
Wraz z 37. kolejką zakończyły się rozgrywki Lotto Ekstraklasy w sezonie 2016/2017. Rozgrywki, które być może przejdą do historii, i to z wielu względów. Do ostatnich sekund o mistrzostwo Polski walczyły aż cztery drużyny, podczas gier dwukrotnie padały rekordy frekwencji na polskich stadionach, a emocji nie brakowało również w walce o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
A udział w tym wszystkim miała Wisła Płock. Nasz klub, mimo wielu obaw i czasami nieprzychylnych prognoz, zdecydowanie ubarwił całą ligę i był istotnym elementem ekstraklasowej układanki. Jako beniaminek nie raz potrafiliśmy napsuć krwi faworyzowanym drużynom sprawiając przecież niemałe niespodzianki. Na taką nie trzeba było zresztą długo czekać. Wystarczy cofnąć się do połowy lipca 2016 roku i przypomnieć wielki mecz z Lechią Gdańsk, który jednocześnie inaugurował sezon 2016/2017. Przy prawie pełnych trybunach pokonaliśmy wówczas gdańszczan 2:1 i jak się okazało był to początek znakomitego sezonu - zarówno dla nas jak i całej ekstraklasy.

Choć początek generalnie należał do bardzo udanych, to z czasem przyszła czarna seria, przez którą zaczęło się robić naprawdę gorąco, jeśli chodzi o pozycję w ligowej tabeli. Po świetnym występie i show jakie zaprezentował przeciwko Pogoni Szczecin José Kanté Martínez, bezbramkowo zremisowaliśmy z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. To było pierwsze z dziewięciu spotkań bez zwycięstwa z rzędu. Złożyły się na to między innymi takie starcia jak to z Górnikiem Łęczna czy Arką Gdynia, gdzie płocczanie grali zdecydowanie lepiej od rywali, lecz brakowało szczęścia i skuteczności. Przełomem okazał się niesamowity mecz z Ruchem Chorzów, gdzie prawdopodobnie najpiękniejszą bramkę sezonu zdobył Piotr Wlazło. Wówczas, po wielkiej strzelaninie, pokonaliśmy chorzowian 4:3. Na koniec rundy zwyciężyliśmy jeszcze z liderującą Jagiellonią Białystok, czym pokazaliśmy chyba całej Polsce, jak duży potencjał drzemie w drużynie Marcina Kaczmarka. Po zimowej przerwie i ładowaniu akumulatorów w Cetniewie oraz na Cyprze rozpoczęła się największa walka.

Ostatnie dziesięć spotkań zasadniczej rundy decydowało przecież o miejscu w grupie mistrzowskiej. Miejscu, w którym nie trzeba martwić się już o utrzymanie w lidze. Emocji było co nie miara, bo Wisła potrafiła chociażby przegrać z Koroną Kielce 2:4, by za chwilę wygrać z Zagłębiem Lubin 2:1. Po pechowej porażce z Wisłą Kraków 2:3, przyszedł czas na pogrom 4:1 Cracovii, który okazał się najwyższym zwycięstwem Nafciarzy w sezonie. Tak zmienne wyniki sprawiły, że o wszystkim decydowało ostatnie starcie z Arką Gdynia. Jak wiadomo bramką w ostatniej minucie spotkania Kanté zapewnił dwie rzeczy - remis Wiśle oraz... górną połowę tabeli Koronie Kielce. Jeden punkt w Gdyni nic nam niestety nie dawał, bowiem nie po naszej myśli ułożyły się rezultaty innych spotkań. Ostatecznie po 30. kolejkach wylądowaliśmy na miejscu dziewiątym - mając tyle samo punktów co wspomniana Korona, która wyższą lokatę zawdzięczała lepszemu bilansowi bezpośrednich pojedynków.

