
Za nami 35. kolejka rozgrywek Lotto Ekstraklasy. Co ciekawego wydarzyło się na ekstraklasowych boiskach? Powoli zaczyna się klarować sytuacja w dole tabeli, z drugiej strony nadal nie widać wyraźnego faworyta w walce o mistrzowski pas.
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia
piątek, 19.05, godz. 18:00

fot. Krystyna Pączkowska / slaskwroclaw.pl
Kolejkę rozpoczęliśmy we Wrocławiu, gdzie Śląsk podejmował Arkę. Wrocławianie na swoim stadionie ostatnio bardzo zaskoczyli, gromiąc Ruch Chorzów aż 6:0. Potem co prawda zaliczyli wpadkę w spotkaniu derbowym z Zagłębiem Lubin, jednak w starciu z beniaminkiem z Gdyni byli faworytem. I atut ten wykorzystali bez zarzutu. W 15. minucie na prowadzenie wyszła Arka, jednak potem strzelali już tylko podopieczni Jana Urbana. Czterokrotnie. Najpierw Mariusz Pawelec, następnie Robert Pich i Kamil Biliński. Formalności dopełnił Mario Engels, który podwyższył na 4:1. Kolejny pogrom na stadionie we Wrocławiu. Sytuacja Arki jest nie do pozazdroszczenia. Po kolejnej porażce gdynianie plasują się na piętnastej pozycji, wyprzedzając tylko Ruch Chorzów. Z drugiej strony do bezpiecznej, czternastej pozycji brakuje im raptem oczka. Ekipa Leszka Ojrzyńskiego, chcąc utrzymać się w elicie kolejne dwa spotkania musi obowiązkowo wygrać. A Śląsk? Może być troszeczkę spokojniejszy, jednak trzy punkty przewagi nad Arką to z pewnością nie powód, by spocząć już na laurach.
***
Cracovia - Ruch Chorzów
piątek, 19.05, godz. 20:30

fot. Cracovia.pl
Krakowianie pewnego utrzymania jeszcze przed tym meczem nie mieli, jednak po zaaplikowaniu przyjezdnym dwóch bramek znacząco przybliżyli się do celu minimum. Ruch Chorzów miał kolejną szansę, jednak po raz kolejny jej nie wykorzystał. Tym bardziej, że to gospodarze byli stroną dominującą. Bramki dla Pasów zdobyli kolejno Sebastian Steblecki oraz niezawodny ostatnio Krzysztof Piątek. Goście nie mieli żadnych argumentów, by odpowiedzieć i wydaje się, że tylko cud może wybawić ich z ciężkiej sytuacji. Jeśli chorzowianie marzą o utrzymaniu muszą zacząć od zwycięstwa w kolejnym meczu z Arką... i skończyć zwycięstem w ostatniej kolejce z Górnikiem Łęczna. Zarówno gdynianie, jak i łęcznianie również mają nóż na gardle, więc w ostatnich dwóch rundach zapowiada się rozpaczliwa walka o ligowy byt.
***
Wisła Płock - Zagłębie Lubin
sobota, 20.05, godz. 15:30

Sobotnie granie rozpoczęliśmy w Płocku. Na Stadionie im. Kazimierza Górskiego zmierzyły się drużyny, które mają już zagwarantowane utrzymanie w Lotto Ekstraklasie. Lepiej rozpoczęło Zagłębie, które w pierwszej połowie stworzyło sobie kilka klarownych sytuacji, jednak na posterunku był Mateusz Kryczka. Chwilę przed przerwą Miedziowi dopięli swego i wyszli na prowadzenie po bramce Jakuba Tosika. W drugiej odsłonie do ataku ruszyła Wisła, jednak to przyjezdni podwyższyli prowadzenie. Strzelcem drugiego gola Adam Buksa. Nafciarze nie odpuszczali i zdołali zdobyć kontaktowego gola w 70. minucie, po strzale Kamila Sylwestrzaka. Na wyrównanie zabrakło już czasu. Zagłębie Lubin zajęło pozycję lidera grupy spadkowej. Wisła jest tuż za nimi, na dziesiątej pozycji.
***
Piast Gliwice - Górnik Łęczna
sobota, 20.05, godz. 18:00

fot. piast-gliwice.eu
Ostatnie spotkanie grupy spadkowej rozegrano w Gliwicach, gdzie aktualny wicemistrz Polski podejmował Górników z Łęcznej. Gospodarze wyszli na prowadzenie już w 9. minucie po strzale Denisa Gojko. Pięć minut później było już 2:0. Strzelcem bramki Aleksandar Sedlar. Górnik się nie poddał i zdobył bramkę kontaktową w 19. minucie. Dośrodowanie z rzutu rożnego wykorzystał Adam Dźwigała. Podopieczni trenera Smudy grali nieźle, ale razili nieskutecznością. Ostatecznie to gospodarze zgarnęli trzy punkty i znacznie poprawili swoją sytuację w tabeli. Łęcznianie plasują się na czternastym miejscu w tabeli i mają raptem punkty więcej od grupy spadkowej. Nieciekawa sytuacja Górnika, jednak patrząc na przebieg poprzednich spotkań możemy być pewni, że ekipa Franciszka Smudy o utrzymanie walczyć będzie do ostatnich sekund.
***

fot. Mateusz Kostrzewa / legia.com
Co słychać w grupie mistrzowskiej? Wisła Kraków na własnym stadionie rozgromiła w sobotę 4:0 Pogoń Szczecin. W niedzielę byliśmy świadkami dwóch hitów na szczycie. Hitów, które zdecydowanie rozczarowały. Najpierw Lech Poznań podzielił się punktami po bezbramkowym remisie z Lechią Gdańsk, a następnie takim samym wynikiem zakończył się mecz w Białymstoku, gdzie Jagiellonia podejmowała Legię Warszawa. W drugim spotkaniu na pochwałę zasługuje postawa byłego Nafciarza Jacka Góralskiego, który skutecznie zneutralizował działania motoru napędowego stołecznej drużyny - Vadisa Odjidjy Ofoe. W poniedziałek w Niecieczy o punkty walczyła Korona. Ekipa trenera Bartoszka po raz kolejny udowodniła, że nie ma zamiaru odpuszczać ostatnich spotkań. Goście wygrali 2:0 i są bardzo blisko zajęcia najwyższego w historii klubu, piątego miejsca w rozgrywkach ekstraklasy.