Aktualności » Krystian Popiela: Swobodnie dogaduję się w czterech językach
31-08-2016r.

W ostatniej klubowej gazetce "Czas Wisły" ukazał się wywiad z nowym napastnikiem Wisły Płock Krystianem Popielą. Dla osób, które nie miały okazji przeczytać rozmowy z młodzieżowym reprezentantem Polski, umieszczamy ją na naszej stronie internetowej. Wywiad został przeprowadzony przed meczem z Koroną Kielce. Zapraszamy do lektury!

Ma zaledwie 18 lat, a zdążył już poznać kulturę piłkarską kilku krajów. Jest wychowankiem słynnego Olympiakosu Pireus, ale to w Wiśle Płock otrzymał szansę na rozwój. 

 

Niedawno wróciłeś z Japonii, gdzie reprezentacja Polski do lat 19 rozegrała towarzyski turniej. 

 

Wiedziałem wcześniej, że jestem na liście rezerwowej do kadry. Jeden z napastników był kontuzjowany i ja wskoczyłem w jego miejsce. Bardzo fajny turniej, graliśmy trzy mecze na wysokim poziomie. Cenne doświadczenie dla takiego zawodnika jak ja. Teraz czeka mnie ciężka praca na treningach, żeby się pokazać i dostać następne powołania. 

 

Czy zagraniczne doświadczenie jest ważne dla młodych piłkarzy?

 

Taki wyjazd jest na pewno pomocy. Trenowałem z zawodnikami o wysokim poziomie, moi rówieśnikami, którzy mają już dużo meczów w ekstraklasie. 

 

To na razie reprezentacja młodzieżowa. Myśli o seniorskiej kadrze są gdzieś z tyłu głowy?

 

Na razie chce się skupić na pracy w klubie, powoli wchodzić do seniorskiej piłki. Na razie o tym nie myślę.

 

Wielu młodym piłkarzom wróżono wspaniałe kariery, ale w dorosłej piłce już tak bardzo nie błyszczeli. Ciężko w Polsce przebić juniorowi?

 

Na pewno to ciężki przeskok. Dla to mnie to tak naprawdę pierwszy skok do dorosłej piłki, odczuwam to. Wydaje mi się, że w Polsce bardziej stawia się na młodzież. Jak byłem Olympiakosie Pireus to nas nie stawiali. Nawet nie trenowaliśmy z pierwszą drużyną, bo kupowali zagranicznych zawodników. Przez rok pobytu we Włoszech trenowałem z seniorami, ale grał tylko jeden najlepszy junior i to też niewiele. Akademia Cagliari jest jedną z najlepszych we Włoszech, byliśmy w czołowej ósemce w kraju. W Polsce stawia się na młodych, pcha się ich do przodu i to jest dobre. Dlatego tu przyszedłem. 

 

To była twoja motywacja przy transferze do Płocka?

Tak. Rozmawiałem z dyrektorem sportowym. Sztab jest bardzo dobry, mam warunki do rozwoju i dlatego zdecydowałem się tu przyjść. 

 

A to, że tata grał w naszym klubie miało jakieś znaczenie? 

 

Tak naprawdę, to nie (śmiech). Dostałem ciekawe warunki i dlatego tu jestem.

 

Jakie są różnice w treningu w Polsce i za granicą?

 

To zależy gdzie. We Włoszech trenerzy skupiali się na taktyce i „tlenówce”. Nie było piłek i  gierek na małej przestrzeni. W Grecji z kolei mieliśmy same treningi z piłką. Tutaj widzę nacisk na technikę. Każdy kraj inaczej trenuje. 

 

Jak przebiega twoja aklimatyzacja w Płocku? 

 

Sprawy prywatne załatwiłem bardzo szybko, bez problemu. Drużyna mnie zaakceptowała, to mi też pomogło. Jestem najmłodszym zawodnikiem w zespole, ale chłopacy mówią mi normalnie po imieniu, nie jestem już „młody” (śmiech). Ich wsparcie pomaga, cały czas mówią mi na treningu co robię źle i co mogę poprawić. 

 

Marcin Kaczmarek zazwyczaj gra jednym wysuniętym napastnikiem. Rywalizujesz o to miejsce z Jose Kante i Emilem Drozdowiczem. 


Bardzo dobrzy zawodnicy, obaj grali już na wysokim poziomie. Pomagają mi na treningach, podpowiadają jak się ustawić. Dla mnie to nie jest rywalizacja, ja chcę się rozwijać. Nie jestem jeszcze zawodnikiem, który ma wejść w ekstraklasie i wygrywać mecze. Mam pomóc drużynie w przyszłości. Na razie chce się uczyć, zobaczymy jak to pójdzie. 

 

Grasz jako wysunięty napastnik na pozycji nr 9. Czy zawsze tak było?

 

Zazwyczaj tak. Grałem tak pierwszy rok w Olympiakosie, potem cofnęli mnie na ofensywnego pomocnika i tak grałem dwa lata, również na kadrze. Po kontuzji znowu zacząłem na „9”, ale na grywam też na „10” i na obu pozycjach dobrze się czuję. 

Jako ośmiolatek wyjechałeś z Polski. Tata dostał oferty z zagranicznych klubów.

 

Najpierw było sześć miesięcy na Cyprze, potem przeprowadziliśmy się do Grecji. Cały czas musiałem zmieniać szkołę, kolegów. To trudne dla takiego dzieciaka, ale są też plusy – z łatwością dogaduje się teraz w czterech językach. 

 

Kiedy zacząłeś grać w piłkę?

 

W akademii w Grecji. Na Cyprze chodziłem na treningi, ale jeszcze nie tak bardzo. Jak miałem 9 lat to zacząłem grać w drużynie. Przez rok się dobrze pokazałem i Olympiakos Pireus zaprosił mnie na testy. Tam grałem siedem lat. Można powiedzieć, że jestem wychowankiem Olympiakosu (śmiech). 

 

A jak ci się podoba Płock?

 

Nie zdążyłem jeszcze za wiele zwiedzić przez wyjazd do Japonii. Mieszkałem tutaj jak miałem roczek, ale nic oczywiście nie pamiętam. Jak przyjechałem na początku z tatą to pokazał mi gdzie mieszkaliśmy, gdzie się bawiłem, więc taką sentymentalną wycieczkę mam już za sobą.

 

Rozmawiał Michał Wiśniewski