Aktualności » 2016 - Przeżyjmy to jeszcze raz!
31-12-2016r.

Każdy nowy rok budzi w nas nowe nadzieje – szczególnie jeśli poprzedni kończy się tak udanie. Czas pokazał, że również 2016 rok śmiało możemy wspomnieć z szerokim uśmiechem na twarzy. Przeżyjmy to jeszcze raz!


 

Rok 2015 Wisła Płock kończyła na pozycji lidera I ligi. Nic więc dziwnego, że całe płockie środowisko piłkarskie miało apetyt na jeszcze więcej. Nikt nie mógł się doczekać tego, czy najbliższe kilka miesięcy przyniesie upragniony awans do ekstraklasy. 

 

 

 

Wzmocniona kilkoma piłkarzami drużyna wyjechała w zimę na dwa obozy. Najpierw piłkarze pracowali nad siłą i wytrzymałością w ośrodku w Cetniewie. W  lutym Nafciarze udali się już do Turcji, gdzie przeciwnikami były niezłe zagraniczne zespoły. Po powrocie Maksymilian Rogalski, Bartłomiej Sielewski oraz Marcin Kaczmarek spotkali się z kibicami naszego klubu, co jeszcze bardziej pokazało jak wielka mobilizacja na tę rundę panuje po obydwu stronach.

 

 

W końcu nadeszła runda rewanżowa sezonu 2015/2016. Piłkarze spisali się znakomicie i na początku marca gładko pokonali MKS Kluczbork 3:0. Przełamaliśmy tym samym istną inauguracyjną klątwę, bowiem od kilku rund nie potrafiliśmy wygrać pierwszego spotkania na wiosnę. W międzyczasie pierwsze od lat powołanie do głównej młodzieżowej reprezentacji Polski otrzymał zawodnik Wisły Płock. Był nim Arkadiusz Reca. Zresztą cały marzec był dla nas udany. Nie przegraliśmy żadnego z czterech meczów, a tylko jeden zremisowaliśmy.

 

 

W kwietniu znów nie zaznaliśmy goryczy porażki, jednak na pięć spotkań aż trzy zremisowaliśmy. Wciąż jednak w kapitalnej dyspozycji znajdowała się nasza defensywa. - Trener zawsze nas uczula, że broni cały zespół - począwszy od tego najbardziej wysuniętego, a kończąc na mnie. Każdy wie, co ma robić na boisku – mówił wówczas na ten temat Seweryn Kiełpin. Swoją drogą w tym miesiącu zanotowano pierwsze efekty sprzedaży kultowego już napoju w Płocku – Wisła Energy Drink. Notowania pokazały, że wprowadzenie tego napoju okazało się strzałem w dziesiątkę. Na stadionie utworzono również fotograficzną galerię sław zawodników Wisły.

 

 

W końcu nadszedł prawdopodobnie najważniejszy miesiąc w ciągu ostatnich kilku lat klubu - maj. I miesiąc ten zaczął się dość pechowo. Nie dość, że najpierw okazało się iż do końca sezonu nie będzie mógł zagrać Damian Byrtek, to przegraliśmy dwa następne mecze (rozdzielone walkowerem za Dolcan Ząbki). - My jesteśmy najważniejsi. My prowadzimy, a to oni muszą nas gonić. Trzeba zachować chłodne głowy i nie panikować. Będzie dobrze! – powiedział po pierwszej przegranej Damian Piotrowski. Niewiele było osób które podzielały jego entuzjazm…

 

 

