
W ostatnim numerze naszej klubowej gazetki przed meczem z Pogonią Szczecin rozmawialiśmy z gruzińskim pomocnikiem Giorgim Merebashvilim. Dla osób, które nie miały w ręku "Czasu Wisły" publikujemy rozmowę z zawodnikiem na naszej stronie internetowej. Zapraszamy do lektury.
„Bez kibiców nasza praca nie miałaby sensu”
Giorgi Merebashvili to drugi w historii gruziński zawodnik po Mamiji Dżikiji, który reprezentował barwy płockiej drużyny. W lipcu podpisał z Wisłą roczny kontrakt, jednak udowadnia, że bez wątpienia można mu zaufać na dłużej. W sześciu dotychczasowych spotkaniach zaliczył asystę, strzelił dwie bramki i siał postrach w defensywie chociażby Ruchu Chorzów. Poznajcie bliżej popularnego Merebę.
Czas Wisły: Na początek proszę o kilka słów w języku polskim.
Giorgi Merebashvili: Dziękuję bardzo. Do widzenia. Cześć.
Czas: Całkiem nieźle! Jak idzie nauka nowego języka?
Giorgi: Znam rosyjski i serbski. Polski jest do nich delikatnie podobny. Dzięki temu już na początku rozumiałem niektóre wyrazy. Powoli zaczynam sobie radzić. Jeśli mam z czymś problem, od razu sprawdzam znaczenie danego słowa w internecie. Zależy mi, by szybko opanować nowy język.
Czas: W jednym z wywiadów wspominałeś, że masz w rodzinie tradycje zapaśnicze.
Giorgi: Tak, mój tata był zapaśnikiem. Jak to zazwyczaj bywa każdy ojciec chce, by syn kontynuował jego przygodę. Bardzo chciał, żebym również został zapaśnikiem. Lubię ten sport, ale ostatecznie wybrałem piłkę nożną.
Czas: Jak w takim razie rozpoczęła się Twoja przygoda?
Giorgi: Kiedy byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej na zajęciach pojawił się mój pierwszy trener. Powiedział, że jeśli ktoś jest zainteresowany treningiem piłkarskim, to zaprasza na zajęcia. Odbywały się niedaleko mojego domu, więc zdecydowałem, że spróbuję. Nawet bez pytania o zgodę rodziców. Kiedy wróciłem do domu oświadczyłem im, że będę piłkarzem.
Czas: Awantura?
Giorgi: Nie było żadnego problemu, nie mieli nic przeciwko. Mój tata był szczęśliwy, ponieważ też kocha piłkę nożną. To zawsze było moją pasją, kocham ten sport.
Czas: Masz już spore doświadczenie. Polska ekstraklasa jest już czwartą ligą w twojej karierze.
Giorgi: Na początku grałem w Gruzji w Dinamo Tbilisi. To bardzo znana i utytułowana drużyna, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego. Teraz jest to najlepsza drużyna w moim kraju. Byłem jednym z pierwszych adeptów nowej akademii Dinama. Zaczynałem mając piętnaście lat. Po roku treningów w akademii trafiłem do drugiej drużyny. Grałem tam również przez rok, po czym zaproszono mnie do pierwszego składu.

fot. Matthew Ashton
Czas: Kiedy pierwszy raz wystąpiłeś w oficjalnym meczu pierwszej drużyny?
Giorgi: Pamiętam to doskonale. To był mecz pucharowy z Lokomotivem Tbilisi. Byłem bardzo zaskoczony, że trener na mnie postawił, że znalazłem się w pierwszej jedenastce. W dodatku w tak ważnym spotkaniu. Wygraliśmy 1:0, rozegrałem dobre spotkanie. Można powiedzieć, że to był mój pierwszy mecz w barwach Dinama.
Czas: Zanim zdecydowałeś się na zagraniczny transfer chwilę jeszcze w Gruzji pograłeś.
Giorgi: Nawet nie taką chwilę, bo grałem w Dinamie jeszcze pięć lat. Po roku 2010 zmieniłem klub. Trafiłem do Serbii, do Vojvodiny Nowy Sad, w której grałem dwa lata. W prawdzie nie udało się wygrać ani ligi, ani pucharu, ale graliśmy w finale Pucharu Serbii. Dwukrotnie zajęliśmy trzecie miejsce w serbskiej ekstraklasie. Zostałem też uznany najlepszym zagranicznym zawodnikiem ligi.
Czas: Następnie zdecydowałeś się na powrót do ojczyzny.
Giorgi: W Dinamie tworzyła się bardzo dobra drużyna, nastawiona na sukcesy. Szkoleniowcem był trener z Barcelony „B” Alex Garcia – ten sam, który trenował Iniestę czy Messiego, kiedy zaczynali swoje kariery w drugiej drużynie. Notabene ten człowiek nadal pracuje w Barcelonie. Po roku odszedł z Dinama. Ja po 2,5 roku przeniosłem się do Grecji.

