Aktualności » Wiślacki Wehikuł Czasu - Nafciarze na finiszu
27-04-2017r.

fot. W. Sierakowski

Od meczu z Ruchem Chorzów piłkarze Wisły rozpoczną decydującą część sezonu 2016/17. Wprawdzie do zakończenia trwających rozgrywek pozostało całkiem sporo, bowiem aż siedem meczów, ale z racji obowiązującego w polskiej ekstraklasie regulaminu, można stwierdzić, że w najbliższy weekend rozpocznie się finisz ligi. Z tej okazji postanowiliśmy przypomnieć finiszowe metry Nafciarzy we wcześniejszych sezonach, ograniczając się do rozgrywek ekstraklasy.

 

 

Do ostatniego gwizdka Pana Juliana Paska ważyły się losy kończącego sezon 1994/95 meczu Stal Mielec – Wisła Płock. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 i degradacją płocczan do II ligi. Ewentualne zwycięstwo dawało nam utrzymanie, kosztem Stali właśnie. Na remisie, oprócz mielczan, najbardziej skorzystał Raków Częstochowa, który zaskakująco pokonał w Olsztynie Stomil 1:0 i również zachował miejsce w gronie najlepszych. Remis lub porażka częstochowian spychały ich do niższej klasy, a w elicie zostawała Wisła. To nie koniec potencjalnych rozstrzygnięć, w przypadku wyższej wygranej Rakowa w Olsztynie, z ekstraklasą żegnał się Stomil. Nic dziwnego, że kibice zainteresowanych drużyn przeżywali ogromne emocje. Oczywiście finiszu rozgrywek nie należy ograniczać do ostatniego spotkania, chociaż jego wynik bezpośrednio wpływał na losy kilku klubów. W trzech wcześniejszych pojedynkach Petrochemia kolejno zremisowała 0:0 ze Stomilem, 1:1 z Olimpią Poznań i pokonała 3:0 GKS Katowice. Do utrzymania ligi wystarczał nam punkt więcej. Najbardziej bolesną stratę ponieśliśmy w Poznaniu, gdzie dającego remis gola, gospodarze zdobyli w 90. minucie spotkania. Pełny bilans czterech ostatnich meczów sezonu 94/95 był niezły, trzy remisy i wygrana. Szkoda jedynie, że wyniki nic nie dały.

 


Tragicznie prezentowała się Petra w końcowej fazie sezonu 1997/98 i nic dziwnego, że ponownie ekstraklasowe salony opuściła. W czterech zamykających rozgrywki meczach płocczanie wywalczyli zaledwie jeden punkt, dzięki remisowi u siebie z Górnikiem Zabrze. Wcześniej przegrali 0:2 z Zagłębiem w Lubinie, jednak prawdziwym blamażem były starcia z Wisłą w Krakowie i Odrą Wodzisław przy Łukasiewicza 34. Wyniki 0:5 i 1:6 mówią same za siebie. Co ciekawe, za mecz z Odrą piłkarze, chociaż już faktycznie zdegradowani, mieli obiecaną podwójną premię w przypadku zwycięstwa. Taka decyzja ówczesnych władz klubu miała dodatkowo zmobilizować zawodników, chociaż graliśmy tylko o prestiż. Niestety, zespół był w tak słabej kondycji psychicznej, że praktycznie nie stawił Odrze żadnego oporu.

 

 


Znacznie lepiej finiszowaliśmy w 2000 roku. Ostatnią prostą rozpoczęliśmy co prawda od wyjazdowej porażki z Groclinem Grodzisk Wielkopolski, ale później było już bardzo dobrze. Najpierw wygrana w Płocku 3:1 z Pogonią Szczecin, następnie dający formalnie utrzymanie w lidze remis 2:2 w Olsztynie i na deser zwycięstwo ze świeżo upieczonym mistrzem kraju Polonią Warszawa 2:1. Obiektywnie trzeba przyznać, że trener Czarnych Koszul miał delikatne problemy ze skompletowaniem składu na wyjazd do Płocka, ale ostatecznie zmobilizował czternastu zawodników, w których grze dało się odczuć trudy wywalczenia mistrzostwa Polski. Swój cel na tamten sezon wcześniej zrealizowali także Nafciarze, ale że mieli na stadion nieco bliżej, więc na boisko dotarli mniej zmęczeni. W 2000 roku po raz pierwszy w historii zajęliśmy bezpieczne miejsce w tabeli ekstraklasy.

 


Niestety, rok później sztuka się nie udała, chociaż końcówka rozgrywek była niezwykle emocjonująca i w wykonaniu Wisły bardzo dobra, ale ogromnych strat z jesieni nie udało się odrobić. Finiszową rozgrywkę, do której tradycyjnie zaliczymy cztery ostatnie mecze, zaczęliśmy od wyjazdu pod Wawel. Pewna siebie starsza siostra z Krakowa, bardziej niż meczem ze słabym Orlenem interesowała się przygotowaniem do mistrzowskiej fety, którą gwarantowało zwycięstwo. Szampany zostały jednak w lodówkach, bowiem Kopciuszek zabrał trzy punkty do Płocka i przedłużył swoje nadzieje na pozostanie w lidze. Nie dała nam rady Biała Gwiazda, nie sprostała Nafciarzom również warszawska Legia. Po raz pierwszy pokonaliśmy wtedy wojskowych, a jedynego gola zdobył w tym meczu Darek Romuzga. Nadzieje na ekstraklasę odżyły w Płocku ponownie. Ale, tylko do wyjazdowego meczu w Lubinie. Porażka 1:2 zepchnęła nas na zaplecze ekstraklasy. Efektowne zwycięstwo 6:3 nad Ruchem Radzionków w ostatniej kolejce było skromnym pocieszeniem po nieudanym sezonie. Z kronikarskiego obowiązku dodajemy, że wynik oznaczał degradację również Radzionkowa, który po ewentualnej wygranej zostałby wśród najlepszych. Tym bardziej godna uznania jest postawa Nafciarzy, którzy nie odpuścili nieważnego z formalnego punktu widzenia pojedynku.