W kalendarzu pojawiła się data 20 maja. Całe miasto zostało ozdobione niebiesko-biało-niebieskimi flagami. Na tylnych szybach samochodów pojawiło się wiele naklejek promujących historyczny mecz, a do lusterek przyczepiane były niebieskie balony. Zawodnicy z kolei osobiście zapraszali na to spotkanie wszystkich płocczan - wizytując zarówno Galerię Mazovia, jak i na Stary Rynek. Na spotkanie, które w razie wygranej mogło zapewnić nam awans do wymarzonej ekstraklasy.  Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że to może być wielki dzień. I był! Począwszy od kapitalnego przemarszu kibiców przez całe miasto, aż do samego meczu. Gdy w 17. minucie meczu niezawodny w tamtym sezonie Damian Piotrowski wyprowadził nas na prowadzenie, w oczach wielu osób pojawiły się prawdziwe iskry. A im dalej w las... tym więcej bramek! 52. minuta? 2:0 i salto Arkadiusza Recy. Dziesięć minut później? 3:0 i nożyce Piotra Wlazło! 2 minuty później? 4:0 i po raz drugi Reca! Dzieła zniszczenia dopełnił jeszcze Mikołaj Lebedyński. Awans stał się faktem, a połowie (rekordowej jak na naszą pierwszoligową frekwencję) publiczności pojawiły się w oczach łzy. I po wielu latach były to łzy szczęścia. Gdy wystrzelono konfetti, korki od szampanów, a w górę powędrował podrzucany przez podopiecznych Marcin Kaczmarek, w końcu stało się jasne - Wisła Płock zapewniła sobie awans do ekstraklasy!

 

 

Tego dnia miasto długo nie mogło zasnąć, bowiem zaraz po meczu i ogromnej euforii klub udał się specjalnie wynajętym piętrowym autokarem na Stary Rynek, gdzie miejsce miała wielka feta, o której głośno było w całej piłkarskiej Polsce. Śpiewy, tańce, race, przemowy prezydenta, prezesa, trenera. Nikt nie mógł ukryć wzruszenia i szczęścia. W całym przypływie entuzjazmu naprawdę na palcach jednej ręki można było policzyć osoby, które zwróciły w ogóle jeszcze uwagę na tylko jeden zdobyty punkt w dwóch ostatnich meczach sezonu.

 

 

Przerwa między rozgrywkami była krótka, ale działo się naprawdę sporo. Pierwszą informacją był fakt, że firma Bud Mat została pierwszą od kilku lat firmą, która będzie się reklamować na przodzie wiślackiej koszulki jako sponsor główny. Szybko rozpoczęto również roszady w składzie, które są nieodłącznym elementem praktycznie każdej międzysezonowej przerwy. Wielkim hitem, który zatrząsnął całą społecznością polskiej piłki nożnej, okazało się wypożyczenie do końca sezonu Dominika Furmana z francuskiej Tuluzy– Plan jest taki, żeby dobrze grać w piłkę i żeby Wisła Płock w nią dobrze grała, aby być na jak najwyższym miejscu w nadchodzącym sezonie. Ja? Tak jak powiedziałem na początku. Chcę być liderem tej drużyny, dać od siebie jak najwięcej. Jak to wyjdzie wszystko, to się dowiemy za kilka miesięcy – mówił zaraz po transferze świeżo upieczony Nafciarz. Dwa dni później Polskę obiegła kolejna transferowa nowinka, bowiem kontrakt z nami podpisał dotychczasowy kapitan Korony Kielce – Kamil Sylwestrzak. W czerwcu dołączył do nas jeszcze Tomislav Bożić, zaś Arkadiusz Reca został przez kibiców uznany za najlepszego zawodnika pierwszoligowego sezonu. Rozegraliśmy także pierwszy sparing – z Lechem Poznań.

 

 

Tuż przed startem ekstraklasy sponsorem Wisły z powrotem został PKN Orlen, reklamując się tym samym na przodzie naszych koszulek logiem klubu Vitay. Oprócz tego, dołączyło do nas jeszcze czterech zawodników: Giorgi Merebashvili, Vitaliy Gemega, Jose Kante oraz Sergey Krivets. W końcu, 15 lipca, Wisła Płock podejmowała u siebie Lechię Gdańsk, inaugurując tym samym rozgrywki 2016/2017 na najwyższym szczeblu. Na stadionie pojawiło się blisko 9 000 widzów, lecz mecz nie zaczął się szczęśliwie. Po 15 minutach przegrywaliśmy 0:1. Nafciarze jednak się nie załamali i najpierw straty odrobił po rzucie rożnym Przemysław Szymiński, a następnie do asysty efektowną bramkę z rzutu karnego dołożył Furman. Jak się witać po przerwie z ekstraklasą, to właśnie tak! - Fajny wynik, inauguracja u siebie z trzema punktami. Tym bardziej, że z mocną drużyną, jaką jest Lechia. Dodałbym jeszcze do tego, że przegrywaliśmy, a niełatwo się podnieść. Pokazaliśmy charakter, wolę walki, walczyliśmy do końca – powiedział wiadomy bohater meczu i całej kolejki.  Warto dodać, że w popularnym Turbokozaku płoccy fani w końcu doczekali się swojego przedstawiciela. Pamiętacie jak poradził sobie wtedy Arek Reca?

