Aktualności » Poniedziałkowy przegląd prasy #3
1-08-2016r.

W 3. kolejce Lotto Ekstraklasy Wisła Płock przegrała z Legią Warszawa 2-3. Oto fragmenty kilku pomeczowych publikacji z prasy oraz portali internetowych.

 

Przegląd Sportowy

Szalony mecz w Płocku. Mistrz pokazał charakter, Wisła za wcześnie poczuła się mocna

Kibice jeszcze dobrze nie usiedli na krzesełkach, a już rzucali się sobie w ramiona. Nie zdążyli fetować pierwszej bramki, Wisła zdobyła drugą. Po dziesięciu minutach legioniści patrzyli na siebie z niedowierzaniem. W defensywie zaprezentowali prawdziwy festiwal dobroczynności, rozdając prezenty gospodarzom. Ale mistrz Polski się nie załamał i wywiózł z Płocka trzy punkty. Przejął inicjatywę, zepchnął płocczan do obrony i wydarł pierwsze w tym sezonie ligowe zwycięstwo. To dobry omen przed środowym spotkaniem z AS Trencin o fazę play-off  eliminacji Ligi Mistrzów.

 

Sportowe Fakty

Furman nie pomógł, Legia nie popłynęła w Płocku

Dla Furmana było to spotkanie szczególne. Już przed starem ligi zapowiadał, że odpowiednio zmotywuje swoich nowych kolegów na starcie z Legią, porozmawia z nimi o słabych stronach drużyny, bo przecież legionistów zna doskonale - w zespole występował do grudnia zeszłego roku. Furman chciał w Legii zostać, ale zdecydowały sprawy niekoniecznie związane z jego formą. W sobotę był podwójnie zmotywowany. Starał się, by każda piłka w środku boiska przechodziła przez niego. Ambitnie wracał za rywalami dopóki nie przechwycił piłki. Rozpoczęła się 10 minuta i znowu asystował. Celnie dośrodkował na głowę Przemysława Szymiańskiego, a ten precyzyjnym uderzeniem przy słupku pokonał Arkadiusza Malarza. Można powiedzieć, że były reprezentant Polski wznowił karierę. W tym sezonie zagrał w ekstraklasie trzy razy, strzelił gola i miał 3 asysty.

 

Płock.sport.pl 

Pięć goli, kapitalny początek Wisły. Derby Mazwosza dla Legii 

Nafciarze zaczęli spotkanie z mistrzem Polski fenomenalnie, od mocnego uderzenia. Już w drugiej minucie objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dominika Furmana piłkę głową do bramki wbił chorwacki defensor Tomislav Bozić. Stadion oszalał ze szczęścia, a płoccy piłkarze niesieni dopingiem nie zwalniali tempa. Co i rusz atakowali bramkę gości, którą po raz drugi sforsowali w 10. minucie. Znów z rzutu rożnego dośrodkowywał Furman, ale tym razem piłkę głową strącił Przemysław Szymiński, zdobywając drugiego gola dla Wisły. I drugiego gola w trzecim meczu tego sezonu. Stadion eksplodował ze szczęścia! Legioniści, którzy początkowo nie mogli uwierzyć w to, co dzieje się na boisku, wzięli się za odrabianie strat. W 17. minucie gola kontaktowego zdobył Aleksandr Prijović. 

 

Legia.sport.pl 

Legia słaniała się na nogach, ale w porę się ocknęła. Hasi w końcu wygrał w ekstraklasie

Brak Michała Pazdana, ale też długo Tomasza Jodłowca i Nemanji Nikolicia (obaj pojawili się na boisku w drugiej połowie) specjalnie widoczny nie był. Albo inaczej: nie było czasu tego zauważyć, bo do przerwy spotkanie toczyło się w zawrotnym tempie.

 

Po zmianie stron już tak atrakcyjnie nie było. Ale źle też nie. Od 58. minuty legioniści prowadzili po tym, jak gola strzelił Igor Lewczuk. Niby opanowali sytuacje, grali lepiej niż przed przerwą, ale i tak raz na jakiś czas dopuszczali Wisłę do sytuacji. Beniaminek, choć się starał, wyrównać nie zdołał. Legia pokonała go 3:2, co było jej pierwszym zwycięstwem w tym sezonie ekstraklasy.

 

Rzeczpospolita

Pokaz charakteru. Legia odrobiła dwie bramki

Po dziewięciu latach na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku znów powróciły derby Mazowsza. Beniaminek rozgrywek Wisła ma za sobą kiepski tydzień, przegrała ligowy pojedynek z Piastem w Gliwicach oraz spotkanie 1/32 finału Pucharu Polski ze Stalą w Mielcu. Osiągnięcia Legii w tym samym czasie były lepsze, choć nie na miarę mistrza Polski – bezbramkowy remis ze Śląskiem i skromna wygrana w Żilinie w trzeciej rundzie eliminacyjnej z AC Trencin do Ligi Mistrzów. 

 

Weszło.com

Legia wpada na mecz spóźniona, a Wisła nie wykorzystuje jej gapiostwa

Przez pierwsze 17 minut Wojskowi wyglądali jak z najstraszniejszego koszmaru, jeszcze gorzej niż z najgorszego okresu Berga, kiedy ten opowiadał coś o znajdowaniu balansu, a to 0:3 co przed chwilą to oj tam, oj tam. Kosecki chciałby błyszczeć, ale błyszczała jedynie jego fryzura. Kucharczyk chciałby strzelić gola, ale nie umie podnieść głowy. Hamalainen chciałby być widoczny, ale nawet gdyby ubrał złoty znacznik to i tak za chwilę by zniknął. Obrona nie funkcjonowała, atak nie istniał. Nic nie trzymało się kupy.