Arcyważny mecz rozegra Wisła w najbliższy poniedziałek. W Szczecinie zmierzymy się z Pogonią, która, podobnie jak Nafciarze, marzy o miejscu w górnej połowie tabeli po zasadniczej części sezonu.
Obecnie Portowcy zajmują upragnione ósme miejsce w ekstraklasie, ale ich przewaga nad Nafciarzami wynosi zaledwie dwa punkty, co oznacza, że lada chwila będziemy świadkami pojedynku bezpośrednich rywali.
Do tej pory w „Wehikule” nie ograniczaliśmy się do przypomnienia historii meczów przeciwko tylko jednemu zespołowi. Jednak tym razem wysoka stawka meczu sprawia, że aktualny odcinek cyklu poświęcimy wyłącznie rywalizacji z Pogonią Szczecin.
Ze szczecinianami przyszło nam walczyć nie tylko w ekstraklasie. To właśnie Pogoń po remisie 3:3 w ostatniej kolejce sezonu 2009/10 odesłała nas do II, czyli de facto III ligi, po prawie trzydziestoletniej grze na co najmniej drugim szczeblu rozgrywek. Szerzej tego meczu opisywać nie będziemy, ograniczymy się, jak zwykle w „Wehikule” do spotkań w elicie.

Pogoń Szczecin sezon 1994/95 - w środku Marcin Kaczmarek, po prawej Radosław Majdan - fot. W. Sierakowski
Zaledwie jednego gola obejrzeliśmy w dwumeczu Wisły z Pogonią w naszym debiutanckim w gronie najlepszych sezonie 1994/95. Jego autorem był Ukrainiec Roman Grigorczuk. Wygrana niewiele nam dała, bowiem, mimo udanej rundy wiosennej, Wiśle nie udało się utrzymać w ekstraklasie. W obydwu meczach bramki Pogoni strzegł Radosław Majdan. W koszulce Pogoni po boisku biegał niejaki Marcin Kaczmarek. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa.
Majdana zabrakło między słupkami szczecińskiej bramki w kolejnym starciu, rozegranym przy Łukasiewicza jesienią 1997 roku. My mieliśmy za to w składzie Pawła Miąszkiewicza. Zestawienie obecności Pawła i absencji Majdana dawało spore szanse Nafciarzom na gola ze stałego fragmentu gry. I tak się stało. W końcówce nudnawego meczu Miąszkiewicz zdecydował się na bezpośrednie uderzenie z rzutu wolnego z odległości około 40 metrów od bramki gości. Golkiper Portowców Wojciech Tomasiewicz miał prawo narzekać na los, który na strzelca wybrał takiego fachowca od stałych fragmentów gry jak Paweł. Dzisiaj w całej naszej lidze trudno znaleźć podobnego eksperta. W rundzie wiosennej Majdan już zagrał więc Pogoń zafundowała nam dwie bramki i przykry nastrój w drodze powrotnej z odległego Szczecina. Doskonały humor miał za to Marcin Kaczmarek, który z pojedynku z ojcem Bogusławem pełniącym obowiązki trenera płocczan, wyszedł zwycięsko.

Po prawej Paweł Miąszkiewicz - fot. W. Sierakowski
W podłym nastroju wracaliśmy także z kolejnej wycieczki do Szczecina w 1999 roku. Tym bardziej, że początek naszego meczu wyznaczono na godzinę 12:00, co oznaczało, że w daleką podróż należało wybrać się w środku nocy, a że pod koniec października zmrok zapada szybko, więc powrót do Płocka także odbył się w ciemnościach.
Czarę goryczy uzupełnia porażka 1:2, honorowego gola dla Wisły zdobył z rzutu karnego Mariusz Nosal. Zdecydowanie lepiej spisaliśmy się w rewanżu. Walczące o ligowy byt Petro już do przerwy strzeliło nie grającej o nic Pogoni trzy gole i przewagi nie dało sobie wydrzeć. Dwa trafienia zaliczył Nosal, trzecią bramkę dorzucił Kamil Szarnecki. Płocczan prowadził Albin Mikulski, który kila miesięcy wcześniej ograł nas w Szczecinie jako szkoleniowiec gospodarzy. Typowa piłkarska karuzela.
Sezon 2000/01 był jednym z najgorszych w dziejach Wisły. Mimo naprawdę sporego budżetu i solidnego na tle pozostałych ligowców składu spadliśmy z ekstraklasy, co było naprawdę nie lada sztuką. Istotny wpływ na rozwój wypadków miały mecze z Pogonią Szczecin. Obydwa przegraliśmy. W Szczecinie 2:3, w Płocku 1:4. Bramki dla Nafciarzy zdobyli Nosal, Radosław Sobolewski oraz Jarosław Popiela ojciec grającego dzisiaj w Wiśle Krystiana. Na uwagę zasługuje wyczyn Grzegorza Mielcarskiego, który w omawianych spotkaniach strzelił dla Pogoni trzy gole, z czego dwa w Płocku już po upływie regulaminowego czasu gry.

