Skończyła się już piętnasta kolejka I ligi. Co tym razem działo się w naszych rozgrywkach?
Kolejka nie rozpoczęła się zbyt interesująco, bo tylko bezbramkowym remisem Chrobrego Głogów z GKS-em Katowice. Obie drużyny walczyły ze sobą głównie w środku pola i przez cały mecz żadna drużyna nie stworzyła sobie klarownych okazji.
W kolejnym spotkaniu Rozwój Katowice podejmował Miedź Legnica. Zgodnie z przewidywaniami od pierwszego gwizdka do ataku ruszyli goście. Już w 8. minucie objęli prowadzenie po bramce Marquitosa. Dopiero po przerwie Rozwój zaczął sprawiać lepsze wrażenie i pod koniec meczu pierwszą bramkę dla katowiczan zdobył Adam Czerkas. Gospodarze poszli za ciosem i w doliczonym czasie gry drugiego gola strzelił dla nich Patryk Kun, czym przypieczętował niespodziewane zwycięstwo dotychczasowej czerwonej latarni ligi.
Równie ciekawie było w jednym z hitowych meczów tej kolejki, gdzie Dolcan Ząbki pokonał Zagłębie Sosnowiec. Od początku lepsze wrażenie sprawiał Dolcan i w 20. minucie urodziwą bramką udokumentował to były Nafciarz - Marcin Krzywicki. Chwilę potem mieliśmy już 2:0, a strzelcem okazał się Igor Sapała. Po przerwie goście się obudzili, ale to Krzywicki zdobył swoją drugą, a dla Dolcanu trzecią, bramkę. Kilka chwil potem było już 4:0, bowiem Michał Bajdur do asysty dołożył bramkę. Będące na deskach Zagłębie zdobyło jeszcze honorowego gola. A właściwie zdobył go Dolcan, gdyż samobójcze trafienie zaliczył inny były zawodnik Wisły - Szymon Matuszek.
O pierwsze zwycięstwo na własnym stadionie walczyła w weekend Drutex-Bytovia Bytów z Pogonią Siedlce. Gospodarze od pierwszego gwizdka ruszyli do ataku i dało to efekt już w 14. minucie, gdy gola zdobył Artur Formela. Po przerwie Bytovia wciąż prezentowała się na tyle dobrze, że strzeliła kolejne bramki. Najpierw na listę strzelców wpisał się Janusz Surdykowski, a kilka minut potem zrobił to ponownie Formela. Po trzecim ciosie od bytowian Pogoń było stać jedynie na honorowego gola, którego strzelił Ernest Dzięcioł.
Mniej bramek zobaczyli kibice w Olsztynie, gdzie Stomil pokonał 1:0 MKS Kluczbork. Gospodarze od rozpoczęcia gry mieli przewagę, ale dopiero na sam koniec pierwszej połowy udało im się to udokumentować. Oskar Pogorzelec sfaulował w polu karnym Tomasza Chałasa i jedenastkę pewnie wykorzystał Rafał Kujawa. Po przerwie MKS Kluczbork starał się doprowadzić do wyrównania. Bezskutecznie.
Wciąż w ogromnym dołku znajduje się Olimpia Grudziądz, która poniosła kolejną porażkę. Tym razem przegrała u siebie z GKS-em Bełchatów. Przyjezdnych szybko na prowadzenie wyprowadził Piotr Witasik. Olimpia się nie załamała i po kilku minutach doprowadziła do wyrównania, bowiem zamieszanie w polu karnym wykorzystał Michal Piter-Bučko. Na prawie równie szybką odpowiedź zdecydował się GKS. Po asyście Papipkyana bramkę zdobył Vaclav Cverna. W kolejnych fazach meczu inicjatywę przejęli grudziądzanie, ale niewiele z niej wynikało. Dalszą nerwowość w poczynaniach Olimpii wykorzystał pod koniec Aghvan Papikyan i młody Ormianin ustalił wynik spotkania.
Tylko jedną bramkę zobaczono za to w Nowym Sączu, gdzie miejscowa Sandecja pokonała 1:0 Wigry Suwałki. Im więcej upływało czasu pierwszej połowy, tym większą przewagę osiągała Sandecja. Dopiero po przerwie w końcu wyszła na prowadzenie, a strzelcem okazał się nie kto inny jak Arkadiusz Aleksander. Emocje towarzyszyły kibicom aż do końca meczu, bowiem w 73. minucie drugą żółtą kartkę otrzymał stoper gospodarzy Vitali Berezovskiy. Co ciekawe, po tym zdarzeniu to Sandecja miała okazję by podwyższyć prowadzenie, ale wynik meczu już się nie zmienił.
Festiwalem bramek zakończyło się kończące kolejkę spotkanie, w którym Arka Gdynia pokonała u siebie 3:2 Chojniczankę Chojnice. Po ponad 20 minutach goście objęli prowadzenie po akcji Bartłomieja Niedzieli. Pod koniec pierwszej części gry obrońca Alan Fialho strzelił wyrównującą bramkę po rożnym. Zaraz potem Chojniczanka znów mogła prowadzić, ale Niedziela trafił tylko w słupek. Po przerwie Arka zdecydowanie przeważała i z czasem przyniosło to efekt w postaci kolejnej bramki - znów Alana. Na kilka minut przed końcem meczu wynik podwyższył ładnym strzałem młody Grzegorz Tomasiewicz. Goście mimo niekorzystnego wyniku walczyli o lepszy rezultat i zdobyli drugą bramkę za sprawą strzału Dragana Jelicia. Ostatecznie jednak tylko na tyle było jeszcze stać Chojniczankę, która musiała uznać wyższość drużyny z Gdyni.
Sędziowie pokazali w tej kolejce 30 żółtych kartek i 1 czerwoną. Strzelono 27 bramek.