Jose Kante zasilił szeregi Wisły Płock w letnim okienku transferowym i z miejsca stał się podstawowym napastnikiem Nafciarzy. Z naszą "dziwiątką" rozmawialiśmy o atmosferze w szatni, aklimatyzacji w Płocku i rywalizacji w drużynie.
Jesteś już w Polsce i Płocku trochę czasu. Zaaklimatyzowałeś się już?
Tak, jesteśmy tu szczęśliwi. Wynająłem dom, w którym teraz mieszkam z rodziną. To dla mnie ważne, że nie tylko ja sobie jestem szczęśliwy, ale też moja żona. Wszystko jest w porządku. Lubię Polskę jako kraj, a Płock jako miasto. Co prawda nie jest za duże i jeśli czegoś potrzebuję to jadę do Warszawy. Lubię góry i morze, a tu mam wszystko (śmiech).
Przyzwyczaiłeś się do pogody? Od tygodnia codziennie trenujecie w deszczu.
To prawda, pogoda daje nam trochę w kość, ale z drugiej strony nie ma tragedii. Nie ma śniegu i mrozu. Poza tym to część naszej pracy. Nie mamy prawa wyjść i narzekać na takie rzeczy.

Jak twój polski?
Rozumiem już niektóre słowa.
Więc koledzy muszą uważać, kiedy z ciebie żartują?
Powiedzmy (śmiech). Zaczynam od małych rzeczy. Polski jest bardzo trudnym językiem, zwłaszcza dla mnie jako Hiszpana. To zupełnie inna rodzina języków. Nie mam lekcji polskiego. Może wtedy byłoby łatwiej. Staram się już powoli mówić i poprawiać swoje umiejętności. To ważne nie tylko ze względu na życie w szatni, ale też chociażby wizyty z dzieckiem u pediatry.
Ludzie rozpoznają cie na ulicy? Proszą o zdjęcia czy autografy?
Rzadko. W Płocku jest cicho i spokojnie. Mamy świetnych kibiców, wszystko jest w porządku.
Jak przyjęła cie szatnia?
Atmosfera jest perfekcyjna od pierwszego dnia gdy jestem tutaj. Wszyscy gorąco mnie przyjęli – zawodnicy, trenerzy, pracownicy klubu. Wszyscy są mili i gdy tylko potrzebuję, mogę poprosić o pomoc. Jesteśmy jak mała rodzina, to bardzo ważne.
Z którym z piłkarzy masz najlepszy kontakt?
Z Giorgim. Przyszliśmy w podobnym momencie, obaj komunikujemy się po angielsku. Teraz Giorgiemu idzie trochę lepiej z polskim ode mnie (śmiech). Mówi po rosyjsku i to mu pomaga. Często wychodzimy razem, z naszymi rodzinami. Mam też dobry kontakt z Tomim, z resztą jak i całą drużyną.
Grasz na pozycji wysuniętego napastnika. Do tej pory strzeliłeś w lidze trzy bramki. Jesteś zadowolony z takich wyników?
Wiadomo, ze mogłoby być lepiej. Jestem jednak spokojny. Wiem, że w zeszłym sezonie nie strzeliłem żadnej bramki. W tym jest już postęp. Staram się robić wszystko powoli, krok po kroku i widzę, że idzie to w coraz lepszym kierunku. Nie martwię się tym.

Czy przed sezonem założyłeś sobie, ile bramek chciałbyś strzelić?
Tak, ale chciałbym zachować tę liczbę dla siebie (śmiech).
W piątek zmierzymy się z Cracovią, która swój ostatni mecz przed przerwą reprezentacyjną wygrała aż 6:0.
To nie będzie miało znaczenia. Liczy się to, co będzie w piątek. Dla nas to bardzo ważny mecz, być może jeden z najważniejszych. Chcemy wygrać i utrzymać się w górnej ósemce. Musimy walczyć, wszystko zależy od nas.
Jak oceniasz potencjał naszego zespołu?
Mamy bardzo dobrą drużynę. Potrafimy grać w piłkę i wiemy, jak chcemy to robić. To bardzo ważne. Kiedy wiemy, co chcemy zrobić z piłką, jest nam dużo łatwiej na boisku.
W ofensywie jest kilku zawodników, jednak nie wszyscy mogą na raz grać. Czy sprawia ci różnicę, kto jest twoim partnerem w ataku?
To prawda, Wisła ma z przodu bardzo ciekawą kompozycję. Dla mnie nie ma różnicy, kto akurat gra w wyjściowym składzie, bo wszyscy oferują określoną jakość. Dajemy z siebie wszystko na treningach i naprawdę nie czuć zmiany. Wiem, że aktualnie jest duża rywalizacja o pozycję nr 10. Mogę powiedzieć, że obaj zawodnicy są na wysokim poziomie. Każdy ma jakieś inne zalety. Zarówno Siergiej jak i Dimitar oferują naprawdę dużo możliwości gry w ataku. Rywalizacja jest zdrowa i pozwala nam ciągle podnosić nasze umiejętności.
