Aktualności » Wiślacki Wehikuł Czasu #15
18-01-2017r.

Inauguracja rundy wiosennej zbliża się wielkimi krokami. Od pierwszego wiosennego spotkania dzieli nas niecały miesiąc. Zanim jednak piłkarze LOTTO EKSTRAKLASY pojawią się na boiskach, czeka ich jeszcze sporo ciężkiej pracy, a nas kibiców pełne napięcia oczekiwanie. Przyspieszyć rozpoczęcia rundy nie możemy, ale za to z przyjemnością przypomnimy mecze Wisły, które rozpoczynały wiosenną część rozgrywek ligowych.

 

 

Spore nadzieje wiązaliśmy z inauguracją wiosny 1995 roku. Wprawdzie debiutancka na szczeblu ekstraklasy runda jesienna była nieudana, ale w przerwie zatrudniono w Płocku znanego trenera, a wcześniej świetnego piłkarza Huberta Kostkę, który ściągnął kilku piłkarzy o uznanej marce. Kazimierz Sidorczuk, Jacek Grembocki, Paweł Miąszkiewicz, czy Andrzej Przerada, który stał się ulubieńcem kibiców, mogliby znaleźć pracę w każdym polskim klubie. Na przystawkę Petrochemia dostała słabego Sokoła Pniewy, więc wydawało się, że inny wynik na inaugurację niż zwycięstwo, nie wchodzi w grę. A jednak. Goście bronili się całym zespołem, a płocczanie nie potrafili skruszyć ich defensywy i skończyło się bez bramek. Do uratowania ligi zabrakło Petrze jednego punktu, co bezpośrednio pokazuje jak istotna była nieudana inauguracja.

 

Hubert Kostka - fot. W. Sierakowski

 

Sukcesu nie odnieśliśmy także na otwarcie wiosny 98’. Starcie z najsłabszym w lidze Rakowem Częstochowa było idealną okazją do pierwszego wyjazdowego zwycięstwa w tamtym sezonie. Na nadziei się skończyło. Gola na wagę trzech punktów zdobył dla gospodarzy Grzegorz Skwara, a obie drużyny na koniec sezonu solidarnie spadły do drugiej ligi. Jako ciekawostkę możemy przypomnieć, że na skromniutki, liczący zaledwie siedemnaście punktów dorobek częstochowian, aż sześć dostarczyła Petrochemia.

 


Dopiero w trzecim podejściu do inauguracji rundy rewanżowej trafiliśmy do siatki przeciwnika. Autorem gola dla Nafciarzy w wyjazdowym meczu z Ruchem Chorzów był Vahan Gevorgyan. Szkoda, że wcześniej trzy trafienia zaliczyli chorzowianie. A mogli jeszcze więcej, ale rzutu karnego nie wykorzystał Krzysztof Bizacki. Ponownie więc wracaliśmy na tarczy, ale przynajmniej runda potoczyła się na tyle dobrze, że po raz pierwszy udało się zachować miejsce w elicie.

 

Vahan Gevorgyan - fot. W. Sierakowski


10 marca 2001 roku doczekaliśmy się wreszcie wygranej w meczu otwarcia. W Grodzisku Wielkopolskim pokonaliśmy miejscowy Groclin 2:1. Obydwie bramki padły w ostatniej minucie odpowiednio pierwszej i drugiej części gry. Prowadzenie dał Nafciarzom Jarosław Maćkiewicz, a decydujący cios w ostatniej akcji meczu zadał Mariusz Nosal. Bohaterem spotkania był z pewnością Maćkiewicz, chociaż zagrał na nietypowej dla siebie pozycji skrzydłowego. Wygrana niewiele dała, bowiem po raz kolejny pożegnaliśmy się z ekstraklasą.

