
Fot. Jakub Gruca / 400mm.pl
W dobrej formie są ostatnio drużyny Śląska Wrocław i Wisły Płock. Wprawdzie w ostatniej kolejce piłkarze obydwu klubów solidarnie przegrali swoje mecze 0:2, ale wcześniej mieli oni długie serie meczów bez porażki i obecnie sąsiadują ze sobą w tabeli LOTTO Ekstraklasy. W trzech spotkaniach rozegranych w minionym sezonie dwa razy padł remis, a raz górą byli wrocławianie, których barwy reprezentował między innymi obecny napastnik Nafciarzy Kamil Biliński. Nic więc dziwnego, że właśnie Kamila poprosiliśmy o krótką rozmowę.
Drugi raz reprezentujesz barwy Wisły. Jak to się stało, że w 2012 roku dysponujący naprawdę silnym składem Nafciarze między innymi z Kamilem Bilińskim spadli do II ligi?
Kamil Biliński: Całkiem niedawno analizowałem tamte rozgrywki. Rzeczywiście ich finał był wyjątkowo przykry, tym bardziej, że do utrzymania zabrakło zaledwie jednego punktu, a w ostatnim meczu prowadziliśmy 3:2, aby w przedostatniej minucie stracić gola z rzutu karnego. Oczywiście byłem zawiedziony wynikiem drużyny, ale moja przygoda z piłką nabrała po tym sezonie tempa.
Zapewne wiesz, że po tamtym spadku Wisła próbowała zatrudnić Cię na dłużej, ale finansowe oczekiwania Twojego macierzystego klubu Śląska były zbyt wygórowane.
- Był to dla mnie trudny okres. Wróciłem z wypożyczenia do Wisły nie wiedząc, czy dostanę szansę gry w Śląsku, mimo udanego sezonu w I lidze. I wówczas pojawiła się propozycja z Żalgirisu Wilno. Dwa znakomite sezony, mistrzowski tytuł, Puchary i Superpuchary Litwy, drugie miejsce w klasyfikacji strzelców i gra w Lidze Europy. To wszystko poskutkowało transferem do jednego z najbardziej zasłużonych i najsilniejszych klubów Rumunii Dinama Bukareszt. Tam w półtora roku zdobyłem osiemnaście bramek, by ostatecznie znaleźć się w moim Śląsku. Historia zatoczyła koło.
Pamiętasz komu strzeliłeś ostatniego w ekstraklasie gola?
- Oczywiście. Sandecji Nowy Sącz.
A w poprzednim sezonie?
- W ostatniej kolejce jako zawodnik Śląska zdobyłem gola grając w Płocku przeciwko Wiśle, ale mam nadzieję, że nikt nie ma mi tego za złe.
To może teraz ponownie strzelisz bramkę swoim byłym kolegom, sprawiając radość płockim kibicom.
- Zacznę od tego, że bardzo chciałbym w tym meczu zagrać. I naprawdę ciężko pracuję by dostać od trenera szansę. Wiadomo, że wobec kartkowej absencji José Kanté, w ataku wystąpi ktoś z dwójki Mateusz Piątkowski - Kamil Biliński. Jeśli trener postawi na mnie, zrobię wszystko by nie zawieść. Mam wielu kolegów w Śląsku i na pewno utniemy sobie miłą pogawędkę przed meczem, ale sentymenty skończą się wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego.
Kogo w zespole Śląska najbardziej należy się obawiać?
- Na pewno Marcina Robaka. Po przyjściu do Wrocławia od razu stał się liderem ekipy. Groźni są skrzydłowi, mój dobry kolega Róbert Pich i Jakub Kosecki. Zresztą w drużynie z Wrocławia jest naprawdę wielu znakomitych piłkarzy. Ale koncentrujemy się na własnej grze. Również dysponujemy mocnym zespołem i podchodzimy do meczu z absolutną wiarą w odniesienie zwycięstwa.
*****
Rozmowę z Kamilem Bilińskim znajdziecie również w najnowszym numerze oficjalnego magazynu piłkarskiej Wisły Płock - Czas Wisły #84.