
Liderzy z Białegostoku i Gdańska nie zwalniają tempa - Jagiellonia i Lechia jako jedyni wygrali swoje mecze w tej kolejce. Pozostałe sześć spotkań zakończyło się podziałem punktów.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Wisła Płock 0:0
(piątek, 23.09, 18:00)
10. kolejka rozpoczęła się w Niecieczy, gdzie po raz pierwszy na najwyższym szczeblu rozgrywek zmierzyły się Bruk-Bet Termalica i Wisła Płock. Wynik meczu już w 3’ mógł otworzyć Piotr Wlazło, ale jego strzał głową trafił w słupek. Gospodarze mogli odpowiedzieć za sprawą Vladislavsa Gutkovskisa, ale Łotysz minimalnie się pomylił. Po zmianie stron Nafciarze mieli jeszcze jedną dogodną sytuację, ale Jose Kanté trafił w poprzeczkę. W 86’ Przemysław Babiarz powinien strzelić bramkę, ale w sytuacji sam na sam z Sewerynem Kiełpinem fatalnie się pomylił i mecz ostatecznie zakończył się bezbramkowym remisem.

Wisła Kraków – Legia Warszawa 0:0
(piątek 23.09, 20:30)
Bramek nie obejrzeli również kibice w Krakowie. Wyrównany ligowy klasyk mógł zostać rozstrzygnięty na siedem minut przed końcem, kiedy Paweł Gil podyktował rzut karny za zagranie ręką w polu karnym Adama Hlouška. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Denis Popović, ale Arkadiusz Malarz zdołał obronić strzał Słoweńca i tym samym uratował mistrzom Polski punkt. Legia nie wygrała trzeciego spotkania z rzędu i z dziesięcioma punktami na koncie zajmuje 14. lokatę. Podopieczni Dariusza Wdowczyka nadal zamykają tabelę Lotto Ekstraklasy.

fot. Mateusz Kostrzewa / Facebook Legia Warszawa
Pogoń Szczecin – Górnik Łęczna 1:1
(sobota, 24.09, 15:30)
Po raz ostatni, i jak na razie jedyny, Pogoń Szczecin wygrała przed własną publicznością ponad miesiąc temu w meczu z Bruk-Bet Termalicą. Portowcom i tym razem nie udało się zdobyć kompletu punktów, choć już w 13’ Jarosław Fojut trafił w słupek. To jednak goście, dosłownie w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu gry pierwszej połowy, wyszli na prowadzenie. Z dystansu uderzył Grzegorz Bonin, a Adrian Henger popełnił błąd, odbijając piłkę przed siebie. Za akcją poszedł Bartosz Śpiączka i na raty dobił piłkę do pustej bramki. Gospodarze odpowiedzieli już pięć minut po przerwie - Ádám Gyurcsó zaabsorbował uwagę trzech obrońców, po czym wyłożył futbolówkę Rafałowi Murawskiemu. Kapitan Pogoni huknął bez przyjęcia, a piłka odbiła się jeszcze od Gersona i zmyliła Sergiusza Prusaka. Obie drużyny miały okazje do strzelenia kolejnych bramek, ale w dogodnych sytuacjach mylili się Śpiączka i Gyurcsó. Więcej bramek w Szczecinie nie padło.

fot. Andrzej Szkocki / GS24.pl
Lechia Gdańsk – Ruch Chorzów 2:1
(sobota, 24.09, 18:00)
Lechia potwierdziła swoją świetną dyspozycję i już po 13’ na Stadionie Energa prowadziła 2:0. Prowadzenie biało-zielonym w 5’ zapewnił Sławomir Peszko. Skrzydłowy przebiegł z piłką kilkanaście metrów i precyzyjnym strzałem z dwudziestu metrów pokonał Kamila Lecha. Osiem minut później rezultat podwyższył Flavio Paixao, strzałem głową wykańczając dośrodkowanie z lewej strony. Lechiści przeważali i mieli kolejne okazje do zdobycia goli, ale to goście strzelili bramkę kontaktową. W 33’ arbiter uznał, że Simeon Sławczew faulował w polu karnym Martina Konczkowskiego i podyktował jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Rafał Grodzicki. Po zmianie stron szybko mógł być remis, ale uderzenie Patryka Lipskiego z rzutu wolnego zatrzymało się na słupku. Gospodarze też mieli okazje do podwyższenia rezultatu, ale brakowało skuteczności. Gdańszczanie cieszyli się z trzeciego z rzędu zwycięstwa i statusu wicelidera rozgrywek. Podopieczni Waldemara Fornalika przegrali po raz drugi z rzędu i z jedenastoma punktami zajmują dziesiątą lokatę.

