
O najbliższym meczu z Pogonią Szczecin, kontuzji po starciu z Michałem Papadopulosem i postawie formacji defensywnej rozmawialiśmy z bocznym obrońcą Wisły Płock Cezarym Stefańczykiem.
Za Wami ciężka przeprawa w meczu z Zagłębiem Lubin. Gospodarze do końca walczyli o korzystny rezultat, jednak Wy nie daliście wyrwać sobie zwycięstwa i trzy punkty ostatecznie powędrowały na konto Wisły.
Cezary Stefańczyk: Jechaliśmy do Lubina po porażce z Koroną. Nastroje nie były za ciekawe, ale byliśmy bardzo zmotywowani. Trener też powtarzał, że nie musi nas za bardzo motywować przed tym meczem. Wiedzieliśmy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Jechaliśmy tam po punkty. To taki frazes przed meczem, ale naprawdę chcieliśmy tam powalczyć o pełną pulę. Zagraliśmy dobry mecz i udało się. Tym bardziej, że to dopiero pierwsza porażka Zagłębia w tym sezonie - na pewno jest się z czego cieszyć.
W drugiej połowie ucierpiałeś w starciu z Michałem Papadopulosem, boisko opuściłeś na noszach. Będziesz gotowy na mecz z Pogonią?
Zwykła, stykowa sytuacja. Michał trochę za wysoko podniósł nogę. Rana cięta, dziesięć szwów... - to nic poważnego! (śmiech) Dziś jeszcze odczuwam ból, ale w najbliższym czasie wszystko powinno być już w porządku. Na pewno będę gotowy na mecz z Pogonią Szczecin.

Oglądałeś mecz naszych sobotnich rywali z Lechem?
Tak. Zagrali bardzo dobrze, mieli swoje sytuacje, w tym rzut karny. Zaskoczyli mnie pozytywnie, choć punktu nie zdobyli. Nie mamy z nimi żadnych szans... Oczywiście żartuję! W sobotę wychodzimy po kolejne trzy oczka. Damy z siebie wszystko. Liga jest taka, że każdy może wygrać z każdym.
Jak na razie ogrywamy liderów i faworytów, a gorzej radzimy sobie z teoretycznie słabszymi rywalami.
Właśnie - teoretycznie słabszymi. Przed meczem z Koroną niektórzy mówili, że my jesteśmy faworytem, a po ośmiu kolejkach ta skazywana na spadek Korona jest na miejscu, dającym jej awans do europejskich pucharów. Łukasz Sekulski ma pięć bramek - a gdyby nie ja miałby cztery! (śmiech) Każdy z każdym może wygrać. Liczymy, że to my będziemy wygrywać i punktować seryjnie, bo takiej serii potrzebujemy.
W I lidze Wisła słynęła z żelaznej defensywy, ale w ekstraklasie już tak dobrze nie jest. Dlaczego?
Płacimy jak na razie trochę frycowe. Nasi rywale jak dotąd nie byli wyraźnie lepsi piłkarsko, a bramki strzelają po naszych błędach, jak mój z meczu z Koroną. W I lidze niektóre błędy uchodziło na sucho, w Ekstraklasie kończy się to stratą bramki. Miejmy nadzieję, że ta tendencja się odwróci i przestaniemy je tracić.
Gdyby ktoś ci powiedział, że po ośmiu kolejkach w Ekstraklasie Wisła będzie miała 11 punktów i zajmowała 7. miejsce - uwierzyłbyś?
Pewnie! Osobiście czuję jeszcze niedosyt. Straciliśmy punkty w meczach z Legią, Koroną, z Ruchem karny był w 90'. Mogło być lepiej. Nie można być bardzo zachłannym, ale w sporcie punkty są jednak ważne. Na tę chwilę mamy ich o cztery za mało.