Aktualności » Tomislav Božić: Bez rodziny będzie ciężko, ale damy radę
18-01-2017r.

Była Bułgaria i Dimitar Iliev, więc musi być też Chorwacja i Tomislav Božić. Obrońca Nafciarzy porównuje ilość śniegu w Polsce i Chorwacji, zdradza w jaki sposób komunikuje się podczas rozłąki z rodziną i opisuje, co jego zdaniem oznaczają zakwasy. Zapraszamy do lektury.

 

 

Zero stopni, delikatne słońce. Na warunki pogodowe podczas obozu chyba nie możecie narzekać.


Tomislav Božić: Zgadza się. Póki co pogada jest słoneczna. Jak się trenuje w promieniach słońca, to jest nawet ciepło. Poza tym jest tu mnóstwo śniegu. Ale gdybym miał porównywać do warunków pogodowych w Chorwacji, to w Polsce jest dużo lepiej.

 


Czyli podobnie jak w Bułgarii. Dimitar Iliev w rozmowie z nami wspominał, że spadło ponad pół metra śniegu, co jest traktowane jako coś niespotykanego.


W Chorwacji jest teraz taka pogoda, że szkoda gadać. Wyobraźmy sobie co musi się dziać, skoro są zamykane nawet drogi. Nie wiem czy słyszeliście o tym w mediach. Całe Bałkany są zasypane śniegiem. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że obecnie warunki są zdecydowanie lepsze w Polsce, a to zdarza się bardzo rzadko (śmiech).

 

Warunki pogodowe w Chorwacji


Za sobą macie już popularne „siodełko” i kilkanaście innych jednostek treningowych. Ale widzę, że dajecie radę.


Wszyscy jesteśmy uśmiechnięci, więc może dlatego nie widać po nas zmęczenia. Ale zapewniam, że każdy z nas ma zakwasy. A to oczywiście znaczy, że musi być bardzo dobrze. Po to trenujemy ciężko, żeby czuć te bolące nogi. Po każdym zawodniku widać, że daje z siebie maksimum, że każdemu zależy, by przygotować się jak najlepiej. Następna połowa sezonu musi być lepsza, niż ta pierwsza.
 

 

Czyli nic, tylko skupić się na treningach. Chociaż tęsknota za rodziną zapewne doskwiera.


Żona została w Płocku z synem, ale jesteśmy w ciągłym kontakcie poprzez Skype. Teraz można się ze sobą komunikować z każdego miejsca na świecie. Oni wiedzą co słychać u nas w Cetniewie, ja jestem też informowany co dzieje się u nich w Płocku. Oczywiście nigdy nie zastąpi to obcowania z nimi. Zaciskamy zęby i skupiamy się dlatego tylko na pracy.

 


Na dodatek za chwilę czeka was kolejna, jeszcze dłuższa rozłąka.


Kilka dni w Cetniewie, potem trzy dni w Płocku. A następnie lecimy na dwunastodniowy obóz na Cypr. To jest normalne, tak wygląda praca piłkarza. Bez rodziny będzie ciężko, ale damy radę.