Aktualności » Wtorkowy przegląd prasy #4
9-08-2016r.

W 4. kolejce Lotto Ekstraklasy Wisła Płock zremisowała na wyjeździe z Ruchem Chorzów 2:2. Oto fragmenty kilku pomeczowych publikacji z prasy oraz portali internetowych:

 

Przegląd Sportowy

Kapitan uratował Niebieskich, Wisła wraca do Płocka z punktem 

 

Wczoraj po raz pierwszy w lidze wystąpił bramkarz Kamil Lech. Syn Piotra (zdobywał w przeszłości mistrzostwo i Puchar kraju z Ruchem) zastąpił kiepsko spisującego się we wcześniejszych spotkaniach Wojciecha Skabę. 22-latka w pierwszej połowie kilkakrotnie sprwadziwł bardzo aktywny w zespole Wisły Giorgi Merebashvili. Pod koniec pierwszej połowy golkiper jednak mógł zachować się lepiej. Wyszedł do piłki wrzucanej przez Gruzina, ale Jose Kante i tak zdołał uderzyć futbolówkę głową. Hiszpan zdobył swojego pierwszego gola, odkąd jest w Polsce. 

 

 

Sportowe Fakty 

Remis Ruchu Chorzów z Wisłą Płock. Jose Kante przełamał wielką niemoc 

 

Tempo widowiska podobało się kibicom. Piłkarze przenosili się szybko spod jednego pod drugie pole karne, a unikali szachowania się w środku pola. W pierwszej połowie Ruch oddał 7 strzałów, a beniaminek 9. Było ich więcej niż choćby fauli i spalonych. Brakowało goli i kiedy już zanosiło się niespodziewanie na bezbramkowy remis, nastąpił przełom.

 

I to Przełom przez duże "P", ponieważ w 45. minucie pierwszego gola w Lotto Ekstraklasiezdobył Jose Kante. Hiszpan wyprowadził Wisłę na prowadzenie 1:0 strzałem głową po dośrodkowaniu Merebaszwiliego. Zadanie ułatwił mu Lech, który niezdarnie próbował łapać futbolówkę. Kante był dotychczas znany nie z dziurawienia siatek, a marnowania sytuacji podbramkowych. Przyjechał do Polski zimą, grał regularnie, ale do poniedziałku walczył ze swoją niemocą.

 

Płock.sport.pl

Kante przełamał się w ekstraklasie, ale Wisła Płock znów nie wygrała w Chorzowie

 

Po nieco nerwowym początku, było trochę niedokładności, płoccy piłkarze ruszyli do ataku. Dużą ochotę do gry prezentował Gruzin Giorgi Merebaszwili. To po jego akcji i dośrodkowaniu w pole karne, piłka trafiła pod nogi Jose Kante. Hiszpan zdołał oddać strzał, ale prosto w bramkarza. 

Chorzowianie nie byli dłużni, w odpowiedzi z lewej strony boiska Piotr Ćwielong podawał do Mariusza Stępińskiego, który zakończył akcję bardzo mocnym i niecelnym strzałem. 

Nafciarze z każdą minutą coraz śmielej sobie poczynali na boisku. Bliski szczęścia był Dimitar Iliew, który próbował pokonać bramkarza Ruchu Kamila Lecha technicznym strzałem. Ale Bułgarowi uderzenie po prostu nie wyszło, piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką. 

 

Śląsk.sport.pl

Ruch Chorzów uratował punkt w meczu z Wisłą Płock. Po karnym z ostatniej minuty!

 

Choć od początku spotkania beniaminek z Płocka postawił gospodarzom twarde warunki. Zresztą, niewiele brakowało, by w 9. minucie Wisła objęła prowadzenia, bo po dość przypadkowej akcji na dobrej pozycji znalazł się Jose Kante. Hiszpan pojedynek z Kamilem Lechem jednak przegrał. W ten sposób 22-letni bramkarz niebieskich zanotował swoją pierwszą ważną interwencję w Ekstraklasie. W poniedziałek bowiem na salonach polskiej piłki debiutował.



Paradoksalnie, kwadrans później bardzo nerwowo zachował się natomiast znacznie bardziej doświadczony Seweryn Kiełpin - uderzona przez Mariusza Stępińskiego futbolówka przeleciała mu przez ręce. Na szczęście dla golkipera gości, wylądowała nie w bramce, a obok słupka.

 

Rzeczpospolita

Ruch w doliczonym czasie ratuje punkt

 

o przerwie piłkarze obu zespołów przejawiali sporą ochotę do gry ofensywnej. Dużo było walki, biegania, ale nie przekładało się to na okazje do strzelenia bramki. 

Miejscowi kibice zamilkli na chwilę w 69. minucie przy strzale Siergieja Kriwca zza pola karnego, bo Kamila Lecha uratował słupek. Rozpędzeni goście nacierali, przerywając szybko kontry Ruchu. 10 minut przed końcem Wisła ponownie wyszła na prowadzenie. Bramkarz rywali interweniował daleko przed własnym polem karnym, trafił w nadbiegającego Girgiego Merebaszwilego, a piłka wpadła do siatki.

Do remisu doprowadził kapitan "Niebieskich" Rafał Grodzicki skutecznie egzekwując w 91. minucie rzut karny po zagraniu ręką Przemysława Szymińskiego.

 

Weszło.com

Harówka Stępińskiego, przełamanie Kante. Udany wieczór z ligą! 

 

Patrząc czysto logicznie – miały boleć zęby. Tymczasem nie, wizyta u dentysty nie jest konieczna, bo obejrzeliśmy dobre widowisko. Ale jeśli to był dla kogoś szok, to kapcie kompletnie musiały mu spaść w 45. minucie. Wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał, prędzej oczekiwano dziś opadów śniegu i przylotu świętego Mikołaja. Otóż Jose Kante strzelił gola – tak, tak, nie regulujcie monitorów, to zdanie rzeczywiście jest prawdziwe. Co więcej, napastnik (dziś bez cudzysłowu) trafił po ładnej akcji – piłkę z prawego skrzydła na nos wrzucił mu rozgrywający dobre zawody Merebaszwili. Karuzela, na którą wrzucił Gruzin Koja, no, gnała dość prędko. W każdym razie, jeśli kogoś może być nam tu żal, to Kamila Lecha, broniącego do tamtego momentu bardzo poprawnie. Łapał co miał łapać i wyglądał pewnie, na pewno lepiej niż kolega po drugiej stronie boiska, czyli Kiełpin, który prawie zaliczył Dudka z United. Ale ostatecznie, babole na wagę bramki zaliczył Lech.