Dwa mecze rozstrzygnięte w ostatniej minucie, Piotr Celeban dający Śląskowi Wrocław pierwszą wygraną w sezonie, Sandecja Nowy Sącz po raz trzeci nie strzelająca gola, hat-trick snajpera Górnika Zabrze Igora Angulo, pogrom w Poznaniu, historyczny remis Wisły Płock w Gdyni i strzelanina na koniec kolejki. Tak w telegraficznym skrócie wyglądała 3. seria gier ekstraklasy w sezonie 2017/2018. Co poza tym działo się na polskich boiskach podczas minionego weekendu?
*****

Fot. Bruk-Bet Termalica Nieciecza
BRUK-BET TERMALICA NIECIECZA 1-1 ZAGŁĘBIE LUBIN
Dávid Guba 90' - Martin Nešpor 47'
Na rozpoczęcie zmagań w 3. kolejce naprzeciw siebie stanęły drużyny, które do ekstraklasy wspólnie awansowały w sezonie 2015/2016. Bruk-Bet Termalica w trzecim kolejnym meczu jako pierwsza traciła gola, ale tym razem udało się go nie przegrać. Po dwóch 0:1 z Jagiellonią Białystok i Wisłą Kraków przyszedł czas na 1:1 z Zagłębiem Lubin, choć porażka była blisko. Miedziowi od 47. minuty wygrywali po trafieniu czeskiego napastnika Martina Nešpora, ale tuż przed ostatnim gwizdkiem wypuścili zwycięstwo z rąk. Bramkę na wagę pierwszego punkty w sezonie zdobył dla niecieczan słowacki pomocnik Dávid Guba, któremu nie przeszkodził zbytnio jego rodak i golkiper lubinian Martin Polaček.
*****

Fot. Krystyna Pączkowska / Śląsk Wrocław
ŚLĄSK WROCŁAW 3-2 LECHIA GDAŃSK
Piotr Celeban 5', 80', Jakub Kosecki 30' - Marco Paixao 48', 52'
Po porażkach z Arką Gdynia (0:2) i Zagłębiem Lubin (0:1) do Wrocławia przejechała Lechia Gdańsk. Śląsk szybko objął prowadzenie dzięki Piotrowi Celebanowi, a w 30. minucie sytuacja gospodarzy stała się jeszcze bardziej komfortowa. Błąd Dušana Kuciaka wykorzystał jego były klubowy kolega Jakub Kosecki i zrobiło się 2:0. Zaledwie siedem minut po przerwie z tej wydawać by się mogło bezpiecznej przewagi nie zostało zupełnie nic. Dwa ciosy zadał wrocławianom ich były napastnik Marco Paixao i od 52. minuty mecz zaczął się od zera. Szalę zwycięstwa na swoją korzyść przechylili w 80. minucie miejscowi, którzy trzy punkty zawdzięczają Celebanowi. Kapitan Śląsk podobnie jak Kosecki wykorzystał błąd Kuciaka.
*****

Fot. Mateusz Kostrzewa / Legia Warszawa
LEGIA WARSZAWA 2-0 SANDECJA NOWY SĄCZ
Kasper Hämäläinen 71', Michał Kucharczyk 90'
Dopiero w sobotę 29 lipca udało się przełamać mistrzowi Polski. Duży wpływ na wygraną Sandecją Nowy Sącz miał faul Grzegorza Barana na Michale Kopczyńskim i czerwona kartka, które ułatwiły Wojskowym sprawę. Mimo gry w przewadze od 20. minuty Legioniści pierwszą bramkę zdobyli prawie godzinę później. Michała Gliwę płaskim uderzeniem z dalszej odległości zaskoczył Fin Kasper Hämäläinen, a końcowy rezultat już w doliczonym czasie ustalił niezawodny Michał Kucharczyk. Tym samym beniaminek z Nowego Sącza cały czas nie zdobył jeszcze bramki w ekstraklasie.
*****

