
W sobotę piłkarze Wisły wrócili do Płocka. Za nimi dziesięciodniowy obóz przygotowawczy w Grodzisku Wielkopolskim, w czasie którego rozegrali trzy mecze kontrolne.
Pierwszoligowy sezon skończył się 5 czerwca, a już 15 lipca rusza sezon nowy ekstraklasy. Dla beniaminków czasu na skompletowanie kadry i przygotowanie do sezonu jest mniej, niż dla zeszłorocznych ekstraklasowiczów. – Za nami dobry, choć krótki, okres przygotowawczy. Wszyscy zawodnicy pracowali z ogromnym zaangażowaniem i na najwyższych obrotach. Nikt nie kalkuluje. To grupa ludzi głodnych sukcesu, nie można mieć do nich żadnych zastrzeżeń. Z drugiej strony nie mogliśmy też przesadzić z obciążeniami, żeby nikogo nie skrzywdzić. Wszyscy byli na bieżąco badani pod względem zmęczenia organizmu. Potrzebujemy zawodników na już, a nie na którąś kolejkę – komentuje Maciej Bagrowski, trener przygotowania fizycznego Wisły.
Zdaniem popularnego Bagrosia, wszyscy nowi zawodnicy świetnie wkomponowali się w drużynę. – Zostali bardzo dobrze przyjęci, szybko zaaklimatyzowali się w szatni. Wszyscy nowi zawodnicy trenowali na innych obciążeniach.
Maciej Bagrowski, podobnie jak Marcin Kaczmarek, w przeszłości był związany z Lechią Gdańsk. Nie ukrywa sentymentu do tego klubu. – To początek mojej pracy, zawsze głęboko w sercu będę to pamiętał. W każdym klubie pracuję najlepiej jak potrafię. 15 lipca to Wisła Płock ma być górą, choć gdańszczanie nie ukrywają mistrzowskich aspiracji. Po awansie rozmawiałem z Maciejem Kalkowskim, drugim trenerem Lechii. Śmiał się, żebyśmy nie wpadli na siebie na początku, bo beniaminek siłą rozpędu może być groźny. Trzy dni później okazało się, że Wisła – Lechia to pierwszy mecz sezonu – uśmiecha się trener.
Bagrowski zwraca też uwagę, aby nie przywiązywać zbytniej wagi do wyników gier sparingowych, bo we wszystkich testach Wisła wypadła dobrze, a sparingi to właśnie świetny materiał poglądowy dla sztabu szkoleniowego. – W każdym ze spotkań mieliśmy swoje sytuacje, dobrze zaprezentowaliśmy się na tle czołowych drużyn ekstraklasy. Pamiętajmy też, że my byliśmy po ciężkich treningach, a Zagłębie cztery dni po naszym meczu grało już w europejskich pucharach – zauważa. – Do każdego meczu musimy podchodzić z szacunkiem, ale moim zdaniem nie mamy prawa bać się tej ligi. Nie jesteśmy faworytem, ale żadnego meczu nie przegramy w szatni – kończy.
