Aktualności » Głosem rywala #3: Chcemy wracać wesołym autobusem
29-07-2016r.

Fot. W. Sierakowski

Dziewięcioletnie rozstanie Wisły z ekstraklasą spowodowało, że nie mieliśmy okazji mierzyć się z Legią Warszawa. Nic więc dziwnego, że w warszawskim teamie niewielu jest piłkarzy mających za sobą bezpośrednie starcia z Nafciarzami.

 

Jednym z nielicznych jest Łukasz Broź, który kilka razy przeciwko płocczanom zagrał, w barwach… Widzewa Łódź. Sam zainteresowany stwierdził jednak, że wyników tych konfrontacji nie pamięta, pochwalił za to nasze służby techniczne. „Wprawdzie płocki stadion, na którym gościłem jako widzewiak, nie zmienił się od lat, ale pamiętam, co dla piłkarza jest bardzo istotne, że murawa zawsze jest dobrze przygotowana” – powiedział Łukasz Broź.

 

Fot. W. Sierakowski

Nasz rozmówca nie chciał bawić się w typowanie wyniku sobotniego meczu, ale przyznał, że gości interesuje tylko wygrana. „Chociaż zespół Wisły wzmocnił się przed sezonem i w składzie ma byłego legionistę Dominika Furmana, który z pewnością zechce pokazać się z dobrej strony, naszym celem jest tylko zwycięstwo. Słyszałem, że w Płocku mecz jest reklamowany jako Derby Mazowsza, ale nam dodatkowej mobilizacji nie potrzeba. Najbardziej motywuje nas fakt, że czekamy na pierwsze zwycięstwo w sezonie, a to już trzecia kolejka ligowa. Szkoda, że zabraknie naszych kibiców. Gra dla nich zaraża do dawania z siebie maksimum możliwości i sprawia ogromną przyjemność. Mimo ich braku musimy zrobić wszystko by do stolicy wrócić z kompletem punktów” – stwierdził obrońca Legii.

 

Na pytanie, czy walka Legii w eliminacjach Ligi Mistrzów może negatywnie wpłynąć na postawę w lidze, Łukasz Broź odpowiedział, że rokrocznie początek sezonu jest dla stołecznych trudny, bowiem grają co trzy dni, trenerzy zmieniają skład, ale dla klasowej drużyny nie powinno mieć to żadnego znaczenia. „Mamy na tyle szeroką kadrę, że w każdym spotkaniu powinniśmy walczyć o zwycięstwo. Tak będzie jutro. Do Warszawy chcemy wracać wesołym autobusem” – podsumował Łukasz Broź.

 

 

Fot. W. Sierakowski