Po prawej Jarosław Popiela - fot. W. Sierakowski
Srogi rewanż na Portowcach wzięliśmy w rozgrywkach 2002/03. Ale wtedy mieliśmy już w składzie Irka Jelenia, który w Szczecinie rozprawił się z rywalem samodzielnie trafiając do siatki trzy razy. Czwartego gola dorzucił Van Gevorgyan, a że Pogoń stać było jedynie na honorową bramkę, więc po raz pierwszy z dalekiej podróży wracał do Płocka wesoły autobus. Wiosną przed własną publicznością ponownie zwyciężyliśmy. Komplet punktów zapewnili Wiśle Marcin Wasilewski i Jarosław Maćkiewicz, chociaż goście po bramce Piotra Kluzka długo prowadzili. Wygrana mogła być wyższa, ale Darek Romuzga nie wykorzystał rzutu karnego.
Po raz kolejny sporo bramek obejrzeli widzowie pojedynku Wisły z Pogonią w październiku 2004 roku. Prowadzenie gościom dał Urugwajczyk Claudio Milar. Wyrównał Paweł Sobczak. Drugiego gola dla rywali zdobył Tomasz Parzy, a w ostatniej minucie pierwszej połowy na 2:2 trafił Darek Gęsior. Ten sam zawodnik dał ostatecznie zwycięstwo Wiśle 3:2. Co ciekawe Gęsior, co nieczęsto się zdarza do siatki Wisły trafiał jako zawodnik Pogoni i odwrotnie. W Szczecinie gole zdobywali tylko miejscowi, ponownie Milar i Brazylijczyk Edi Andradina.

Dariusz Gęsior - fot. W. Sierakowski
Graczom z Ameryki Południowej spodobało się trafianie do naszej siatki, więc wspomniani wyżej zawodnicy zapewnili wygraną Pogoni z Wisłą na inaugurację rozgrywek 2005/06. I to w takiej samej kolejności. Najpierw Urugwajczyk, następnie Brazylijczyk. Tym razem nie udało się Wiśle skutecznie zrewanżować. W Płocku zremisowaliśmy bezbramkowo, a środkowy obrońca gości Paweł Magdoń na tyle skutecznie wyeliminował z gry Irka Jelenia, że od nowej rundy reprezentował już nasze barwy.
Na najwyższym szczeblu spotkaliśmy się jeszcze w sezonie 2006/07. I solidarnie pożegnaliśmy się z arystokracją zajmując dwa ostatnie miejsca w tabeli. Ale w bezpośrednich meczach dwa razy wygrała Wisła. W Płocku 2:1 po golach Tomków Dośka i Michalka, a na wyjeździe dal odmiany 2:1 po trafieniach Gevorgyana i ponownie Michalka. Gol tego drugiego wywołał sporą awanturę na boisku. Portowcy twierdzili, że piłka przed decydującym podaniem do czeskiego skrzydłowego opuściła plac gry, czego nie zauważyli sędziowie. Ich protesty owocowały czerwoną kartką dla niegrającego Felipe.

Paweł Magdoń - fot. W. Sierakowski
Prawie dziesięć lat musieliśmy czekać na kolejne starcie w ekstraklasie. Jesienią minionego roku byliśmy na stadionie imienia Kazimierza Górskiego świadkami ciekawego spotkania z szansami dla obydwu stron. Długo utrzymywał się wynik 0:0, a o naszej wygranej zdecydował błysk Jose Kante, który dwukrotnie pokonał Adriana Hengera. I na tym historia bezpośrednich meczów Wisły z Pogonią się kończy.

Jose Kante Martinez - fot. W. Sierakowski