16. kolejka była jak na razie rekordowa, jeśli chodzi o liczbę strzelonych bramek. Kibice oglądali aż 34 trafienia! Najwięcej z nich padło w Szczecinie, gdzie Pogoń wygrała z Wisłą Kraków 6:2. Sporo bramek padło też w hicie kolejki, w którym to Legia Warszawa pokonała Jagiellonię Białystok 4:1.
Piast Gliwice – Cracovia 2:2
Piątek 18:00
Gospodarze powinni objąć prowadzenie w 3’ – po dośrodkowaniu Patrika Mraza świetnie w polu karnym odnalazł się Hebert, ale uderzył wprost w Grzegorza Sandomierskiego. Później inicjatywę przejęli goście, którzy swoją przewagę udokumentowali w 30’, a autorem trafienia był Miroslav Covilo. Dla pomocnika Pasów to już siódma bramka w tym sezonie. Podopieczni Jacka Zielińskiego mieli okazje do podwyższenia prowadzenia, ale byli nieskuteczni. Niespodziewanie w 79’ gospodarze wyrównali, a celnym uderzeniem z dystansu popisał się Gerard Badia. Goście nie rezygnowali i w doliczonym czasie gry Marcin Budziński wyprowadził co prawda Cracovię na prowadzenie, ale kilkanaście sekund przed końcem gliwiczanie jeszcze raz wyrównali. Diego faulował w polu karnym Sandro Gotala, a sam poszkodowany pokonał Sandomierskiego z jedenastu metrów. Piast jest na dwunastej pozycji, a Cracovia pozostaje jedyną drużyną bez zwycięstwa na wyjeździe.

fot. Facebook Piast Gliwice
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa 1:4
Piątek 20:30
Hit kolejki nieco zawiódł. Wojskowi od początku grali lepiej, ale bramkę strzelili dopiero na kilka minut przed końcem pierwszej części spotkania. Po błyskawicznie rozegranym rzucie rożnym precyzyjnym strzałem popisał się Guilherme i do przerwy podopieczni Jacka Magiery skromnie prowadzili. Po zmianie stron Michał Probierz skorygował skład i przyniosło to rezultat - piłkę w siatce umieścił co prawda Fedor Cernych, ale arbiter wskazał spalonego. Kilkanaście sekund później Vadis Odjidja-Ofoe podwyższył jednak na 2:0 dla Legii. Prawdziwy worek z bramkami rozwiązał się pod koniec meczu. Najpierw świetnej sytuacji sam na sam nie wykorzystał Aleksandar Prijović, ale kilkanaście sekund później Szwajcar trafił już do pustej bramki. Jagiellonia odpowiedziała trafieniem Tarasa Romańczuka, ale ostatnie słowo w tym meczu należało do Michała Kucharczyka. Po tej porażce Jagiellonia straciła pozycję lidera rozgrywek, a Legia, po czwartej wygranej z rzędu, jest tuż za podium.

Fot. Facebook Legia Warszawa
Górnik Łęczna – Ruch Chorzów 0:4
Sobota 15:30
Starcie drużyn z dna tabeli zdecydowanie dla podopiecznych Waldemara Fornalika. Już w 10’ Piotr Ćwielong wyprowadził Niebieskich na prowadzenie. Osiem minut później było 2:0 dla Ruchu, a Sergiusza Prusaka pokonał Adam Pazio. Po zmianie stron gospodarze otrzymali kolejny cios – czerwoną kartkę zobaczył Radosław Pruchnik i ostatnie pół godziny podopieczni Andrzeja Rybarskiego grali w dziesięciu. Kilkanaście sekund po wykluczeniu stopera Jarosław Niezgoda podwyższył na 3:0, a wynik w 79’ ustalił Jakub Arak. Po tej kolejce Górnicy zajmują ostatnią lokatę, zaś Ruch awansował na czternaste miejsce.

Fot. Facebook Ruch Chorzów
Pogoń Szczecin – Wisła Kraków 6:2
Sobota 18:00
Prawdziwa kanonada w Szczecinie. Po 25 minutach Wisła Kraków przegrywała z Adamem Gyurcso już 3:0. Portowcy bezlitośnie wykorzystywali nieporadność defensywy krakowian i w 34’ Mateusz Matras podwyższył na 4:0. Białej Gwieździe udało się do przerwy zmniejszyć dystans do szczecinian za sprawą Jakuba Bartosza, ale tuż po zmianie stron w 48’ fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego Ricardo Nunes strzelił piątą bramkę dla Pogoni. Trzy minuty później swoją czwartą bramkę zdobył Gyurcso i pogrom Wisły Kraków stał się faktem. Gości stać było tylko na jeszcze jedno trafienie Adama Mójty. Pogoń przerwała serię meczów bez porażki krakowian i z dorobkiem 24 punktów zajmuje szóste miejsce. Biała Gwiazda jest trzynasta.