 

 

Wracając do ligi, mimo dobrej gry nie udało się wygrać trzech kolejnych meczów – najpierw z Piastem Gliwice, a następnie z Legią Warszawa i Ruchem Chorzów. Żal szczególnie przegranej ze stołecznym klubem, bowiem niesieni genialną atmosferą na trybunach (pojawiło się około 10 000 kibiców!) Nafciarze prowadzili już 2:0, a ostatecznie przegrali 2:3. Kolejny miesiąc to spory rollercoaster, gdyż najpierw wygraliśmy ze znakomicie grającą Jagiellonią, by następnie bezbarwnie zremisować ze Śląskiem Wrocław oraz na koniec przegrać z Koroną Kielce. - Mamy dwa tygodnie żeby popracować fizycznie i taktycznie, żeby dobrze się przygotować. Ten czas pozwoli nam też dobrze przygotować się też do kolejnych spotkań. Z meczu na meczu chcemy zdobywać coraz więcej punktów – mówił przed przerwą na reprezentacje Patryk Stępiński.

 

 

Warto dodać, że podczas tego okresu w koszulce z orzełkiem na piersi zadebiutował Arek Reca. Generalnie przerwa ewidentnie nam posłużyła, bowiem w dwóch ważnych starciach zaliczyliśmy komplet sześciu punktów. W arcyciekawym meczu Wisła spotkała się z Zagłębiem Lubin i zwyciężyła 2:1. - Takie spotkania pokazują, że ekstraklasa jest bardzo wyrównana i każdy może wygrać z każdym. Z Pogonią znowu będzie ciężki mecz, jednak chcemy zgarnąć kolejne trzy punkty. Jak dotąd wygrywaliśmy z drużynami, które walczą o mistrzostwo – tak po tym spotkaniu wypowiedział się Dimitar Iliev. I miał rację, bowiem kolejny pojedynek też wygraliśmy, a dwa gole zdobył Jose Kante. Z kolejnym dawnym znajomym z I ligi, czyli zespołem Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, również nie przegraliśmy, a podzieliliśmy się punktami.

 

 

Gorycz porażki zaznaliśmy dopiero z Wisłą Kraków, kiedy to w dramatycznych okolicznościach w ostatnich sekundach spotkania straciliśmy u siebie bramkę na 2:3. Był to początek czarnej serii naszego zespołu po reprezentacyjnej przerwie, którą debiutem w kadrze okrasił Przemek Szymiński. W następnej kolejce ulegliśmy Cracovii 1:0, mimo że w pierwszej połowie sędzia podyktował dla nas rzut karny. Następny szalony mecz to pojedynek przy Ł34 z Górnikiem Łęczna. Wszystkie trzy bramki meczu padły w ciągu ostatnich trzech minut. Niestety dwie z nich należały do gości – w tym samobójcza Seweryna Kiełpina - Jesteśmy tylko ludźmi i takie rzeczy się zdarzają. Dziś to dotknęło Seweryna, który wcześniej bronił doskonale. Za tydzień jest kolejny mecz i jak zawsze walczymy o trzy punkty. Każdy mecz jest do wygrania – stwierdził po meczu trener bramkarzy Andrzej Krzyształowicz. W zamykającym październik spotkaniu ulegliśmy z kolei po słabych 90 minutach Lechowi Poznań, który zaaplikował nam dwa gole. My nie byliśmy w stanie odpowiedzieć żadnym.