 


Po kolejnym awansie w 2002 roku zaczęły się dla naszego klubu lepsze czasy. Jeszcze przed startem nowych rozgrywek powróciliśmy do najbardziej lubianej przez kibiców nazwy Wisła, o czym w głosowaniu zdecydowali płocczanie. I od razu zaczęliśmy radzić sobie lepiej. Inauguracyjny sezon 2002/03 zakończyliśmy na 10. pozycji, wtedy najwyższej w dziejach. Ciekawa i nietypowa dla Nafciarzy była końcówka. Odnieśliśmy bowiem dwa zwycięstwa na wyjeździe, przegraliśmy za to dwa spotkania u siebie. Zaczęliśmy od niespodziewanej wiktorii w Zabrzu, po której nastąpiła porażka w Płocku z Białą Gwiazdą. Przeplatankę kontynuowaliśmy zwycięstwem w Ostrowcu Świętokrzyskim, by pożegnać się z kibicami porażką przy Łukasiewicz z Odrą Wodzisław Śląski. Wyniki nietypowe o tyle, że płocczanie zwykle lepiej radzili sobie na własnym boisku niż na wyjazdach.

 


Progres wyników kontynuowała Wisła w następnym cyklu rozgrywek. Niemal do końca ścigaliśmy się z Groclinem o czwarte, mogące dać przepustkę do europejskich pucharów, miejsce w końcowej tabeli. Wyścig wygrali rywale, między innymi dzięki wygranej w Płocku w rundzie wiosennej, ale czwarta lokata i tak gry w pucharach Groclinowi nie dała. Ostatnie spotkania sezonu były w naszym wykonaniu przeciętne. W 23. kolejce przegraliśmy wspomniany mecz z Groclinem, tydzień później ulegliśmy w Łodzi Widzewowi, a w przedostatnim meczu zremisowaliśmy z GKS Katowice. Wygraną 2:1 w Wodzisławiu pożegnaliśmy się z rozgrywkami 2003/04.

 


Najwyższe w historii, czwarte miejsce w ekstraklasie, Nafciarze wywalczyli w 2005 roku. I tym razem dało ono awans do rozgrywek Pucharu UEFA. W dużej mierze o sukcesie decydował znakomity finisz. W czterech ostatnich spotkaniach zanotowaliśmy trzy zwycięstwa i remis nie tracą ani jednego gola. Serię zaczęła wyjazdowa wygrana 1:0 z Zagłębiem Lubin. Kluczowy dla końcowej tabeli był następny mecz w Płocku z Cracovią, naszym bezpośrednim przeciwnikiem w wyścigu o puchary. Długo utrzymywał się korzystny dla Pasów remis. W końcówce dwie bramki Pawła Sobczaka i jedna Sławka Peszki dały nam efektowny triumf. Passę kontynuowaliśmy w Wodzisławiu, gdzie zwycięską bramkę Irek Jeleń strzelił w ostatniej minucie gry. Na deser podejmowaliśmy Legię. Bezbramkowy remis dał upragnione czwarte miejsce. Z pewnością ostatnia prosta sezonu 2004/05 była najlepsza w historii naszych bojów w piłkarskiej elicie.

 

 


Chociaż 2006 rok pamiętamy przede wszystkim z powodu zdobycia Pucharu i Superpucharu Polski, to rozgrywki ligowe były raczej nieudane. Również w samej ich końcówce. Z czterech ostatnich meczów udało się wygrać zaledwie jeden, notując poza tym trzy porażki. Przegraliśmy u siebie z GKS Bełchatów 0:1 oraz na wyjazdach z Groclinem 0:3 i Odrą 0:1. Pokonaliśmy tylko Cracovię w najniższym możliwym rozmiarze.

 


Trwająca nieprzerwanie przez pięć lat przygoda z ekstraklasą dla Wisły zakończyła się w 2007 roku. Wiosną tego roku doszło w klubie do wielu zmian. Najpierw odwołano pracującego kilka lat w klubie prezesa, a następnie wymieniono sztab szkoleniowy. Zadanie ratowania ligi dla Płocka w decydującej fazie rozgrywek dostał Czesław Jakołcewicz. Szło mu w kratkę, ale niemal do końca mieliśmy szansę pozostać w elitarnym gronie. Finisz zaczęliśmy od porażki 1:2 w Bełchatowie, później po niezwykle ciężkim boju ograliśmy 2:1 ŁKS i w przedostatniej kolejce w Zabrzu doszło do starcia dwóch bezpośrednich rywali w grze o utrzymanie. Przed meczem jasne było, że zwycięzca zostaje w towarzystwie arystokracji, przegrany żegna się na rok. Górą był niestety Górnik, który obydwie bramki zdobył w dziwnych okolicznościach. Najpierw samobója strzelił nasz bramkarz Robert Gubiec, a drugie trafienie było konsekwencją pięciometrowego, mniej więcej, spalonego. W takich okolicznościach rozstaliśmy się na prawie dziesięć lat z ekstraklasą. Z obowiązku dodajemy, że w ostatnim meczu pokonaliśmy Arkę 1:0.

 


Różnie układały się losy meczów Wisły na zakończenie sezonów. Trudno dojrzeć jakąkolwiek regułę, która i tak dzisiaj, po wielu latach przerwy, nie miałaby żadnego znaczenia. Gorąco wierzymy, że obecny finisz sezonu przejdzie do historii jako naprawdę udany.