Aktualności » Damian Piotrowski: Chciałbym pomóc na boisku
11-11-2016r.

Damian Piotrowski był jednym z kluczowych zawodników, którzy w poprzednim sezonie wywalczyli awans do Ekstraklasy. Obecne rozgrywki dla skrzydłowego są pechowe - pod koniec lipca doznał kontuzji i od tamtej pory nie pojawił się na boisku. 


Wróćmy do feralnego meczu w lipcu. Na sam koniec pierwszej połowy doznałeś urazu, na murawę wjechała nawet karetka. Co dokładnie się stało na stadionie w Mielcu?


Damian Piotrowski: 
W 45’ podkręciłem staw skokowy, bez kontaktu z przeciwnikiem. Później były badania i diagnoza. Okazało się, że kontuzja jest poważna. Kilka dni temu minęły trzy miesiące od mojego ostatniego meczu. We wtorek wróciłem do treningów, choć jeszcze odczuwam skutki urazu. Mam jednak nadzieję, że powoli wracam do żywych.

 


Często się mówi, że zawodnik kontuzjowany cierpi podwójnie. Nie dość, że odczuwa ból fizyczny, to jeszcze czuje bezsilność, bo nie może pomóc kolegom na boisku.


Żadna kontuzja nie jest miła. To moja pierwsza tak długa przerwa od… nawet nie pamiętam kiedy tak długo pauzowałem. Chyba najgorsze trzy miesiące w mojej przygodzie z piłką. Mam nadzieję, że noga już będzie dobrze funkcjonowała, chociaż najczarniejszy scenariusz zakłada konieczność operacji. Nie biorę tego pod uwagę, ale trzeba być przygotowanym na wszystkie ewentualności. Ból jeszcze odczuwam, ale to chyba normalne. Być może to też kwestia murawy, która o tej porze roku jest mokra. Na razie odbyłem pięć treningów. Wydolnościowo czuję się bardzo dobrze, przygotowywałem się do tego przez trzy tygodnie w Katowicach. Trenowałem w komorze hipoksyjnej – to zupełnie tak, jakbym trenował w górach. Wszystko teraz zależy od tego, jak noga będzie się zachowywała w kontakcie z piłką. Myślę, że niecałe dwa tygodnie wystarczą.


Zakładasz sobie jakiś konkretną datę powrotu na boisku czy działasz małymi kroczkami?


Wszystko zależy też od trenera. Wydolnościowo jestem przygotowany, żeby grać końcówki spotkań. Pytanie, jak to wyjdzie podczas treningu – jak będę się prezentował i czy trener będzie mnie potrzebował. Fajnie, że akurat jest przerwa na reprezentacje, bo mogę potrenować z zespołem. Po cichu liczyłem, że zagram jutro w meczu rezerw. Wszystko okaże się po dzisiejszym treningu. To będzie tylko sześć jednostek treningowych, więc nie będę się forsował. Trzeba dmuchać na zimne. Cieszę się, że mogę pobiegać, bo tego mi bardzo brakowało. Pozostaje nadzieja, że operacja nie będzie konieczna.


Przez ostatnie trzy miesiące z racji kontuzji nie było cie z drużyną, ale w szatni wisiała przez pewien czas nawet karteczka: poszukiwany Damian Piotrowski. Zespół czeka na twój powrót.


Jesteśmy zgraną drużyną i mamy dobrą atmosferę, pomimo tego co się działo po ostatnim meczu. Dużo osób pewnie sobie sporo dopowiada. Nie, w szatni nie dzieje, ani nie działo się nic złego. Jesteśmy kolektywem, nowi zawodnicy dostosowali się do wszystkiego. Nie ma co szukać problemów.


Cieszę się. To miłe, zwłaszcza jak ktoś jest kontuzjowany i żyje w nieco innym świecie. Psychika też cierpi. Próbowałem wracać do biegania już miesiąc temu, ale noga nie pozwoliła.

 


Jak do szatni wróci Damian Piotrowski, to atmosfera będzie jeszcze lepsza.


Mam nadzieję. Chciałbym przede wszystkim pomóc jak najszybciej na boisku. Jest jeszcze pięć spotkań i po cichu liczę, że na kilka z nich się załapię, ale to zależy już od tego czy będę zdrowy i oczywiście od trenera. Pierwszy tydzień – dwa to sprawdzian, czy nie będzie boleć. W przeciwnym razie, będzie trzeba zastanowić się nad zabiegiem.


Właśnie – bycie zdrowym to jedno. Miejsce w składzie trzeba jeszcze wywalczyć. Przed sezonem do drużyny dołączyło dwóch skrzydłowych - Giorgi Merebashvili i Vitalii Hemeha. W meczu z Arką z dobrej strony pokazał się też Arek Reca, jest Dominik Kun. Rywalizacja będzie zacięta.


Jeśli będę zdrowy i w optymalnej dyspozycji, jak w poprzednim sezonie, to jestem spokojny. Oczywiście nie o miejsce w składzie, bo to trzeba wywalczyć. Podejmuję rękawicę. Dobrze, że tacy zawodnicy są. Ktoś wypada na dłuższy czas, jak np. ja, i są zawodnicy, którzy zapewnią odpowiedni poziom. Trenuje się po to, żeby grać w pierwszym składzie i jeżeli będę zdrowy, to mogę dużo dać drużynie. Jest jeden warunek – muszę być zdrowy. Najpierw trochę potrenuję, a potem się zastanowimy. Trzy miesiące to sporo czasu, ale liczę, że do końca roku zagram. Tego bym sobie życzył.


Kibice z pewnością też. Nie mogłeś grać, ale na pewno oglądałeś mecze. Jak oceniasz jesień Wisły Płock?


Poznań był zdecydowanie najsłabszy, ale np. mecze z Arką, Górnikiem, Wisłą Kraków czy Koroną… powinniśmy mieć więcej punktów, przynajmniej o sześć. Bylibyśmy w „ósemce” i nikt by nie mówił o złej atmosferze. Najważniejsze jest to, że gramy dobrze. Jestem przekonany, że znów odpalimy. To jest Ekstraklasa, a nie I liga. Po dobrym początku z pewnością zrobiliśmy kibicom spore apetyty, ale trzeba patrzeć realnie. Wszystko będzie dobrze, tylko trzeba być cierpliwym i wytrzymać ciśnienie, a czasami brakuje nam tych cech.


Do końca roku jeszcze pięć spotkań. Rywale na rozkładzie są trudni, choć łatwych meczów nie ma. Jakie masz przewidywania?


Wszyscy są trudni, a punktów trzeba szukać wszędzie. Lechia jest w czołówce, mają bardzo dobrych zawodników, ale trzeba walczyć. Kilka punktów na pewno zdobędziemy i przed końcem roku podciągniemy się w tabeli.

 

Na to wszyscy liczymy i czekamy na twój powrót.