
Nafciarze przegrywali na Łazienkowskiej już 2:0, ale podopieczni Marcina Kaczmarka zdołali wyrównać i do Płocka wrócili z punktem. Po meczu rozmawialiśmy z Patrykiem Stępińskim.
- Jeśli ktoś przed meczem by mnie spytał, czy byłbym zadowolony z remisu, pewnie odpowiedziałbym, że tak. Patrząc na przebieg meczu możemy być usatysfakcjonowani, ale z drugiej strony mieliśmy szansę na 3:2. 2:2 to jednak dobry wynik. Miejmy nadzieję że będzie to bodziec, który pobudzi nas do wywalczenia 6 punktów w najbliższych meczach. Stać nas na to. Po raz kolejny pokazaliśmy, że z lepszymi przeciwnikami wygląda to lepiej, niż tymi teoretycznie słabszymi. Musimy szanować ten cenny punkt, bo zdarzało się, jak choćby w meczu z Wisłą Kraków, że dogoniliśmy rywala, ale traciliśmy bramki w ostatnich minutach.
Początek spotkania zdecydowanie należał do gospodarzy. - Pierwsze 15 minut to zdecydowana przewaga Legii. Nie mogliśmy złapać swojego rytmu. Dopiero po bramce mecz się wyrównał. Gospodarze całkowicie nas nie zdominiwali. Pokazaliśmy, że można tu przyjechać i grać w piłkę, a nie tylko wybijać i się bronić. Mieliśmy swoje sytuacje i tym razem je wykorzystaliśmy - ocenił obrońca Wisły. - Za bardzo oddaliśmy im pole. Na Łazienkowskiej nikt nie jest faworytem, nawet Real Madryt. Najważniejsze, że udało nam się wywieźć stąd korzystny wynik, zwłaszcza patrząc na przebieg meczu - mówił o przyczynach słabego początku Patryk.
Już za tydzień Nafciarze rozegrają ostatni w tym roku mecz w Płocku. Naszym przeciwnikiem będzie Ruch Chorzów. - Na pewno kolejny ciężki mecz. Gramy jednak o komplet punktów. Jedno oczko znacząco nie poprawiło naszej sytuacji w tabeli, dlatego musimy walczyć o pełną pulę. Taki będzie nasz cel. Chcemy odskoczyć od miejsca, które teraz zajmujemy. Pozycja w tabeli nas nie zadowala i na pewno zasługujemy na wyższe, jeśli spojrzymy na naszą grę. Za to jednak nie ma bonusów – trzeba strzelać bramki i wygrywać mecze - podkreślił Stępiński.
Po raz pierwszy w tym sezonie podopieczni Marcina Kaczmarka dogonili rywali z pozytywnym skutkiem. Czy taki mecz ma pozytywny wpływ na szatnię? - Drużyna jest scalona, po prostu czegoś nam brakowało. Podobnie dzisiaj, bo mogliśmy pokusić się o komplet punktów. Są powody do optymizmu. Musimy tylko wystrzegać się błędów, bo stwarzamy sytuacje do zdobycia goli. Trzeba je po prostu spokojnie wykorzystywać. Jeśli tak będzie w kolejnych meczach, na pewno będziemy wygrywać - zapewnia defensor.
Na Stadionie Wojska Polskiego Wiślaków wspierało ponad 1200 fanów. - Wielki szacunek dla kibiców. Wszyscy wiedzieli, że to dla nich jeden z najważniejszych meczów w sezonie. U siebie przegraliśmy 3:2, ale komplet widzów doskonale nas wspierał. Dziś było podobnie. Doceniamy, że są z drużyną i w trudnym momencie nam pomagają, a nie dorzucają kolejnych zmartwień - zakończył.