Aktualności » Wiślacki Wehikuł Czasu #14
13-01-2017r.

Plebiscyt na najładniejszą bramkę zdobytą przez piłkarzy Wisły w rundzie jesiennej rozstrzygnięty. Wynik nie może być dla nikogo niespodzianką, bowiem trafienie Piotrka Wlazło z ponad 50 metrów w meczu z Ruchem Chorzów byłoby żelaznym kandydatem do zwycięstwa w każdym plebiscycie. Gratulując naszemu rozgrywającemu triumfu w głosowaniu, spróbujemy w tym odcinku „Wehikułu” przypomnieć efektowne i ważne bramki zdobywane przez Nafciarzy w przeszłości.

 

Rafał Siadaczka - fot. W. Sierakowski

Autorem historycznego gola dla płocczan w piłkarskiej elicie był Rafał Siadaczka. Nasz najlepszy w sezonie 1994/95 strzelec, premierowe trafienie zaliczył w 86 minucie meczu z ŁKS-em. Już w doliczonym czasie ten sam zawodnik zdobył drugą, dającą remis 2:2 bramkę. I chociaż to drugi gol zapewnił naszej ekipie punkt, do historii przejdzie oczywiście ten wcześniejszy.

 

Postanowiliśmy wyróżnić jeszcze dwa trafienia z tamtego debiutanckiego sezonu. Obydwa zdobyte przez wychowanków. Najpierw w starciu z Górnikiem Zabrze dosłownie z linii końcowej gola zdobył Bogusław Pachelski i to w ostatniej minucie meczu, a później bezpośrednio z rzutu rożnego do siatki Rakowa Częstochowa piłkę skierował Adam Majewski, uderzając piłkę zewnętrznym podbiciem.

 

Paweł Miąszkiewicz - fot. W. Sierakowski

Umiejętnością zdobywania efektownych bramek imponował Paweł Miąszkiewicz. W sezonie 1997/98 był nawet naszym najskuteczniejszym strzelcem, chociaż występował w drugiej linii. Na jego dorobek złożyły się głównie trafienia z rzutów karnych i wolnych. Na szczególne wyróżnienie zasługuje gol strzelony Pogoni Szczecin. W końcówce spotkania, przy stanie 0:0, Paweł zdecydował się na uderzenie z około 40 metrów. W powodzenie strzału wierzył pewnie tylko on sam, ale za chwilę cały stadion oszalał ze szczęścia. No może z wyjątkiem gości ze Szczecina. Do tego wyjątkowego gola „Miącho” dorzucił jeszcze kilka innych, również efektownych. Dla przykładu bramkarz Lecha Poznań Robert Mioduszewski dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki po strzałach Miąszkiewicza. W obu przypadkach futbolówka przed przekroczeniem linii bramkowej odbijała się jeszcze od poprzeczki. Wydawać by się mogło, że o gole z rzutów wolnych jest łatwiej niż o trafienia z akcji. Jednak o skali trudności takich uderzeń najlepiej świadczy fakt, że dzisiaj w całej naszej lidze ciężko wskazać choćby jednego specjalistę od skutecznych strzałów ze stałych fragmentów gry. Paweł był w tej dziedzinie ekspertem.  

 

Paweł Sobczak - fot. W. Sierakowski

Predyspozycje do regularnego strzelania wyjątkowych bramek miał z pewnością kolejny nasz wychowanek Paweł Sobczak. Najładniejsze w karierze, oczywiście w subiektywnej ocenie, trafienie zaliczył jednak nie jako zawodnik Wisły, a młodzieżowej reprezentacji Polski. Dobrze, że chociaż na naszym stadionie. W eliminacjach Młodzieżowych Mistrzostw Europy 2000 podejmowaliśmy w Płocku Anglię, której barw bronili między innymi tacy piłkarze jak Steven Gerrard, czy Frank Lampard. Jednak bohaterem meczu okazał się płocczanin Paweł Sobczak, który bramkarza rywali pokonał strzałem praktycznie z bocznej linii i z odległości około 40 metrów, walnie przyczyniając się do zwycięstwa nad dumnymi Anglikami 3:1. Szkoda, że jego kariera nie rozwinęła się tak jak wymienionych powyżej rywali. W barwach Wisły Paweł również zaliczył godne uwagi trafienie. Na inaugurację sezonu 2006/07 zdjął pajęczynę z bramki poznańskiego Lecha po efektownym woleju. Szkoda, że ten cudowny gol nie dał nawet punktu, bowiem to spotkanie ostatecznie przegraliśmy 2:3.

