
Trwa znakomita passa Nafciarzy. W ostatnich czterech spotkaniach nie zostaliśmy pokonani, trzy ostatnie zakończyliśmy zwycięsko. Do wyrównania klubowego rekordu czterech kolejnych wygranych w ekstraklasie brakuje zaledwie jednego skalpu. Najlepszy wynik, oby jak najkrócej, dzierżą podopieczni Mirosława Jabłońskiego z sezonu 2004/2005, którzy dzięki znakomitemu finiszowi ligi uplasowali się na czwartej pozycji w końcowej klasyfikacji.
Wspomniana seria czterech zwycięstw została zakończona zamykającym rozgrywki bezbramkowym remisem z warszawską Legią. Co ciekawe, był to także piąty kolejny mecz Wisełki bez straconego gola. W całej wiosennej części sezonu 2004/2005 straciliśmy zaledwie dziesięć goli, co pozwala wspomniany okres uznać za wyjątkowy. Cztery wygrane z rzędu, pięć kolejnych gier "na zero z tyłu” i najniższa w historii liczba straconych bramek w całej rundzie. Jest do czego dążyć!
Znacznie dłuższe są, niestety, serie mniej chwalebnych "dokonań". Zdecydowanie najczarniejszy okres w ekstraklasowej historii zanotowaliśmy pomiędzy sierpniem 2006, a marcem 2007 roku. W tym czasie nie umieliśmy ograć rywala w czternastu kolejnych ligowych spotkaniach i nic dziwnego, że pożegnaliśmy się z elitarnym towarzystwem. Połowę z tych meczów przegraliśmy, połowę zremisowaliśmy.
W debiutanckich rozgrywkach 1994/1995 Petrochemia nie odniosła zwycięstwa od 5 października do 11 marca, czyli przez dziesięć kolejek. Niewiele brakowało byśmy przed rokiem wyrównali ten niechlubny wynik. Pomiędzy końcem września, a początkiem grudnia 2016 licznik meczów, w których nie potrafiliśmy pokonać rywala zatrzymał się na liczbie dziewięć, na co złożyło się pięć przegranych i cztery remisy.
Aż trudno uwierzyć, że w żadnej z wymienionych powyżej czarnych serii, nie znalazła się największa liczba kolejnych porażek w ekstraklasie. Identyczną zanotowaliśmy dwukrotnie. Najpierw w kampanii 2000/2001, gdy w marcu i kwietniu przegraliśmy pięć razy z rzędu oraz w rozgrywkach 2005/2006, które przyniosły nam największy w historii sukces, czyli triumf w Pucharze Polski. I właśnie przygotowania do finałowego dwumeczu w pucharze spowodowały delikatne odpuszczenie ligi, w której biliśmy się o przysłowiową pietruszkę. Efektem macoszego traktowania spotkań w ekstraklasie był piątak na minus. Okres przygotowań do finału i świętowania po triumfie w nim zakończyła dopiero wygrana z Cracovią.
Od miłych informacji zaczęliśmy, na takich zakończymy. Opisaliśmy najdłuższą serię zwycięskich pojedynków, przypomnieliśmy kolejne, w których nie straciliśmy żadnej bramki. Brakuje jedynie zestawienia meczów z rzędu, w których nie zostaliśmy pokonani. I ponownie najdłuższą serię zanotowali podopieczni Mirosława Jabłońskiego. W rozgrywkach 2003/2004 nikomu nie udało się ograć Nafciarzy pomiędzy 13., a 21. kolejką ekstraklasy, czyli w dziewięciu pojedynkach. Były wśród nich wyjątkowe starcia takie jak 4:4 z Wisłą Kraków i identyczny wynik z Lechem Poznań.
Nie wiemy na jakiej liczbie stanie licznik kolejnych zwycięstw obecnej wiślackiej paczki. Umówmy się, że w ogóle się nie zatrzyma. Realnie jednak rzecz biorąc, Wisłę z pewnością stać by dwa wszystkie opisane rekordy raz na zawsze wymazać z kart historii. Do dzieła!