
Za nami 1. kolejka ekstraklasy w sezonie 2017/2018, w której jedynie dwa zespoły wygrały spotkania będąc gospodarzami. W pozostałych konfrontacjach czterokrotnie górą byli goście, a dwukrotnie mecze nie zostały rozstrzygnięte. Niewątpliwie największymi niespodziankami tej serii gier są straty punktów faworyzowanych Legii i Lecha w starciach z beniaminkami. Mistrzowie Polski wyraźnie ulegli w Zabrzu Górnikowi, a poznaniacy jedynie zremisowali przed własną publicznością z Sandecją Nowy Sącz. Co jeszcze działo się na polskich stadionach?
*****
Marco Paixão 24', Mateusz Matras 37'
Tak samo jak rok temu wielkie ligowe granie rozpoczęło się w Płocku i ponownie autorem pierwszego gola w sezonie został król strzelców minionych rozgrywek Marco Paixão. Portugalski napastnik wykorzystał świetne dośrodkowanie Pawła Stolarskiego i Seweryn Kiełpin musiał wyjmować piłkę z siatki. Inaczej niż dwanaście miesięcy temu tym razem Nafciarze nie potrafili odpowiedzieć na trafienie gości. Żeby nieszczęść było mało niewiele później drugiego gola dla Lechii strzelił Mateusz Matras. Sytuacja gospodarzy jeszcze bardziej skomplikowała się po przerwie, gdy za drugą żółtą kartkę boisko musiał opuścić Dominik Furman. Co prawda nie przeszkodziło to Wiślakom w stworzeniu sobie kilku niezłych sytuacji, jednak żadna z nich nie zakończyła się powodzeniem. O pierwsze punkty oraz zdobycie premierowej bramki zawalczymy w niedzielnej potyczce z Lechem Poznań.
*****

Fot. P. Marczewski / www.wisla.krakow.pl
POGOŃ SZCZECIN 1-2 WISŁA KRAKÓW
Ádám Gyurcsó 33' (karny) - Carlitos 16', Petar Brlek 19'
Drugie piątkowe spotkanie rozegrane zostało w oddalonym od Płocka o ponad 400 kilometrów Szczecinie. Portowcy w pierwszej kolejce okazali się być bardzo gościnni i już po 20. minutach przegrywali z Białą Gwiazdą 0:2. Bardzo dobrze do ligi wprowadził się Hiszpan Carlitos, który najpierw trafił bezpośrednio z rzutu wolnego, a po chwili wyłożył piłkę jak na tacy Petarowi Brlekowi. Chorwackiemu pomocnikowi nie pozostało w tej sytuacji nic innego jak skierować piłkę do pustej bramki. Na dwa gole krakowian Pogoń była w stanie odpowiedzieć skutecznym uderzeniem z jedenastu metrów Ádáma Gyurcsó. Nowy trener szczecinian Maciej Skorża debiutu na ławce w siódmej drużynie poprzedniego sezonu nie zaliczył do udanych.
*****

Fot. Jakub Gruca / www.fokusmedia.com.pl
Sergei Zenjov 13' - Gerard Badía 14'
W sobotę jako pierwsi na boisko wyszli zawodnicy Cracovii oraz Piasta Gliwice. Zespół Pasów prowadzony od niedawna przez Michała Probierza jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa wyszedł na prowadzenie. Jakuba Szmatułę pokonał Estończyk Sergei Zenjov, ale na odpowiedź Piastunek nie trzeba było długo czekać. Nie minęła nawet minuta, a Adama Wilka zaskoczył nowy kapitan gliwiczan Gerard Badia, który w 25. minucie musiał opuścić murawę z powodu kontuzji. Gdy wydawało się, że nieco bliżej zdobycia decydującego trafienia są gospodarze Deleu zablokował ręką uderzenie Macieja Jankowskiego. Jako, że wszystko działo się w polu karnym miejscowym arbiter wskazał na wapno. Do piłki podszedł Konstantin Vassiljev i huknął nad poprzeczką, przez co mecz zakończył się podziałem punktów.
*****