Gruzja - Izrael / fot. Uefa.com
Czas: Jak wspominasz Grecję?
Giorgi: Na początku trafiłem do drużyny OFI Kreta, gdzie trenerem był Gattuso…
Czas: Ten Gattuso?
Giorgi: Tak, Gennaro Gattuso. Sprowadził do drużyny również włoski sztab szkoleniowy. Trenerem przygotowania fizycznego był człowiek, który wcześniej zajmował się tym w Manchesterze United. Grałem tam przez siedem miesięcy. Pojawiły się problemy finansowe i ostatecznie klub został zdegradowany do trzeciej ligi. Odszedłem wtedy do PAE Veria. Grałem pół roku, po czym również w tym klubie pojawiły się problemy z pieniędzmi.
Czas: Nie płacili?
Giorgi: Ciężko stwierdzić o co dokładnie chodziło, ponieważ w klubie były pieniądze. Mimo to były problemy z wypłacaniem należnych nam pensji. Nie rozumiałem tej sytuacji i zdecydowałem się odejść do Levadiakosu. Pograłem tam pół roku po czym przeniosłem się do Wisły.
Czas: Poznałeś już w takim razie cztery ligi. Która z nich prezentuje się najlepiej pod względem piłkarskim?
Giorgi: Myślę, że polska ekstraklasa jest w tym momencie z tych lig najlepsza. Nie mówię tutaj tylko o kwestii samej gry. Stadiony, ludzie, telewizja – pod tym względem również wasza liga wygląda najlepiej.
Czas: Dlaczego zdecydowałeś się na Wisłę Płock – beniaminka ekstraklasy?
Giorgi: Będąc w Grecji spotkałem agenta, który polecił mi ligę polską. Nie chciałem dłużej grać w Levadiakosie. Nie mogliśmy dogadać się co do nowego kontraktu. Rozmowy trwały bardzo długo. Najpierw chcieli dać mi nową umowę, potem się rozmyślili. Ostatecznie, kiedy przedstawili mi swoje warunki i nowy kontrakt, zdecydowałem, że chciałbym odejść. Tym bardziej, że miałem ciekawą propozycję z Polski, właśnie z Wisły Płock. Nowa liga, nowy kraj, nowi ludzie.

Czas: Wiedziałeś w ogóle cokolwiek o naszym kraju?
Giorgi: Rozmawiałem z moimi znajomymi, którzy mieli styczność z polską ekstraklasą. Zarówno Dzalamidze, jak i Dwaliszwili bardzo zachwalali ekstraklasę. Chciałem spróbować tutaj swoich sił. Miałem też propozycję z innych krajów, ale wybrałem Wisłę ze względu właśnie na bardzo dobre opinie moich kolegów.
Czas: Dosyć na razie piłki. Jak na wakacje, to tylko do Gruzji?
Giorgi: Zdecydowanie polecam! Kto miał okazję być w Gruzji, z pewnością potwierdzi moje słowa. Jesteśmy dobrymi ludźmi, bardzo gościnnymi. Mały kraj, ale za to pełen pięknych miejsc. Są góry, jest morze, są śliczne miasta i dużo historycznych zabytków. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Czas: Gruzja słynie też z dobrej kuchni.
Giorgi: Z kuchni i wina. W mojej ocenie nasze jedzenie jest jednym z najsmaczniejszych. Oczywiście lubię też dania z innych krajów, ale nasze smakują mi najbardziej.
Czas: Które gruzińskie danie możesz polecić?
Giorgi: Moim ulubionym daniem jest chinkali. To coś w rodzaju waszych polskich pierogów. Poza tym lubię też mczadi. Podobne do szaszłyka, ale smak jest zupełnie inny. Polecam!

Czas: W Polsce jesteś już trzy miesiące. Jak pierwsze wrażenia?
Giorgi: Wrażenia bardzo pozytywne. Przede wszystkim ludzie są bardzo mili. Wszyscy podchodzą też do swojej pracy bardzo profesjonalnie. Bardzo podoba mi się też Płock. To niewielkie miasto, ale nie przeszkadza mi to. Kiedy mam dzień wolny często spacerujemy po mieście z rodziną, czasem też pojedziemy do Warszawy. Czuję się tutaj jak w domu, jakbym się tu urodził – więcej chyba nie trzeba dodawać.
Giorgi: Aklimatyzacja w szatni przebiegła bez problemów?
Giorgi: Grałem już w kilku klubach, w kilku krajach, ale nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją jak w Płocku. Nigdy nie czułem tak przyjacielskiej atmosfery. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ jestem tu nowy. Nie mam żadnych problemów jeśli chodzi o drużynę i sztab szkoleniowy. Kiedy zmieniasz otoczenie na początku zawsze są jakieś problemy. Tutaj było inaczej. Jestem w tego powodu bardzo szczęśliwy. Uważam, że to bardzo dobry prognostyk na przyszłość. Drużyna się rozumie, jesteśmy dobrymi kolegami. Tworzymy kolektyw, co przekłada się również na wyniki.
Czas: Po strzeleniu bramki w Chorzowie widać było, że wsparcie kibiców jest dla Ciebie ważne – biegłeś w ich stronę, gestykulowałeś.
Giorgi: To prawda. Przez pełne dziewięćdziesiąt minut czujemy ich wsparcie. Tak jest zarówno na meczach w Płocku, jak i na wyjeździe. To jest dla mnie bardzo ważne. Są z nami, jak dwunasty zawodnik i razem z nami walczą o dobry wynik. Jesteśmy jak jeden organizm. Za to ich kocham. Bez kibiców nasza praca nie miałaby sensu.
Rozmawiał i tłumaczył
Michał Łada.