
Rozstrzygnięcia pierwszoligowych batalii 2015/2016 są już powszechnie znane. Poniżej pragniemy w skrócie przypomnieć najważniejsze momenty sezonu i emocje jakie towarzyszyły występom Wisły w zakończonych wczoraj rozgrywkach.
„Wyścigiem żółwi” nazwano pierwszych kilka kolejek pierwszej ligi. Rzeczywiście, w dwóch meczach żadna drużyna nie zdobyła kompletu punktów. Lider po czterech spotkaniach miał na koncie zaledwie siedem oczek – tyle samo co sześć następnych ekip. W tej fazie nijako spisywali się również Nafciarze. Wyjazdowe zwycięstwa z Zagłębiem Sosnowiec przeplatali porażkami u siebie z Arką Gdynia i Pogonią Siedlce. Głównie po przegranej walce z siedlczanami na drużynę spadła fala krytyki, a nie brakowało również głosów z żądaniem zwolnienia trenera.

Władze klubu pozostały głuche na takie sugestie, obdarzając szkoleniowców pełnym zaufaniem. Na efekty nie czekaliśmy długo. Zwrotnym punktem dla Wisły było wyjazdowe spotkanie z Miedzią Legnica. Wprawdzie to rywal cieszył się ze zwycięstwa, ale osiągnął je przede wszystkim dzięki wydatnej pomocy sędziego. Porażka i towarzyszące jej okoliczności podziałały na Wisełkę wyjątkowo mobilizująco. Już kilka minut po zakończeniu gry wszyscy piłkarze mówili jedynie o żądzy rewanżu. Na celownik wzięto spadkowicza z ekstraklasy, czyli GKS Bełchatów. Brunatni po pięciu meczach wraz z Wigrami otwierali tabelę pierwszej ligi. Plan wypalił doskonale. Po bardzo dobrej grze Wisła zaaplikowała bełchatowianom dwie bramki i zaspokoiła głód krwi. Różnic w tabeli nadal praktycznie nie było. Zajmowaliśmy dziewiąte miejsce, ale z zaledwie dwupunktową stratą do głogowskiego lidera. Arka była wówczas jeszcze niżej.
Dobrą passę płocczanie potwierdzili w dwóch kolejnych występach. Pierwsza połowa wyjazdowego meczu w Nowym Sączu była, oględnie mówiąc, słaba. Za to w drugiej części gry Nafciarze przejechali się po gospodarzach jak walec. Decydujący wkład w zwycięstwo miał autor dwóch goli – Arkadiusz Reca. Co ciekawe, skrzydłowy miał w tym meczu… nie zagrać. Powołanie Patryka Stępińskiego do młodzieżowej reprezentacji Polski spowodowało konieczność wystawienia innego młodzieżowca. Arek za zaufanie trenera odpłacił się pięknie i do dzisiaj pozostaje jednym z najlepszych naszych zawodników. Płocczanom wyraźnie spodobało się strzelanie trzech bramek w jednym meczu i tyle samo, co w Sączu, zdobyli tydzień później. Za tarczę strzelniczą posłużyła niewygodna dotychczas Olimpia Grudziądz. Po ośmiu kolejkach Wisła po raz pierwszy awansowała do zielonej strefy tabeli.

Wypadek przy pracy nastąpił w Katowicach. Po dziwnym spotkaniu Wisła na własne życzenie uległa Rozwojowi, którego piłkarze chyba nawet nie wierzyli w końcowy sukces. W piłce nie ma jednak żelaznych faworytów i beniaminek zainkasował pełną pulę, chociaż ton wydarzeniom na boisku nadawali płocczanie, nawet w liczebnym osłabieniu. Na szczęście gorzka pigułka nie podziałała na piłkarzy destrukcyjnie i w następnych czterech bojach zdobyli dziesięć oczek. Szczególnie cenne było zwycięstwo w Ząbkach, gdzie w ostatnich latach grało nam się bardzo trudno. Piękny gol Piotra Darmochwała i obroniony przez Seweryna Kiełpina rzut karny dały skromną, ale jakże cenną wygraną. Po 13 kolejkach po raz pierwszy w sezonie zameldowaliśmy się na fotelu lidera, zadając kłam twierdzeniu o pechowej trzynastce.
Miejsce na szczycie oddaliśmy na moment. Nafciarzy powstrzymał perfekcyjny w obronie Chrobry, który oprócz szczelnej defensywy umiał wykorzystać nasz błąd i dzięki jednej bramce wywiózł z Płocka trzy punkty. I znowu po nieudanym meczu reakcja drużyny była pierwszorzędna. Już tydzień po porażce z głogowianami wróciliśmy na prowadzenie w stawce pierwszoligowców. Ofiarą był groźny i ambitny Zawisza Bydgoszcz. Tym razem seria zwycięstw naszego zespołu sięgnęła czterech. Po Zawiszy naszą wyższość musiały uznać kolejno Wigry Suwałki, GKS Katowice i sosnowieckie Zagłębie. Można z dużą pewnością stwierdzić, że był to okres najlepszej dyspozycji Wisły w całym sezonie.

