W ostatniej klubowej gazetce "Czas Wisły" ukazał się wywiad z nowym stoperem Wisły Płock Tomislavem Boziciem. Dla osób, które nie miały okazji poznać chorwackiego obrońcy publikujemy rozmowę na naszej stronie internetowej. Wywiad został przeprowadzony przed meczem z Jagiellonią Białystok. Zapraszamy do lektury!

Tomislav Bozić do naszego zespołu dołączył w czasie obozu przygotowawczego w Grodzisku Wielkopolskim i z miejsca wskoczył do pierwszego składu. W meczu z Legią Warszawa strzelił swojego premierowego gola w naszych barwach. W rozmowie z „Czasem Wisły” opowiada o początkach kariery, aklimatyzacji w Płocku i spotkaniu z Jagiellonią Białystok.
Zacznijmy od tego jak to się stało, że zostałeś piłkarzem?
Pierwsze co dostałem od taty to piłka i od swoich pierwszych kroków ją po prostu kopałem. Pochodzę z małego miasta Požega. Jest tam klub Slavonia, który gra w chorwackiej III lidze. Jak byłem mały to bardzo rozpierała mnie energia, więc tata zapisał mnie na treningi, żeby gdzieś uszła. I tak trenuję od piątego roku życia (śmiech).
Byłeś grzecznym chłopcem czy zdarzyło się coś rozrabiać?
Liczyła się tylko piłka. Obok nas było boisko i zawsze było tam dużo dzieciaków. Jak tylko miałem wolną chwilę, to grałem. Nie było żadnego alkoholu ani nic podobnego.
Urodziłeś się za czasów, kiedy nie było Chorwacji. W Jugosławii dochodziło do wielu napięć na tle etnicznym. Do niedawna w naszym zespole był Serb Marko Radić. Czy byłoby to dla ciebie komfortowe?
Nie miałem okazji spotkać się z Marko, bo nie było go już na obozie w Grodzisku, kiedy ja dołączyłem do drużyny. Dla mnie to nie ma różnicy – Serb, Chorwat czy Albańczyk, katolik, prawosławny czy muzułmanin. Liczy się to, jakim jesteś człowiekiem i czy podchodzisz do innych z szacunkiem.
Pamiętam, jak zaczęła się walka w Jugosławii. Miałem cztery lata, wojna trwała kolejne cztery. Moja generacja tego jednak nie zwraca na to uwagi. 90% ludzi na Bałkanach mówi, że bez sensu ta walka. Słabo to pamiętamy, dla nas to przeszłość.

Opowiedz nam o kulisach transferu do Wisły Płock.
Jak skończył się sezon, od razu dzwonili do mnie z Wisły. Powiedziałem, że jestem zainteresowany. Słyszałem od kolegów, że to bardzo dobry klub, do tego był bardzo konkretny. Bardzo szybko się dogadaliśmy.
Przez dwa sezony w ekstraklasie wyrobiłeś sobie markę solidnego stopera. Jak ocenisz naszą grę obronną? Jak na razie tracimy sporo bramek.
Do drużyny przyszło wielu nowych zawodników. Potrzeba nam czasu na wzajemne poznanie się, dotarcie. Bramkę traci cały zespół, nie tylko obrona. Myślę, że jeszcze przez dwie-trzy kolejki popracujemy nad błędami i będzie ich mniej. Na razie tracimy bramki po bardzo prostych błędach. Nie wiem czy to koncentracja. Musimy nad tym popracować.
Najbardziej boli przegrana z Legią, kiedy już prowadziliśmy 2:0.
To prawda. Nie musieliśmy przegrać tego meczu, było bardzo blisko przynajmniej punktu, ale Arek Malarz świetnie wyjął uderzenie Siargeja Krivetsa.
Kibice też stworzyli fantastyczną oprawę tego spotkania. Przez całe 90 minut czuliśmy ich wsparcie, za co bardzo dziękujemy. Zawsze lepiej gra się przy pełnych trybunach.

Parę stoperów tworzysz z młodym Przemkiem Szymińskim. Szymi mówił, że korzysta z twojego doświadczenia.
Próbuję dyrygować obroną. Pracujemy razem dopiero dwa miesiące. Przemek to bardzo inteligentny zawodnik, dobrze się ustawia, ma duże umiejętności. Ma dopiero dwadzieścia dwa lata, a już gra w ekstraklasie. Przed nim na pewno wielka kariera.
Podpowiadasz mu na boisku?
Czasami tak, próbuję pomóc. To kwestie asekuracji, dobrego ustawienia. Cały czas dążymy do ciągłego poprawiania swoich umiejętności. Przed każdym treningiem rozmawiamy, dzielimy się uwagami. Za kilka tygodni będzie to wyglądało lepiej.
W Polsce jesteś trzeci rok i bardzo płynnie mówisz w naszym języku. Czy to kluczowa kwestia w aklimatyzacji w nowym kraju, zespole?
Zdecydowanie. Każdemu obcokrajowcowi, którzy przychodzi do Polski nie znając języka, jest trudno.
Wcześniej przez ponad dwa lata grałem w Dukli Praga. Czeski i polski mają dużo podobnych słów, chorwacki też. Szybko się nauczyłem, po pół roku już większość umiałem. Po pierwszym sezonie w Górniku normalnie rozmawiałem z kolegami.
W klubie jesteś formalnie od czerwca, ale po drodze był jeszcze obóz przygotowawczy. Udało ci się przez ten czas załatwić kwestie prywatne?
Rodzina jest już w Płocku, wynajęliśmy dom. Każdemu nowemu zawodnikowi jest trudno, bo jest dużo rzeczy do załatwienia. Ja mam szczęście, bo moja żona ogarnia dużo spraw. Stara się, żebym mógł skoncentrować się tylko na piłce i nie martwił się o inne tematy.
Piłkarze często powtarzają, że dobrą formę zaczyna budować się od głowy i dobrej atmosfery w domu.
Moja żona też to wie. Pięć lat jesteśmy małżeństwem. Wszędzie jest ze mną i wie jak to jest i co musi robić, żeby mi pomóc.
Zdążyliście już trochę poznać miasto?
Płock jest pięknym miastem, bardzo mi się podoba. Chodziliśmy na spacery na Stare Miasto, robi na nas pozytywne wrażenie.
Rozpoznał cię ktoś?
Nie wiem (śmiech). W każdym razie nikt nie chciał zrobić sobie ze mną zdjęcia.
Przed Wami mecz z Jagiellonią, która jak na razie jest jedną z lepszych drużyn w Ekstraklasie.
Mają piłkarzy o dużych umiejętnościach. Jak na razie ze świetnej strony pokazuje się Konstantin Vassiljev, dobrze gra też Fedor Černych. Moim zdaniem Vassiljev jest jednym z najlepszych środkowych pomocników w lidze. Bardzo mi się podoba jego gra. Nie możemy się jednak koncentrować tylko na nim. Cały zespół musi pracować na to, żeby trzy punkty zostały w Płocku.

Rozmawiał: Michał Wiśniewski