 

 

Znacznie lepiej spisaliśmy się w meczu z Arką Gdynia, lecz także wtedy nie zdobyliśmy kompletu punktów. Remis nas zdecydowanie nie zadowalał. W rewanżowym meczu z Lechią nie zdołaliśmy jednak zdobyć nawet oczka. Warto dodać, że przed tym spotkaniem w reprezentacji Gwinei zadebiutował Jose Kante. Wracając do spotkania, za sprawą gola Giorgiego Merebashviliego prowadziliśmy po pół godzinie gry 0:1. Ostatecznie straciliśmy jeszcze dwie bramki nie strzelając już niestety żadnej. Początek procesu odwracania karty miał miejsce od meczu z Piastem Gliwice. Był to debiut w ekstraklasie naszego znakomitego wychowanka – Bartłomieja Sielewskiego. - Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Chciałbym z tego miejsca podziękować kibicom za to, jak mnie przyjęli w meczu. Chwała im za to, że zawsze są z nami, na dobre i na złe. Mecz, podobnie jak starcie z Arką, zakończył się bezbramkowym remisem. - Uważam, że moi piłkarze, którzy są w bardzo trudnej sytuacji, zostawiają mi mnóstwo wiary, że to się odmieni. Mam na myśli bardzo dużą determinację w tej trudnej sytuacji psychicznej i dążenie do tego, by jednak przełamać tę ośmiomeczową passę bez zwycięstwa. Jestem przekonany, że to się w końcu uda – mówił na pomeczowej konferencji pełen nadziei Marcin Kaczmarek.

 

 

Bardzo cenny punkt zdobyliśmy także z będącą już w niesamowitym gazie Legią Warszawa. Nasza drużyna, przy ogromnym wsparciu płockich kibiców, którzy do stolicy pojechali w liczbie ponad tysiąca osób, przegrywała na początku już 2:0. Wtedy jednak Wisła pokazała jaki drzemie w niej charakter i potencjał. Sygnał do odrabiania strat dał po godzinie gry Dominik Furman, a pod koniec meczu do remisu doprowadził Kamil Sylwestrzak. - Czy to będzie punkt zwrotny? Myślę, że tak. Dorobek punktowy i miejsce w tabeli nie są adekwatne do tego jak silny jest nasz zespół. Zdajemy sobie z tego sprawę, bo jesteśmy ambitnymi ludźmi. Nie jestem prorokiem, nie lubię gdybania, ale myślę, że teraz się odbijemy – skomentował mecz Sylwestrzak i… miał rację!

 

 

Po meczu z Legią nadszedł czas na domowe spotkanie z Ruchem Chorzów. Istne szaleństwo! Wlazło na 1:0? Niezgoda wyrównuje. Reca na 2:1? Lipski wyrównuje. A w drugiej połowie... 2:3 dla Ruchu. Co się działo później? Na 20 minut przed końcem meczu rzut karny podyktowany na Krivetsie na bramkę zamienił Piotr Wlazło i zdobywając swoją drugą bramkę doprowadził do wyrównania. Ale to nic! Gdy w 78. minucie odebrał piłkę na środku boiska, chyba nikt nie spodziewał się tego co zrobił. Belo spojrzał tylko w stronę bramkarza i absolutnie genialnym lobem przerzucił nad nim piłkę z ponad 50 metrów! Bramka kolejki? Jesieni? Sezonu? Najważniejsze, że na wagę bezcennych w naszej sytuacji trzech punktów. – Zapewne każdy zdaje sobie sprawę, jak ważne są dla nas te trzy punkty. Jeśli było słychać takie tąpnięcie, to prawdopodobnie kamienie pospadały z naszych serc! – podsumował krótko Marcin Kaczmarek.

 

 

Jesienną część ekstraklasowego sezonu zakończyliśmy spotkaniem z Jagiellonią Białystok. Bardzo ciekawy jest fakt, że oba spotkania z liderem ligi zakończyły się… zwycięstwem Wisły! Kolejną bramkę w lidze strzelił Piotr Wlazło, ale po przerwie stan meczu wyrównał Fedor Cernych. W doliczonym czasie gry sprawę w swoje ręce wziął jednak Kamil Sylwestrzak i znów uratował nam punkty – tym razem zwycięskie.

 

 

Nie da się ukryć, że ten rok był dla naszego klubu naprawdę wspaniały i aż zwyczajnie żal, że się kończy. Skoro jednak od kilku lat rok w rok jest coraz lepiej, to...

 

Dziękujemy Wam wszystkim za niesamowite wsparcie, jakie gwarantowaliście Wiśle przez ostatnie dwanaście miesięcy. Nie bez powodu piłkarze na każdym kroku powtarzają jak jest to dla nich ważne. 2016 chyba naprawdę pokazał, że niesieni dopingiem są zdolni do wielkich rzeczy.

 

Do zobaczenia w 2017!