Na deser jesiennej części rozgrywek pojechaliśmy do Gdyni. Wiadomo było, że niezależnie od wyniku, sen zimowy Wisła spędzi na prowadzeniu w tabeli. Gdynianie, którzy tracili do nas cztery punkty, chcieli zmniejszyć ten dystans. Mecz lidera z wiceliderem spełnił oczekiwania kibiców. Niestety jedynie tych z Trójmiasta, którzy ustanowili rekord frekwencji w sezonie. Obejrzeliśmy łącznie sześć bramek, ale aż cztery zdobyli gospodarze. Sporą część winy za porażkę wziął na siebie Sewer, który w męski sposób (absolutnie nie do zacytowania) ocenił swoją postawę przy drugiej bramce dla gospodarzy. Szkoda, że nie udało nam się zepsuć atmosfery na trybunach, ale to przecież Wisła kończyła rok na pierwszym miejscu.
Przed rewanżami wiadomo było, że do walki o ekstraklasę oprócz naszej ekipy włączą się Arka, Zawisza i nadspodziewanie dobrze grające Zagłębie. Teoretyczne szanse miał jeszcze Stomil Olsztyn oraz zawsze groźny Dolcan Ząbki, który jednak z przyczyn finansowych wycofał się z rozgrywek. Do kampanii wiosennej przygotowywaliśmy się starannie. Równie poważnie do hasła „ekstraklasa” podeszli bezpośredni rywale. Efekt? Po dwóch meczach wszyscy zainteresowani – 4 punkty, po trzech Arka, Zawisza i Wisła – 7, a Sosnowiec przegrywa z Kluczborkiem. Po czwartej wiosennej kolejce Arka i Wisła - 10 oczek, Zawisza 7, Zagłębie ponownie na tarczy i odpada z wyścigu. Po dwudziestu trzech kolejkach sytuacja wydaje się klarowna. Płocki lider nad trzecim Zawiszą ma dziewięć punktów przewagi i ogromny komfort przed decydującymi rozstrzygnięciami.
Gdy na siedem meczów przed końcem sezonu dystans między Wisłą a Zawiszą wzrósł do dwunastu oczek, wydawało się że ostatnie mecze nie będą miały większego znaczenia. A jednak! Po raz kolejny przekonaliśmy się, że w futbolu niczego nie da się przewidzieć. Znajdujący się teoretycznie w beznadziejnej sytuacji Zawisza potrafił na trzy mecze przed finałem zmniejszyć stratę do siedmiu punktów. Wisła, wcześniej na wiosnę niepokonana, doznała porażek w Chojnicach oraz Głogowie i przed bezpośrednim starciem z bydgoszczanami nie była jeszcze pewna awansu.

Na najważniejszy od dziesięciu lat mecz Płock zmobilizował się perfekcyjnie. Zainteresowanie sięgnęło najlepszych czasów w ekstraklasie. W sprzedaży znalazło się siedem i pół tysiąca biletów, a prawdopodobnie udałoby się zbyć ich nawet więcej. Udekorowane na niebiesko-biało miasto czekało na nienotowany od lat sukces. I doczekało się! Drużyna w meczu dekady spisała się na medal. Po koncertowej grze, w której udawało się wszystko, Nafciarze nie pokonali swojego rywala… Oni go zmiażdżyli! Po godzinie bydgoszczanie modlili się tylko o błyskawiczny transport do domu, ale zamiast podstawionego autokaru dostawali kolejne gole. Szczytem boiskowej dominacji było trafienie Mikołaja Lebedyńskiego. Nasz napastnik minął albo przewrócił chyba pięciu rywali i wepchnął piłkę z najbliższej odległości do siatki, dokumentując efektowne pięciobramkowe zwycięstwo. Po trudnym nerwowym sezonie koniec, czyli mecz z Zawiszą, rzeczywiście zwieńczył dzieło. Do maestrii piłkarzy dostroili się kibice, którzy, chcąc podziękować drużynie, szczelnie wypełnili Stary Rynek, gdzie w glorii zwycięzców specjalnym autokarem przyjechali zawodnicy i trenerzy. Radości nie było końca, co z pewnością spowodowało wielkie zadowolenie kolejnej grupy zawodowej – płockich restauratorów. Spróbujemy zapewnić podobne obroty jeszcze nie raz.
Do najwyższej ligi Wisła awansowała po raz piąty. I każdy z tych sukcesów miał fantastyczny smak. Ale z pewnością towarzysząca bieżącej promocji atmosfera jest niepowtarzalna. I nie mogą jej zepsuć nawet dwa ostanie mecze z Wigrami i GKS Katowice, w których zdobyliśmy tylko punkt. Dla płocczan mecz realnie kończący sezon odbył się dwa tygodnie wcześniej!