 

Mariusz Nosal - fot. W. Sierakowski


Nietypowo rozpoczęliśmy rundę wiosenną sezonu 2002/03. Zamiast kolejki szesnastej jako pierwszą rozegraliśmy siedemnastą, oczywiście z powodu ostrej zimy. Dla statystyk ma to o tyle niewielkie znaczenie, że przegraliśmy zarówno mecz nr 17 rozegrany jako nr 16 i ten następny również. Najpierw w Płocku ulegliśmy Polonii Warszawa 0:1, a następnie w Katowicach GKS-ie 0:2. Po tym drugim meczu zawodnicy dostali sporą burę od ówczesnego prezesa Wisły, co nie było niczym zaskakującym, z tym że najcięższe ciosy otrzymali zawodnicy, którzy … nie pojawili się na boisku. Niezależnie od tego, które ze spotkań potraktujemy jako pierwsze na wiosnę, obydwa były nieudane.

 


Trudno za udaną uznać kolejną inaugurację rundy wiosennej. W marcu 2004 podejmowaliśmy w Płocku beniaminka Górnika Łęczna. Jesienią przegraliśmy w Łęcznej 1:3 i żądza rewanżu była oczywista. Wisła miała sporą przewagę, ale nie umiała udokumentować jej strzeleniem bramki. Najlepszej okazji w końcówce nie wykorzystał Radosław Matusiak, który po podaniu od jednego z rywali, przebiegł nieatakowany połowę boiska i uderzył obok bramki. Łęczna, której barw bronili wtedy między innymi Piotr Soczewka i Mirosław Budka zrealizowała swoje zadanie wywiezienia z Płocka co najmniej remisu.

 


Złą passę meczów inauguracyjnych kontynuowaliśmy także w najlepszym dla Wisły sezonie 2004/05. Na oprawcę wybraliśmy sobie tym razem Górnika Zabrze. Rywale, a konkretnie Marcel Liczka, zdobyli tylko jedną bramkę, co wystarczyło do ogrania Wisły. Porażka nie przeszkodziła w wywalczeniu najwyższego w historii czwartego miejsca w elicie.

 

Ireneusz Jeleń - fot. W. Sierakowski


Absolutny chaos panował na rozpoczęcie wiosennej części rozgrywek w 2006 roku. Dwie kolejki rozegrano jeszcze jesienią, a później z przyczyn atmosferycznych przekładano mecz za meczem. Ostatecznie Wisła zaczęła 25 marca meczem 21!!! Kolejki z Koroną Kielce. I wygrała, a w zasadzie Irek Jeleń wygrał 1:0. Jelonek w swoim stylu zdecydował się na solowy rajd zakończony faulem w polu karnym kielczan. Skutecznym wykonawcą jedenastki okazał się sam poszkodowany.

 


Absolutnie rozczarowujący był sezon 2006/07, po którym pożegnaliśmy się z ekstraklasą. Wiosenny mecz otwarcia był natomiast taki sobie. Goszczący w Płocku Lech Poznań szybko objął prowadzenie i miał wiele okazji do podwyższenia wyniku. Ostatecznie obydwa zespoły podzieliły się punktami. Wyrównanie padło po trafieniu rezerwowego Tomaśa Dośka, który chwilę później trafił w słupek bramki Kolejorza zaprzepaszczając szansę na zwycięstwo. Gdyby w całych rozgrywkach Dośek wykorzystał połowę stuprocentowych sytuacji, w których się znalazł, Wisła skończyłaby rozgrywki w czołówce tabeli, a nie spadła do drugiej ligi. Taka jest ranga napastników w każdym zespole piłkarskim.

 


Mecze otwarcia zdecydowanie Wiśle nie leżą. I wiosenne i jesienne. Ale ich wynik rzadko determinował dalszą część rozgrywek. Tak będzie oczywiście i tym razem, dlatego choć ważny, to o niczym jeszcze nie przesądzi również mecz ze Śląskiem Wrocław. Byłoby jednak oczywiście bardzo miło gdybyśmy bilans inauguracji poprawili.