 

Jarosław Krupski - fot. W. Sierakowski

Nieco złamaliśmy chronologię wydarzeń, ale w naszym cyklu nie jest ona obowiązkowa, więc teraz dla odmiany cofniemy się do roku 1999. Wisła po kolejnym awansie do elity tradycyjnie miała poważne kłopoty w meczach wyjazdowych. Aż do ósmej kolejki, w której zagraliśmy w Wodzisławiu z Odrą, gdzie w roli trenera Nafciarzy debiutował Adam Topolski. Lepszego startu w nowym klubie nie mógł sobie wymarzyć, bowiem jego podopieczni przywieźli wygraną 2:1. Na szczególną uwagę zasłużył drugi gol dla gości. Co prawda takich strzałów jak Waldemara Adamczyka kibice widzieli tysiące, ale za to asysta… Rzadko zdarza się by punkt za asystę zdobył bramkarz. Takim wyczynem popisał się Jarosław Krupski. Po udanej interwencji postanowił długim wykopem uruchomić wychodzącego na wole pole Adamczyka. Zagrał idealnie, napastnikowi wystarczyło uciec Piotrowi Jegorowi i wykorzystać sytuację sam na sam z bramkarzem Odry. Trudno nam wskazać inną bramkę Wisły w ekstraklasie po asyście golkipera.

 

Ireneusz Jeleń - fot. W. Sierakowski

Opisany powyżej rajd Adamczyka zakończył się bramką, ale oczywiście prawdziwym specjalistą od solowych rajdów był najlepszy w ekstraklasie strzelec Wisły Ireneusz Jeleń. Wprawdzie w bramkowym dorobku Irka ciężko znaleźć bombę w okienko z 30 metrów, ale gole po indywidualnych, szybkościowych akcjach jak najbardziej. Na wyróżnienie zasługuje z pewnością trafienie z wyjazdowego meczu z Polonią Warszawa w kwietniu 2005 roku. Przy stanie 2:1 dla Wisły przechwyciliśmy piłkę, a kontratak zaczął się od zagrania do Irka. Jeleń, bez przyjęcia zagrał piłkę piętą nad obok wychodzącego bramkarza Polonii obrońcą Polonii i mając przed sobą zaledwie jednego obrońcę przytomnym strzałem w stylu Thierry’ego Henry trafił do siatki. Ale w tym meczu prawdziwym blaskiem zalśnił inny nasz zawodnik, rzadko angażujący się w akcje ofensywne. Po jednej z udanych interwencji środkowy obrońca Mitar Peković nie znalazł partnera do podania. Zdecydował się więc na drybling. Skoro udało się minąć jednego przeciwnika, postanowił kiwnąć drugiego. Znowu skutecznie. Trzeci obrońca po prostu odbił się od Pekovicia. Bramkarza Polonii Mitar minął już ostatkiem sił i przewracając się oddał strzał do pustej bramki. Dobrze, że dystans był niewielki, bowiem piłka ledwo dotoczyła się do siatki, a wykończony Peko padł na murawę. Zerwał się jednak szybko i popędził do świętujących kibiców Wisły. Rywale komentowali po grze, że 100 kilogramów żywej wagi przejechało się po nich jak czołg. Tą akcją Peković przyćmił nawet indywidualne popisy Jelenia.

 

Mitar Peković - fot. W. Sierakowski

We wspomnieniach nie sposób pominąć innego kluczowego gracza poprzedniej dekady. Wyjątkowo skutecznym, szczególnie uwzględniając pozycję środkowego defensywnego pomocnika, graczem był Dariusz Gęsior. Łącznie dla wszystkich swoich klubów zdobył 73 gole, z czego 15 dla Wisełki. Dwa z nich w najlepszym meczu jaki kiedykolwiek mogliśmy oglądać przy Łukasiewicza 34. 10 kwietnia 2004 do Płocka przyjechał główny kandydat do mistrzostwa Polski Wisła Kraków. I zaczęła od szybkiego prowadzenia. Później jednak byliśmy świadkami Jeleń i Gęsior show. Dwa gole Jelonka i dwa Gąski wyprowadziły nas na wysokie prowadzenie, którego jednak do końca meczu nie utrzymaliśmy. Najbardziej efektowne było trafienie Darka na 3:1. Po akcji prawą stroną piłkę do nadbiegającego Gęsiora wycofał Vahan Gevorgyan. Nasz rozgrywający zdecydował się na uderzenie bez przyjęcia i trafił perfekcyjnie. Piłka wpadła w prawy górny róg bramki Radosława Majdana, a telewizyjny komentator stwierdził, że „takie gole ogląda się raz na kilka lat”. Nic dodać, nic ująć.  

 

Dariusz Gęsior - fot. W. Sierakowski

 

Mamy świadomość, że nie przypomnieliśmy wszystkich pięknych goli zdobytych przez Wisłę w historii jej występów w najwyższej lidze. Autorów tych pominiętych serdecznie przepraszamy, ale wybór, jak zaznaczyliśmy wcześniej, był subiektywny.