Do zespołu dołączył w trakcie zgrupowania w Grodzisku Wielkopolskim. Nowy II trener Wisły opowiedział nam o motywacji do pracy w Płocku, pierwszych tygodniach z zespołem i przygotowaniach meczu inauguracyjnego.
Jak to się stało, że trafił Pan do Wisły Płock?
Wiadomo, że jestem tu na wniosek Marcina Kaczmarka. Pracowaliśmy razem w Szczecinie, razem graliśmy w piłkę. Poznaliśmy się na placu boju jako trenerzy i zawodnicy i stąd ten telefon. Przyjąłem ofertę, bo wiedziałem, że jest tu fajny klimat do piłki. Do Płocka wróciła ekstraklasa i postanowiłem wpisać się w ten projekt.
Czy to była trudna decyzja? Ze Szczecina do Płocka jest kawałek drogi.
Marcin był bardzo przekonujący. Ekstraklasa to zawsze wyzwanie i satysfakcja z pracy. Jeśli zawodnik gra w piłkę, chce grać w ekstraklasie, trener tak samo. To zaszczyt, prestiż. Do przemyślenia były kwestie rodzinne, ale rozpatrzyłem wszystkie za i przeciw i zdecydowałem się na przyjazd do Płocka.
Jak pan został przyjęty przez zespół?
Bardzo dobrze, bo oprócz Marcina znałem też kilku zawodników. W Szczecinie pracowałem z Maksymilianem Rogalskim, Dominikiem Kunem i Mikołajem Lebedyńskim, a z reprezentacji U-20 znam Arka Recę, Patryka Stępińskiego czy Kubę Łukowskiego. Pozostałych zawodników kojarzyłem z I ligi czy ekstraklasy, także to nie byli anonimowi ludzie. W świecie sportu płynnie wchodzi się do zespołu, więc okres wejścia był szybki. Od razu złapałem kontakt z zawodnikami. To grupa ludzi, która cały czas chce iść do przodu. To się czuje na każdym treningu, analizie, odprawie przedmeczowej. Widzimy, że mamy do czynienia z zawodnikami, którzy cały czas chcą robić progres i to napędza trenera do pracy.
Zespół zespołem, a jak reszta klubu?
Widzę dużą sympatię, czy to w sekretariacie, administracji czy księgowości. Dopiero poznaję pracowników, ale wszyscy chętnie pomagają jeśli chodzi o jakieś pierwsze kwestie organizacyjne.
Zdążył już pan zobaczyć miasto?
Szukam mieszkania, więc te parę dni pozwoliło mi trochę poznać Płock. Oczywiście, cały czas korzystam z nawigacji. Trochę jednak pojeździłem i zobaczyłem już Centrum, Stare Miasto czy Podolszyce. Pierwsze szlify z poznawania miasta już mam.
Każdy znajdzie coś dla siebie. Jest Stare Miasto, tu galerie na Podolszycach. Jest piękne Wzgórze Tumskie, więc jak przyjedzie rodzina to na pewno pospacerujemy.
Zbliża się inauguracja. Gdańszczanie w tym sezonie nie ukrywają, że chcą się włączyć do walki o mistrzostwo Polski. To poważny rywal, zwłaszcza dla beniaminka.
To jasne, że my tej ligi będziemy się uczyli. Do każdego przeciwnika trzeba podejść z szacunkiem, ale powtórzę tu słowa Maćka Bagrowskiego: z nikim nie przegramy meczu w szatni. Na każde spotkanie wyjdziemy zmotywowani. Większość chłopaków dopiero wchodzi do ekstraklasy, tylko kilku wcześniej grało na najwyższym szczeblu. Grupa jest głodna ekstraklasy.
Znamy atuty Lechii. Pierwsze trzy mecze gramy z zespołami, które mierzą w wyższe lokaty na koniec sezonu. My jednak nie rozpaczamy, z każdym trzeba zagrać. To trochę wyświechtane powiedzenie, ale wydaje mi się, że trafnie opisuje naszą ekstraklasę: tu każdy może wygrać z każdym. Oczywiście, trzeba być przygotowanym, zdeterminowanym, skoncentrowanym, nieważne czy to zespół mierzący w mistrzostwo czy walczący o utrzymanie. Nie ma patentu i mądrości, żeby wygrywać wszystkie mecze. Mamy pomysł na mecz z Lechią, swoje przemyślania przekażemy zawodnikom na odprawie przedmeczowej. Myślę, że obierzemy na tyle dobrą strategię, że da nam w piątek punkty.
Ciężka praca i szacunek tak, ale na strach nie ma miejsca.
Oczywiście i to z każdym zespołem. Tu nie ma słabych drużyn. Jeśli ktoś gra w ekstraklasie, to znaczy że zasługuje, żeby tu grać. Do każdego meczu trzeba się przygotować i poświęcić mu tyle samo czasu. Mogą być inne założenia, strategie, koncepcje, ale przygotowanie jest takie same do każdego meczu.
Jako beniaminek mieliśmy krótszy okres przygotowawczy niż inne drużyny. W początkowych meczach graliśmy nieźle z topowymi zespołami, ale brakowało bramek i zwycięstw. Czy ta wygrana w Gdyni była potrzebna zawodnikom?
Nie ma co przykładać zbytniej wagi do wyników sparingów. Każdy mecz gra się po to, żeby wygrać, to jasne. To zwycięstwo przyszło w odpowiednim momencie, ale rozmawialiśmy już zawodnikami, że nie ma się co delektować, że nasza koncepcja przyniosła efekty. Dopiero liga wszystko zweryfikuje. Można wszystkie sparingi wygrać i na inaugurację przegrać. W Pogoni nie wygraliśmy dziesięciu ostatnich sparingów, a na inaugurację wygraliśmy na Lechii 3:2.
Chłopaki weszli z innych pułapów, liga się późno skończyła. W każdym zespole przychodzi taki moment przeciążenia treningami. Mecz z Lechem widziałem tylko z odtworzenia, ale z trenerem zawsze patrzymy na to, ile my stworzyliśmy sytuacji i ile sytuacji mieli przeciwnicy. Patrząc na wszystkie mecze, nie straciliśmy tych goli za dużo. Z Lechem był to kuriozalny karny, z Zagłębiem gol samobójczy, potem przez trzy kolejne mecze nie straciliśmy bramki. Dobra organizacja gry w defensywie napędza naszą grę w ataku.
