
Po raz pierwszy pod wodzą naszego obecnego szkoleniowca Wisła wyjechała do Władysławowa w 2013 roku. Późniejszym efektem ciężkiej zimowej pracy był awans drużyny do pierwszej ligi.
Rok później nadmorski ośrodek przygotowań olimpijskich odwiedziliśmy ponownie. Skutek? Najwyższa spośród beniaminków pozycja w pierwszej lidze. Wyjazdu do Cetniewa zaniechaliśmy w styczniu 2015 i rywalizację o ekstraklasę przegraliśmy na finiszu z Zagłębiem Lubin i Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. Przed dwunastoma miesiącami ponownie odwiedziliśmy COS i niedługo później świętowaliśmy awans do ekstraklasy. Wygląda na to, że wyjazdy nad Bałtyk są dla Wisły wyjątkowo szczęśliwe.
Jednak to nie szczęście, a względy merytoryczne decydują o wyborze Cetniewa na miejsce zimowych przygotowań Wisły. - Centralny Ośrodek Sportu oferuje nam optymalne warunki w pierwszej fazie przygotowań do rundy wiosennej. Dobre wyniki, które osiągamy po wizycie nad morzem, tylko to potwierdzają. O żadnym zabobonie nie może być mowy, ale gdyby rzeczywiście działały tu siły nadprzyrodzone, to możemy do Cetniewa jeździć aż awansujemy do Ligi Mistrzów – zażartował na temat cudownej mocy COS-u trener Marcin Kaczmarek.
Oprócz znakomitych warunków do pracy oferowanych przez Ośrodek Przygotowań Olimpijskich ważna jest atmosfera tworzona przez gospodarzy - Dobrze się tutaj czujemy. Wprawdzie nie przyjeżdżamy nad morze odpocząć, tylko do naprawdę ciężkiej pracy, ale dzięki staraniom obsługi rzeczywiście czujemy się ważnymi gośćmi ośrodka, co tym bardziej zachęca nas do wysiłku i regularnych powrotów – dodał opiekun Wisły.
Kwestia potencjalnego zbawczego wpływu Cetniewa na formę Wisły pozostanie raczej nierozstrzygnięta, ale nie mamy nic przeciwko zachowaniu reguły, w myśl której zawsze po wyjeździe nad Bałtyk nasi piłkarze są w znakomitej formie i osiągają bardzo dobre wyniki.