Po podziale punktów wszelki dystans między poszczególnymi klubami mocno się skrócił, więc o utrzymanie trzeba było walczyć na nowo. Niestety nie mógł nam w tym pomóc Seweryn Kiełpin, który przed rozpoczęciem trzydziestej pierwszej serii gier doznał kontuzji. Jego miejsce w składzie zajął więc Mateusz Kryczka, dla którego gra na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce była czymś zupełnie nowym. Remisy z Ruchem i Cracovią oraz zwycięstwa z Górnikiem Łęczna oraz Arką zapewniły nam ostatecznie upragnione pozostanie w Lotto Ekstraklasie, co trzeba traktować niewątpliwie, jako ogromny sukces każdej osoby, która dołożyła do niego swoją cegiełkę. Taka postawa w finale rozgrywek zagwarantowała spokój w ostatnich kolejkach. Wtedy akurat, Wisłę spotkało to, co omijało ją przez cały sezon, czyli liczne zawieszenia za kartki oraz urazy zawodników. Taki stan rzeczy pomógł jednak zadebiutować w pierwszej drużynie kilku młodym zawodnikom, co powinno zaprocentować w przyszłości.

Pełen emocji sezon rozgrywany był jednak nie tylko w Płocku, ale także w wielu innych polskich miastach. Do ostatnich sekund o mistrzostwo Polski walczyły aż cztery drużyny. Choć przez cały sezon z pozycji lidera pamiętamy głównie Jagiellonię Białystok i Lechię Gdańsk, to wyścig rzutem na taśmę wygrała Legia Warszawa. Jaga, w której pierwsze skrzypce grał przez ten rok były Nafciarz Jacek Góralski, musi zadowolić się "jedynie" srebrnym medalem. Na najniższym stopniu podium uplasował się Lech Poznań. Czwartą pozycję zajęła Lechia Gdańsk. Jak widać dobra gra na własnym stadionie nie wystarczyła do zajęcia miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. A wszystko dzięki... rywalowi zza miedzy - Arce Gdynia, która niespodziewanie pokonała w finale Pucharu Polski Lech Poznań. Gdyby Kolejorz wygrał tamto spotkanie, to w Europie zagrałyby wszystkie cztery czołowe drużyny Lotto Ekstraklasy.
Zażarta walka miała miejsce również w dole tabeli, gdzie kilku zespołom groziło widmo spadku. Koniec końców ciśnienia nie wytrzymał przede wszystkim Ruch Chorzów. Zasłużony polski klub z tej rywalizacji odpadł już wcześniej. Mimo widowiskowej i efektownej gry w rundzie rewanżowej, z ekstraklasą żegna się także Górnik Łęczna. Mało jednak brakowało, a ich los mogły podzielić Arka bądź Cracovia.

Duża rywalizacja udzieliła się także pojedynczym piłkarzom, a mamy tutaj głównie na myśli kwestię korony króla strzelców. Gdy wydawało się że pewnym kandydatem do tego miana jest Marcin Robak, kapitalny finisz zaliczył Marco Paixão. Snajper Lechii seriami bramek dogonił napastnika Lecha i ostatecznie obaj zakończyli sezon z osiemnastoma bramkami na koncie. Zostawiając konkurencję daleko w tyle.
Równie ciekawie co w elicie, było również na jej zapleczu. Przed ostatnią kolejką awans zapewniła sobie tylko Sandecja Nowy Sącz. O drugie, premiowane awansem, miejsce walczyło sześć drużyn i ostatecznie po roku przerwy na salony wróci Górnik Zabrze. Zespół zaliczył kapitalną końcówkę sezonu i właśnie dzięki temu minimalnie wyprzedził Zagłębie Sosnowiec, Miedź Legnica, Chojniczankę Chojnice, Olimpię Grudziądz czy GKS Katowice.
Tak w skrócie prezentował się sezon 2016/2017 Lotto Ekstraklasy. Poprzeczka przed rozpoczęciem kolejnych rozgrywek jest zatem zawieszona bardzo wysoko, i to pod każdym względem. Samych emocji, frekwencji na stadionach czy wreszcie nawet sportowego wyniku Wisły Płock. Na pewno życzymy sobie, by kolejne rozgrywki był równie ciekawe i udane - przede wszystkim dla naszego klubu. Nie będziemy już w końcu beniaminkiem i miejmy nadzieję, że pozostanie tak jak najdłużej. Do zobaczenia po letniej przerwie! Przypominamy jednak, że już niedługo ruszają Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, na które pojedzie podstawowy obrońca Nafciarzy - Przemysław Szymiński!