fot. Grzegorz Radtke / 058sport.pl
Zagłębie Lubin – Cracovia 1:1
(sobota, 24.09, 20:30)
Wydawało się, że po wygranej w Warszawie Zagłębie potwierdzi dobrą dyspozycję z będącą w słabszej formie Cracovią. Początek meczu należał jednak do przyjezdnych – w 13’ Szczepaniak trafił w poprzeczkę. Gospodarze odpowiedzieli minutę później – kąśliwie z dystansu uderzał Krzysztof Janus. W 24. minucie Pasy jako pierwsze straciły gola, po świetnym strzale Łukasza Janoszki. Na odpowiedź Cracovii nie trzeba było długo czekać, bo już siedem minut później fantastycznym uderzeniem popisał się Marcin Budziński, który nie dał Martinowi Polačkowi żadnych szans. W drugiej połowie tempo meczu spadło i ostatecznie ekipy podzieliły się punktami. Po dziesięciu kolejkach Zagłębie ma siedemnaście punktów i do liderów traci pięć punktów. Cracovia nie wygrała od pięciu spotkań i z dziesięcioma oczkami zajmuje jedenastą lokatę.

fot. Tomasz Folta / Facebook Zagłębie Lubin
Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:2
(niedziela, 25.09, 15:30)
Lider z Białegostoku udowadnia swoje mistrzowskie aspiracje. Jeszcze do przerwy zapowiadało się na to, że gospodarze przerwą świetną passę podopiecznych Michała Probierza. Koronę na prowadzenie w 13’ wyprowadził Miguel Palanca, wykorzystując błąd Mariana Kelemena. Jagiellonia w pierwszych 45 minutach nie grała zbyt dobrze, ale po przerwie jej gra zmieniła się diametralnie. Na tyle, że po dwóch dośrodkowaniach Piotra Tomasika bramki zdobyli Przemysław Frankowski oraz Ivan Runje i trzy punkty pojechały do stolicy Podlasia.

fot. Facebook Jagiellonia Białystok
Lech Poznań – Arka Gdynia 0:0
(niedziela, 25.09, 18:00)
Drugi niedzielny mecz 10. kolejki z trybun obserwowało niemal 40 000 kibiców. Na Inea Stadionie bramek jednak zabrakło. Lech dominował w tym meczu, ale piłkarze Kolejorza nie potrafili pokonać Konrada Jałochy. Najlepszą sytuację w 23’, po błyskawicznej kontrze, miał Szymon Pawłowski, ale jego techniczny strzał odbił się od poprzeczki. Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy Paweł Abbot mógł wyprowadzić swoją drużyną na prowadzenie, ale odbita od niego piłka minęła słupek bramki Matusa Putnockiego.

fot. Wojciech Szymański / Facebook Arka Gdynia
Piast Gliwice – Śląsk Wrocław 1:1
(poniedziałek, 26.09, 18:00)
Kolejny szalony mecz z udziałem wicemistrzów Polski. Kibice w Gliwicach co prawda przez 90 minut nie oglądali widowiska na wysokim poziomie, ale końcówka mogła zadowolić nawet najwybredniejszych fanów footballu. W całym meczu okazji do zdobycia goli było niewiele. Dobrą sytuację w 27’ miał Lasha Dvali, ale uderzył wprost w Jakuba Szmatułę. Nie lepiej w 69’ zachował się też Ryota Morioka – Japończyk w sytuacji sam na sam strzelił za lekko i bramkarz gospodarzy nie miał problemów. Emocje zaczęły się na kilkanaśie skeund przed końcem regulaminowego czasu gry. W ostatniej minucie spotkania sędzia Bartosz Frankowski podyktował rzut karny po faulu na Kamilu Bilińskim, a sam poszkodowany wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Podopieczni Mariusza Rumaka nie cieszyli się z niego jednak zbyt długo. W 94’ rozpaczliwe dośrodkowanie w pole karne wykorzystał Hebert i tym samym wicemistrzowie Polski uratowali punkt. Dzięki temu mają minimalną przewagę nad ostatnią Wisłą Kraków, a piłkarze Śląska Wrocław zajmują dziewiątą lokatę.

Facebook Piast Gliwice

grafika Ekstraklasa S.A.