Fot. Mateusz Kostrzewa / Legia Warszawa
GÓRNIK ZABRZE 3-1 LEGIA WARSZAWA
Dani Suárez 17', Igor Angulo 43', 65' - Armando Sadiku 80'
Wracający na salony po roku przerwy Górnik Zabrze podejmował Legię Warszawa. Zawodnicy beniaminka od początku grali bez kompleksów i w 17. minucie wyszli na prowadzenie. Gola strzelił hiszpański obrońca Dani Suárez. Przed przerwą wynik podwyższył jego rodak i kapitan zabrzan Igor Angulo. Najlepszy strzelec zaplecza ekstraklasy w sezonie 2016/2017 po zmianie stron ukąsił jeszcze raz i sensacyjne rozstrzygnięcie było coraz bliżej. Przegrywających 0 do 3 drużynę mistrza Polski w końcówce było jedynie stać na honorową bramkę debiutującego w barwach Legii Armando Sadiku.
*****

Fot. Wojciesz Szymański / www.arka.gdynia.pl
Patryk Kun 69', Michał Nalepa 78'
Świetny debiut w ekstraklasie zaliczył również młodszy brat naszego Dominika Kuna - Patryk, który z ligą przywitał się bramką zdobytą głową. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że były zawodnik Stomilu Olsztyn ma niespełna 170 cm wzrostu, a przeskoczyć udało mu się o głowę wyższych stoperów Śląska Piotra Celebana i Igorsa Tarasovsa. Niecałe dziesięć minut później było już po wszystkim, ponieważ fatalny błąd młodego wychowanka wrocławian Adriana Łyszczarza z zimną krwią wykorzystał Michał Nalepa i pełna pula została w Gdyni.
*****

Fot. Bruk-Bet Termalica Nieciecza
BRUK-BET TERMALICA NIECIECZA 0-1 JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Łukasz Sekulski 47' (karny)
Wicemistrzowi z Białegostoku przyszło w miniony weekend udać się do Małopolski. To właśnie w Niecieczy swój debiut na ekstraklasowej ławce zanotował nowy trener Jagiellonii Ireneusz Mamrot. Tak samo jak w pucharowym debiucie tak i w ligowym zawodnicy byłego szkoleniowca Chrobrego Głogów wygrali na wyjeździe 1:0, po trafieniu jednego z napastników. W gruzińskim Kutaisi o zwycięstwie przesądził gol Cilliana Sheridana, a na stadionie Słoników Łukasza Sekulskiego. Nasz wychowanek wykorzystał rzut karny podyktowany za faul debiutującego w ekstraklasie Kamila Słabego na kapitanie reprezentacji Litwy - Fedorze Černychu. Tym samym Sekul - podobnie jak w sezonie 2015/2016 - został strzelcem pierwszej bramki dla Jagi w rozgrywkach ekstraklasy.
*****

Fot. Sandecja Nowy Sącz
LECH POZNAŃ 0-0 SANDECJA NOWY SĄCZ
Nasz najbliższy przeciwnik w obecności blisko 20 tys. widzów jedynie bezbramkowo zremisował z debiutującą w najwyższej klasie rozgrywkowej Sandecją Nowy Sącz. Lechici mieli w tym spotkaniu swoje okazje, ale najlepszych z nich nie wykorzystał Radosław Majewski, dla którego strzegący bramki absolutnego beniaminka Michał Gliwa był przeszkodą nie do sforsowania.
*****

Fot. Paweł Jańczyk / www.korona-kielce.pl
KORONA KIELCE 0-1 ZAGŁĘBIE LUBIN
Filip Starzyński 71 (karny)
W ostatnim spotkaniu pierwszej serii gier padła tylko jedna bramka, ale emocji było zdecydowanie więcej niż wskazuje na to wynik. Gracze obu drużyn mieli jednak nie do końca skalibrowane celowniki i tak w poprzeczkę trafił Nabil Aankour, a słupki obili Mateusz Możdżeń i Jakub Świerczok. Poza tym przez większą część meczu stroną przeważającą byli kielczanie, którzy stworzonej przewagi nie potrafili udokumentować. Koniec końców to się zemściło i po faulu w "szesnastce" Ivana Jukicia na rezerwowym Bartłomieju Pawłowskim Szymon Marciniak odgwizdał jedenastkę, którą na bramkę zamienił Filip Starzyński.