
Kamil Sylwestrzak w meczu przeciwko Legii wszedł na boisko w drugiej połowie i już 10 minut później strzelił wyrównującą bramkę. Gol na Łazienkowskiej był zarazem pierwszym w barwach Wisły.
- Pierwszą bramkę dla Wisły mogłem strzelić dużo wcześniej, bo miałem sytuacje, których nie zwykłem marnować w poprzednich sezonach. Przeżywałem to bardzo, dlatego cieszę się, że wreszcie się udało. Tym bardziej, że było to Łazienkowskiej, a moja bramka dała nam punkt. Jestem zadowolony, choć z miejsca w tabeli już mniej.
Jeszcze 30 minut przed końcem Nafciarze przegrywali i wydawało się, że Legia będzie triumfowała w kolejnych derbach Mazowsza. - Na spokojnie pewnie powiemy, że wywozimy cenny remis. Wiemy, jaką siłę ma Legia. Na gorąco chyba każdy z nas jednak żałował. Mieliśmy znakomitą sytuację, żeby przechylić szalę w całości na naszą stronę - ocenił na gorąco Kamil.
W ostatnich meczach Wojskowi wysoko wygrywali z Jagiellonią i Śląskiem. Czy wyniki rywali robiły wrażenie na naszych zawodnikach? - Na mnie nie. Wszystkich trzeba szanować, ale uważam, że każdy może wygrać z każdym. Legia jest czołowym zespołem. Trzeba podchodzić z respektem, ale bez bojaźni. Dobrą organizacją gry, agresją i wiarą w siebie możemy wygrać z każdym. Tym bardziej, że mamy bardzo, bardzo dobry zespół - podkreślił Sylwestrzak.
W ostatnich sekundach płocczanie mieli doskonałą okazję na trzecią bramkę. - Tu można wygrywać. Nie byliśmy faworytem, ale mieliśmy piłkę meczową. Gdybyśmy ją wykorzystali, nikt by nie mógł powiedzieć, że zwyciężyliśmy niezasłużenie. Czy to będzie punkt zwrotny? Myślę, że tak. Dorobek punktowy i miejsce w tabeli nie są adekwatne do tego jak silny jest nasz zespół. Zdajemy sobie z tego sprawę, bo jesteśmy ambitnymi ludźmi. Nie jestem prorokiem, nie lubię gdybania, ale myślę, że teraz się odbijemy - zakończył obrońca.