Fot. Wiola/Pogoń Szczecin
Lechia Gdańsk – Wisła Płock 2:1
Sobota 20:30
Gdańszczanie przystępowali do meczu ze świadomością, że w przypadku wygranej awansują na fotel lidera i dopięli swego, choć spotkanie zaczęli nienajlepiej. Piotr Nowak zdecydował się na grę trójką obrońców, ale Biało-Zielonym brakowało dokładności w rozegraniu, przez co narażali się na kontrataki Nafciarzy. Po jednej z szybkich akcji goście objęli prowadzenie – fantastycznie zachował się Jose Kante, który zmylił cały blok defensywny zagraniem piętą, a Piotr Wlazło przedłużył do Giorgiego Merebashvilego. Gruzinowi nie pozostało nic innego jak pokonać Vanję Milinkovicia-Savicia. Chwilę później powinno być 2:0, ale lob Kante trafił w poprzeczkę. Gospodarze mieli mało sytuacji do strzelania bramki, a kiedy już Simeon Slavchev groźnie uderzył – na posterunku stał Seweryn Kiełpin. Po zmianie stron Lechiści zagrali nieco lepiej, ale nadal mieli problemy ze stworzeniem klarownej okazji. Aż przyszła 60’ - sprytem popisał się Jakub Wawrzyniak, który wbiegł przed Merebashvilego, a sędzia bez wahania podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Grzegorz Kuświk. W 81’ gdańszczanie objęli prowadzenie, a na listę strzelców ponownie wpisał się Kuświk i tym samym ustalił wynik meczu.

Arka Gdynia – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:3
Niedziela 15:30
Słonie przełamały swoją serię bez zwycięstwa, zaś Arka nadal nie wygrała, choć objęła prowadzenie już w 2’ meczu. Kornel Osyra faulował w polu karnym Mateusza Szwocha, a jedenastkę wykorzystał Marcus da Silva. Wyrównanie przyszło w 22’, kiedy to z dystansu uderzył Bartłomiej Babiarz. Już siedem minut później Vladislavs Gutkovskis wygrał pojedynek główkowy z Dawidem Sołdeckim i Marcinem Warcholakiem, pokonując Konrada Jałochę. Sytuacja gdynian dodatkowo skomplikowała się, gdy w 38’ za brutalny faul na Osyrze czerwoną kartkę zobaczył Miroslav Bożok. Arkowcy walczyli do końca, momentami spychając niecieczan do defensywy, ale nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie Krzysztofa Pilarza. Słonie wyprowadzały groźne kontry i jedna z nich w doliczonym czasie gry przyniosła im trzecią bramkę. Podopieczni Czesława Michniewicza obronili tym samym trzecią lokatę, a Arka nadal jest dziewiąta.

Fot. Agata Konol/Facebook Arka Gdynia SSA
Lech Poznań – Śląsk Wrocław 3:0
Niedziela 18:00
Kolejne zwycięstwo zanotowali piłkarze Kolejorza. W 15’ prowadzenie Lechitom dał Darko Jevtić. Śląsk miał jedną dobrą sytuację w pierwszej połowie, ale Ryota Morioka uderzył wprost w Matusa Putnockiego. Na kolejne bramki kibice zgromadzeni na Inea Stadionie musieli czekać aż do wejścia Marcina Robaka. W 66’ napastnik Lecha wykorzystał bierność Piotra Celebana i strzałem z 18 metrów pokonał Lubosa Kamenara. Podopieczni Mariusza Rumaka mieli swoje okazje do zdobycia gola, ale brakowało skuteczności. Dwukrotnie pudłował Sito Riera, a Mariusz Idzik trafił w słupek. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na wrocławianiach i wynik na 3:0 w 74’ z rzutu karnego ustalił Robak. Poznanianie są na piątym miejscu, a Śląsk Wrocław jest tuż nad kreską.

Fot. Facebook Lech Poznań
Korona Kielce – Zagłębie Lubin 2:1
Poniedziałek 18:00
Pierwszą kolejkę rewanżową zakończyło spotkanie Korony z Zagłębiem. Gospodarze dość niespodziewanie pokonali faworyzowanych podopiecznych Piotra Stokowca. Koroniarze powinni prowadzić od 20’, ale Konrad Forenc wygrał pojedynek sam na sam z Michałem Przybyłą. W 25’ bramkarz lubinian nie miał już jednak nic do powiedzenia. Indywidualną akcją popisał się Miguel Palanca i efektownym strzałem z narożnika pola karnego dał prowadzenie gospodarzom. W 40’ Hiszpan wykorzystał błędy w obronie gości i podwyższył na 2:0. Goście w drugiej połowie zagrali nieco lepiej, czego efektem była bramka kontaktowa Łukasza Piątka w 56’. Swoje okazje mieli kielczanie, ale wynik nie uległ już zmianie. Korona tym samym przerwała swoją serię spotkań bez zwycięstwa i jest dziesiąta. Zagłębie przegrało za to drugi mecz z rzędu i jest siódme.

Fot. Patryk Ptak/Facebook Korona Kielce

grafika Ekstraklasa S.A.