W trakcie całego sezonu staraliśmy się przypomnieć kibicom historyczne wydarzenia towarzyszące występom Wisły w ekstraklasie. Zaczęliśmy, co oczywiste, od meczów które inaugurowały nasze kolejne starty w elicie. Dzisiaj z okazji meczu zamknięcia odkurzymy spotkania, po których następowała urlopowa przerwa.
Chociaż od jego rozegrania minęło już ponad dwadzieścia lat, nadal sporo emocji wzbudza ostatni w sezonie 1994/95 mecz Nafciarzy ze Stalą Mielec. O pozostanie w lidze walczyły trzy zespoły. My bezpośrednio z mielczanami i korespondencyjnie Stomil Olsztyn z Rakowem Częstochowa. W przypadku wygranej Petrochemii lub Stali triumfator zapewniał sobie ligowy byt. Remis dawał utrzymanie obydwu ekipom, pod warunkiem, że Raków nie wygra w Olsztynie. Wypadki potoczyły się fatalnie. Wisła co prawda wymęczyła 1:1 w Mielcu, ale Stomil uległ u siebie słabemu Rakowowi 0:1, co oznaczało degradację beniaminka z Płocka. Obawy o czystość pojedynku w Olsztynie nie były pozbawione podstaw, co spowodowało, że Stomil na lata stał się w Płocku symbolem sportowego oszustwa. Gola dla płocczan w omawianym starciu zdobył niezawodny Rafał Siadaczka, po czym przeprowadził się do Widzewa Łódź.

Rafał Siadaczka - fot. W. Sierakowski
Niewielkie formalne znacznie miał ostatni w sezonie 1997/98 mecz Petrochemii. Do drugiej ligi zostaliśmy zdegradowani wcześniej, ale władze klubu chcąc zmobilizować zawodników do ambitnej gry postanowiły za zwycięstwo z Odrą Wodzisław ufundować niezłą nagrodę finansową. Nieskutecznie. Chociaż zagraliśmy przed własną publicznością, doznaliśmy sromotnej porażki 1:6 tragicznie zamykając nieudany sezon. Autorem honorowej bramki był Paweł Sobczak, a jednego z goli dla gości strzelił Mariusz Nosal, którego niedługo później zatrudniliśmy w naszym klubie.
Rozgrywki 1999/2000 również kończyliśmy starciem bez żadnego ciężaru gatunkowego. Za to w znakomitych nastrojach. Po raz pierwszy od debiutu w 1994 roku udało się wywalczyć miejsce dające utrzymanie w ekstraklasie, a że na rywala los wybrał świeżo upieczonego mistrza Polski – Polonię Warszawa, więc gra toczyła się w przyjacielskiej, radosnej atmosferze. Pokonaliśmy Czarne Koszule 2:1, dzięki trafieniom Vahana Gevorgyana i Nosala. Gwoli sprawiedliwości należy oddać, że zmagającym się z trudami wywalczenia mistrzostwa przeciwnikom udało się namówić do gry zaledwie czternastu zawodników, więc mieliśmy odrobinę ułatwione zadanie.

Mariusz Nosal - fot. W. Sierakowski
Rok później sielanki już nie było. Nie pomogło nawet sześć goli strzelonych Ruchowi Radzionków. Nic dziwnego, bowiem obydwie drużyny solidarnie pożegnały się z najwyższą ligą. Hokejowy wynik 6:3 nam dał tylko prestiż i pomógł zmazać nieco hańbę związaną z degradacją, ale prawdziwym koszmarem był dla gości, którzy mieli jeszcze szanse pozostać w lidze. Jednak gdy dajesz sobie wbić sześć bramek… Na boisku błyszczeli młodzi gracze. Po dwa razy do siatki Ruchu trafili Łukasz Pachelski i Bartłomiej Grzelak. Piątego gola zdobył ich kolega z ówczesnej juniorskiej reprezentacji Polski Wojciech Łobodziński, na listę strzelców wpisał się jeszcze Nosal.
Nieobecność w elicie trwała zaledwie rok, a po kolejnym awansie do ekstraklasy Wisła zaczęła poważniej liczyć się w stawce najlepszych. Sezon 2002/03 płocczanie zakończyli na dziesiątym miejscu w tabeli, na owe czasy najlepszym w dziejach. Finalizujący rozgrywki mecz z Odrą Wodzisław do emocjonujących się nie zaliczał. Przegraliśmy w Płocku 0:1, a publiczność lekko drzemała na trybunach. Klasyczna ligowa pańszczyzna.
Znacznie lepiej oglądało się finisz kolejnego sezonu. Tym bardziej, że mieliśmy aż dwa zakończenia. Formalnie ligę kończył wyjazdowy pojedynek w Wodzisławiu. Tyle, że rozegraliśmy go awansem dwa tygodnie przed zakończeniem sezonu i dzięki dwóm trafieniom Irka Jelenia wygraliśmy 2:1. Faktycznie rozgrywki zakończyliśmy remisując u siebie z GKS Katowice 1:1. Gola dla Nafciarzy zdobył samobójczym strzałem Grzegorz Fonfara.

Paweł Sobczak - fot. W. Sierakowski
O emocjonującym finiszu rozgrywek 2004/05 pisaliśmy wiele razy. Do ostatniego meczu, ba do ostatniego gwizdka sędziego, ścigaliśmy się z Cracovią o miejsce w europejskich pucharach. Bezbramkowy remis w Płocku z Legią oraz porażka Pasów we Wronkach ostatecznie dały Wiśle czwarte miejsce w końcowej tabeli i miejsce w Pucharze UEFA. Przypominamy, że kwadrans przed końcem gry Cracovia prowadziła z Amiką 2:0, a do realizacji celu wystarczał jej remis. Piękno futbolu jeszcze raz dało znać o sobie.
Ulubionym przeciwnikiem Wisły w ostatniej kolejce była Odra Wodzisław. Na południu Polski żegnaliśmy się z sezonem 2005/06. Jednobramkowe zwycięstwo, którego świadkami byli nieliczni kibice, odnieśli gospodarze. Jedenaste, niższe od oczekiwań miejsce w tabeli, rekompensował nam wywalczony dwa tygodnie wcześniej Puchar Polski.
Prawie dokładnie dziesięć lat temu Wisła na długo rozstała się z kolegami i koleżankami z ekstraklasy. Nieudany sezon 2006/07 zamykał rozegrany w Płocku mecz z Arką Gdynia. Zwyciężyliśmy 1:0 po bramce Lumira Sedláčka, ale do drugiej ligi zostaliśmy zdegradowani wcześniej po porażce w Zabrzu 0:2. Z pewnością nie takiego zakończenia sezonu po zdobywcy Pucharu Polski i Superpucharu oczekiwali fachowcy i kibice, chociaż na otarcie łez wywalczyliśmy komplet punktów. Na pojedynku z gdynianami kończymy historię gier kończących nasze kolejne sezony w gronie najlepszych.

Ireneusz Jeleń - fot. W. Sierakowski