O rozgrywkach IV ligi, największych rywalach Młodej Wisły atmosferze w zespole rezerw czy wyróżniającej się młodzieży rozmawialiśmy z Pawłem Gaulem, asystentem trenera II zespołu.
Ile razy wam się udało wygrać bez graczy z pierwszego zespołu?
Na trzynaście rozegranych kolejek, zawodnicy z pierwszej drużyny grali w sześciu. Wszystkie mecze oczywiście wygrali, choć z drugiej strony wcale nie było tak łatwo. Bez wzmocnień wygraliśmy z Tęczą Łyse 3:1. To jak na razie jedyne zwycięstwo. Były remisy z Czarnymi Węgrów czy Podlasiem Sokołów Podlaski. Nie jesteśmy z tego zadowoleni. Gra wygląda dobrze, ale nie przekłada się na punkty. Musimy nad tym pracować.
MKS Przasnysz był nisko w tabeli.
Ale nie przegrali jeszcze meczu u siebie. Ciężki teren. Byliśmy tam trzykrotnie. Raz udało się wygrać, 2:0, a pozostałe dwa spotkania przegraliśmy. W ubiegłym roku było gładkie 3:0 dla gospodarzy. Teraz mogli być w dołku, tydzień wcześniej przegrali aż 4:0 w Ciechanowie.
W dalszym ciągu gramy o awans?
Zdecydowanie, taki mamy postawiony cel sportowy.

Jakie są na to realne szanse? W naszej grupie są silne Pogoń Grodzisk Mazowiecki czy Błękitni Raciąż.
Z obiema ekipami już graliśmy w tej rundzie. Z Pogonią Grodzisk Mazowiecki przegraliśmy 0:2, choć z gry remis byłby sprawiedliwy. To był pierwszy mecz, z graczy z I zespołu był tylko Mikołaj Lebedyński. Szkoda tego meczu. Z Błękitnymi graliśmy wzmocnieni bodajże siedmioma piłkarzami z seniorów. Przegrywaliśmy już 0:3, ale udało się to dźwignąć i wywalczyć trzy punkty. Spośród tych dwóch drużyn, dla mnie lepsi są Błękitni Raciąż. Mocny jest Ciechanów, wysoko jest też Mazovia Mińsk Mazowiecki.
Czy któryś z chłopaków wyróżnia się na tyle, żeby w przyszłości myśleć o włączeniu do I drużyny?
Jest kilku, którzy cały czas rozwijają swoje umiejętności. Mamy nadzieję, że to zostanie zauważone przez sztab pierwszej drużyny i zostaną zaproszeni na treningi I drużyny. Nie chciałbym jednak wymieniać nazwisk. Drugi zespół opiera się na rocznikach 1994-1999, jeden jest z 2000. Odstaje fizycznie, ale daje radę pod względem umiejętności. Jest trzech „starszych” z rocznika 1994 i jeden z 1995. Młodsi się od nich uczą zachowań, ustawiania na boisku. Zespół jest młody, gra wygląda dobrze, ale trochę brakuje punktów.
W IV lidze niekiedy grają już doświadczeni zawodnicy.
To prawda. Często zdarzają się piłkarze, którzy grali kiedyś na wyższym poziomie. Są silniejsi fizycznie. Wiadomo, że 17-18-latkowie będą odstawać w tym aspekcie od starszych zawodników.
Czy w trakcie sezonu jest możliwość włączenia w kadrę rezerw wyróżniających się zawodników z młodszych roczników?
Pod nami jest zespół z roczników 1998-1999 prowadzony przez trenera Wenerskiego. Przyglądamy się im, trener Serowski chodzi na wszystkie ich mecze, ja też się staram, o ile czas pozwala. Jest kilku ciekawych chłopaków. Dla juniorów to wyróżnienie, że mogą być w kadrze rezerw. Na Puchar Polski zostało dowołanych dwóch, wystąpili w meczu w Lelicach i sprawdzili się. Będą nadal obserwowani i jeśli nadarzy się okazja, dostaną swoją szansę. W każdej chwili mogą być włączeni do naszej kadry, pod tym względem nie ma problemu. Jedyny wymóg jest taki, że zawodnik musi mieć skończone 16 lat. Rocznik 2000 urodzony w listopadzie czy grudniu musi więc jeszcze chwilę poczekać. Była kiedyś taka sytuacja z Patrykiem Szczepańskim, który aktualnie jest wypożyczony do Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. On właśnie jest z listopada, trenował z nami, ale musieliśmy czekać aż skończy 16 lat, żeby mógł być zgłoszony do rozgrywek. Od rundy wiosennej był pełnoprawnym zawodnikiem II zespołu.
Jaka atmosfera panuje w zespole?
Jak najbardziej pozytywna, choć zdarzy się taki mecz jak ten w Mińsku, gdzie jest 3:0. Nie powiem, że na remis, bo jest trójka w plecy, ale piłkarsko nie było źle. Mamy problem, kiedy pierwsi stracimy bramkę. Staramy się nad tym pracować. Często jest tak, że jak przegrywamy 1:0, to ciężko wywalczyć nawet remis.

Paweł Gaul, pierwszy z prawej
Z traceniem tych bramek nie jest tak źle. Lider dał sobie strzelić 13 bramek, a my 15.
Kilka z nich straciliśmy jeszcze, grając z piłkarzami z I zespołu, jak np. w meczu z Deltą Słupno.
Co mówią zawodnicy rezerw, kiedy nastawiają się na mecz w weekend, a gra 6-7 piłkarzy z seniorów?
Trudno to pogodzić. Zazwyczaj jest tak, że juniorzy grają w niedzielę mecz po nas, więc jeśli do nas są przesunięci zawodnicy z pierwszej drużyny, tak samo my przesuwamy do juniorów, o ile oczywiście są z odpowiedniego rocznika. Gorzej jest gdy juniorzy grają w sobotę, a my np. wyjazd mamy w niedzielę. Wtedy już nic nie zrobimy. Wszyscy jednak wiemy, że priorytetem jest I zespół i nikt się absolutnie nie obraża. Jesteśmy na to przygotowani. Chcemy też, żeby w swoim składzie pokazywali, że są w stanie gładko zdobywać trzy punkty.
Mają też możliwość obserwacji i uczenia się zachowań boiskowych, nie tylko na treningu.
Pewnie. Mając doświadczonego piłkarza z I zespołu na każdej pozycji, moglibyśmy walczyć z każdym w tej lidze. Z drugiej strony, w meczu z przedostatnią Unią Warszawa, gdzie u rywali grała praktycznie sama młodzież, długo się męczyliśmy. Dopiero pod koniec udało się strzelić szybko trzy bramki. Taka jest piłka.
To prawda. Inna sprawa, że boisko na stadionie miejskim nie jest w idealnym stanie.
Kiedy zaczynamy rozgrywki, jest super. Zaczynają się jednak zawody lekkoatletyczne, grają też Mustangi i jest jak jest. Podejmujemy rozmowy, żebyśmy grali na sztucznej murawie na Stoczniowcu. Na to zgodę musi wyrazić jednak trener Kaczmarek, bo może nie puścić swojego zawodnika na taką nawierzchnię.