Fot. Dariusz Hermiersz / Górnik Zabrze
GÓRNIK ZABRZE 3-2 WISŁA KRAKÓW
Igor Angulo 38', 52', 54' - Rafał Boguski 48', Jakub Bartosz 87'
Zdecydowanie lepiej po awansie do elity radzi sobie zabrzański Górnik, który przy okazji nie przestaje zadziwiać. W szeregach drużyny prowadzonej przez Marcina Brosza świetnie poczyna sobie póki co Igor Angulo, który praktycznie w pojedynkę "rozstrzelał" Białą Gwiazdę. Hiszpański atakujący tym razem popisał się hat-trickiem, a w sumie w trzech występach w najwyższej klasie może pochwalić się aż sześcioma trafieniami! Na gole kapitana beniaminka z Zabrza odpowiedzieli co prawda Rafał Boguski oraz Jakub Bartosz, ale tego dnia było to za mało, aby uporać się z drużyną, która dwa tygodnie wcześniej na własnym boisku ograła mistrza Polski (3:1).
*****

Marcin Warcholak 45' (karny) - Damian Byrtek 6'
Szybko zdobyta bramka Damiana Byrtka i trafienie chwilę przed przerwą Marcina Warcholaka z jedenastu metrów doprowadził do remisu w Gdyni. Dla Nafciarzy historycznego. Z jakiego powodu? Dowiecie się klikając tutaj. Poza tym w szeregach Wisły Płock zadebiutowali sprowadzeni latem Adam Dźwigała oraz Igor Łasicki, a więcej o niedzielnej potyczce byłych beniaminków przeczytacie w tym miejscu.
*****

Fot. Pogoń Szczecin
POGOŃ SZCZECIN 0-1 JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Cillian Sheridan 90'
W pierwszej części zdecydowanie więcej okazji do otwarcia wyniku mieli gospodarze, którzy jednak żadnej z nich nie potrafili wykorzystać. Po przerwie niezłą szansę dla gości zmarnował nasz wychowanek Łukasz Sekulski, a o trzeciej wygranej w sezonie Jagi przesądził zmieniający go w 61. minucie Cillian Sheridan. Napastnik z Irlandii wykorzystał gapiostwo kapitana Portowców Jarosława Fojuta, odebrał mu piłkę na dwudziestym metrze i po chwili pokonał Łukasza Załuskę dając białostoczanom pozycję samodzielnego lidera ekstraklasy.
*****

Fot. Piast Gliwice
Nicki Bille Nielsen 40' (karny), Maciej Makuszewski 44', Christian Gytkjaer 78', 85', Łukasz Trałka 83' - Josip Barišić 62'
Zero bramek i jeden punkt w dorobku. Tak wyglądał bilans Lecha Poznań po 2. kolejce. Trzeba przyznać, że w trzeciej serii gier poznaniacy dwa poprzednie mecze całkowicie puścili w niepamięć i przy Bułgarskiej rozgromili Piasta Gliwice aż 5:1. Na pierwsze trafienie kibice w stolicy Wielkopolski musieli czekać do 40. minuty i skutecznego wykonania jedenastki przez Nicki Bille Nielsena, ale później worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Kolejne gole dla Kolejorza strzelali Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer (dwa) oraz Łukasz Trałka. Gliwiczan z kolei stać było jedynie na dość przypadkową odpowiedź Josipa Barišicia, którego nabił Martin Bukata.
*****

Fot. Paweł Jańczyk / korona-kielce.pl
Bartosz Rymaniak 30', Ivan Jukić 35', Nabil Aankour 44' (karny), Marcin Cebula 48' - Michal Sipľak 24', Krzysztof Piątek 41' (karny)
Prawdziwą strzelaninę obserwowali natomiast kibice w Kielcach. Mecz dla ich ulubieńców, co prawda nie rozpoczął się najlepiej, bo najpierw Zlatana Alomerovicia pokonał Michal Sipľak, ale z czasem było tylko lepiej. Szybko do wyrównania doprowadził Bartosz Rymaniak, a niewiele potem wynik poprawił Koronie Ivan Jukić. Z prowadzenia Korona cieszyła się jednak zaledwie sześć minut, czyli dokładnie tyle ile wcześniej Cracovia. W polu karnym Krzysztofa Piątka "wyciął" Ken Kallaste i sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość. W 41. minucie było więc 2:2, a w 44. już... 3:2! Z jedenastu metrów, tyle że po drugiej stronie boiska bezbłędny okazał się być Nabil Aankour, którego strzał po rękach Adama Wilka wpadł do bramki. Goście trzeci cios dostali "do szatni", a czwarty i jak się okazało ostatni, chwilę gdy wyszli z niej po przerwie. Wynik meczu ostatecznie ustalił w 48. minucie Marcin Cebula.