udało im się wyjść na prowadzenia. Przed polem karnym dobrze odnalazł się Bartłomiej Kasprzak, który ładnie przymierzył z okolic 18. metra. Szybko jednak odpowiedzieli bydgoszczanie i po paru chwilach mieliśmy remis. Kona zagrał na skrzydle do Panayotova, a ten dośrodkował w pole karne. Po tym zagraniu Łukasz Radliński został pokonany przez Szymona Lewickiego. Po pół godzinie gry Zawisza powinna wyjść na prowadzenie. Po niezłej akcji gola powinien zdobyć już Panayotov, ale Bułgar fatalnie spudłował. Poprawić usiłował Lewicki, lecz młody napastnik także nie potrafił zdobyć w tej sytuacji bramki. Na sam koniec pierwszej połowy Zawisza wyszedł jednak na prowadzenie. Kona świetnie popędził środkiem boiska i zagrał do Łukowskiego. Tam wychowanek bydgoskiego klubu chciał zagrać do swojego kolegi, ale interweniujący Dawid Szufryn wykonał wślizg tak niefortunnie, że zdobył samobójczą bramkę. Po przerwie, gdy gra się nieco zaostrzyła, powinniśmy mieć wyrównanie. Dobrą piłkę otrzymał w polu karnym Mateusz Bartków, który w świetnej sytuacji nie zdobył ostatecznie bramki. W okolicach 60. minuty znów było groźnie pod bramką Zawiszy. Josef Ctvrtnicek zastawił się w polu karnym i oddał strzał, którego jednak nikt nie przeciął. Po paru minutach podopieczni Roberta Kasperczyka całkiem ruszyli do ataku. Najpierw uderzał z 18 metrów Kaspczak, a chwilę potem Ctvrtnicek z wręcz metra trafił w słupek. Następnie blisko szczęścia był Małkowski, ale piłka minęła bramkę. Pod koniec meczu pokazał się Arkadiusz Aleksander, który oddał strzał z 8 metrów, a piłkę z linii bramkowej wybił Drygas. Ostatecznie jednak oblężenie bramki rywala przyniosło efekt i naszemu sobotniemu przeciwnikowi udało się w końcu doprowadzić do wyrównania. Kolejne dośrodkowanie dotarło już do Mateusza Bartkowa i ten z 3 metrów pokonał Sapelę. Ostatecznie po bardzo ciekawym spotkaniu oba zespoły musiały podzielić się punktami.

 

Po meczu ze spadkowiczem, w Sandecji nastąpiła jedna zmiana kadrowa. Pożegnano się z bardzo zasłużonym dla tego klubu Marcinem Makuchem. Poza tym, przeciwko Wiśle nie zagra kluczowy zawodnik Sandecji – kapitan Dawid Szufryn. Stoper uzbierał już bowiem cztery żółte kartki i będzie musiał pauzować przez jeden mecz. Nie wiadomo również jak groźny jest uraz Łukasza Radlińskiego, nota bene byłego zawodnika Nafciarzy. Bramkarz „Biało-Czarnych” poczuł w ostatnim meczu ból przy mięśniu czworogłowym i sam poprosił o zmianę.