Aktualności » Mateusz Kryczka: Każdy walczy o miejsce w składzie
10-11-2016r.

O rywalizacji w zespole, atmosferze w szatni i sytuacji Wisły rozmawialiśmy z Mateuszem Kryczką - bramkarzem naszego zespołu.

 

Półmetek rozgrywek za nami. Po 15 kolejkach mamy 16 punktów. Mogło być lepiej, ale nie poddajemy się.


Mateusz Kryczka: Oczywiście. Wszyscy wiemy, że tych punktów mamy zdecydowanie za mało, bo niektórych oczek nie powinniśmy tracić. Generalnie gramy dobrą piłkę, czasami brakuje skuteczności przy strzale lub ostatniego podania. Nie ma co załamywać rąk. Jesteśmy fajną ekipą, bardzo mocno pracujemy i atmosfera jest dobra. Jasne, byłoby lepiej, gdyby punktów było więcej, ale patrzmy w przyszłość, bo to jest najważniejsze. Zostało pięć kolejek i musimy zapunktować.


Jak mówisz, do końca tego roku rozegramy jeszcze pięć spotkań z trudnymi rywalami, m.in. najbliższy mecz z Lechią.


Nie ma łatwych meczów. Ekstraklasa nie wybacza już błędów. Były mecze, gdy prowadziliśmy grę, mieliśmy swoje okazje, ale straciliśmy bramki. Najmniejsze pomyłki sprawiają, że gubimy punkty. Runda rewanżowa jest już inna. Lechia i Legia – nasi najbliżsi rywale wyjazdowi – już nas znają, wiedzą jak gramy. Jako drużyna czy też poszczególni zawodnicy mamy jednak taki potencjał, że moim zdaniem możemy wygrywać z każdym. Być może potrzebujemy przełamania, ale z drugiej strony wychodząc na boisko w ogóle o tym nie myślimy i po prostu gramy mecz. Adrenalina wpływa na nas pozytywnie. Każdy chce występować w takich meczach jak w Gdańsku czy Warszawie i dać z siebie wszystko. Po to trenujemy.


Zdaniem Mateusza Kryczki zdobędziemy punkty jeszcze w tym roku?


Zdecydowanie. Myślę, że już w Gdańsku możemy się odbić.

 


Przed sezonem doszło do zmian w sztabie szkoleniowym, m.in. trenerem bramkarzy został Andrzej Krzyształowicz. Jak układa ci się współpraca?


Bardzo dobrze. Jestem jeszcze młody i chcę się cały czas rozwijać. Nowy trener to nowa szkoła, podejście, nowy bodziec i mobilizacja do poprawy umiejętności. Trener jest bardzo profesjonalny, do każdego treningu jest przygotowany w 100%. Zajęcia są urozmaicone – możemy się tylko cieszyć, że mamy takiego trenera.


Pozycja bramkarza jest na razie niezachwiana. Numerem 1 w poprzednim sezonie był Seweryn Kiełpin, podobnie w tym. Nie odpuszczasz jednak walki o pierwszy skład.


Wychodzę z założenia, że trzeba ciężko pracować – ile dajesz od siebie, tyle zyskujesz. Jeśli ktoś poddaje się na starcie, to nic w życiu nie osiągnie. Seweryn bardzo dobrze broni. Gramy dobrą piłkę, ale Sewer daje wsparcie i pewność w tyłach. Dla bramkarza to nigdy nie jest łatwe siedzieć na ławce. Zupełnie inaczej jest, gdy się broni, ale zakasuję rękawy i próbuję napierać.


Trzeba podkreślić, że jest to pozytywna rywalizacja.


Jasne, nie ma żadnych złośliwości. Mamy dobry kontakt. Moim zdaniem poprzez dobrą atmosferę na treningu czy w szatni, możemy dać z siebie jeszcze więcej. Rywalizacja jest, bo każdemu zależy na miejscu w składzie i cały czas o nie walczy.


Do Wisły Płock dołączyłeś w trakcie poprzedniego sezonu i to aż z Finlandii.


W trakcie sezonu zostałem bez klubu - wszyscy wiemy, co się stało z Dolcanem. To był dla mnie ciężki okres, bo trudno było znaleźć coś nowego. Wylądowałem w Finlandii, ale nie byłem do końca przekonany, że to dobry kierunek. Dostałem propozycję z WIsły Płock i natychmiast się zgodziłem. Do zespołu trafiłem w czasie, gdy kontuzjowani byli Seweryn i Bartek Kaniecki, ale Sewciu wyzdrowiał i wskoczył do bramki, a ja musiałem walczyć. Dostałem szansę pod koniec, a latem rywalizacja zaczęła się od nowa.